Podróż życia XXII – spójrz na Tokio z góry

Przygoda z pustym portfelem zakończyła się dla nas dobrze, więc już następnego dnia mogliśmy ruszać przed siebie w poszukiwaniu nowych wyzwań. Tym razem chcieliśmy spojrzeć na Tokio z góry. Ale postanowiliśmy nie korzystać z drogiej opcji, jaką był wjazd na Sky Tree. I tak trafiliśmy do Shinjuku.

Tokio zawsze kojarzyło mi się z drapaczami chmur. I z głębokimi kanionami pomiędzy szklanymi ścianami. Tymczasem do tej pory widziałem kilka wyższych budynków w Osace i to wszystko. Owszem, jakieś domy ze szkła i stali stoją w Akihabarze, ale to nie było to.

Dlatego właśnie z samego rana (czyli jakoś około 10 albo 11) pojechaliśmy metrem prawie na drugi koniec Tokio. Do dzielnicy Shinjuku. I dopiero tam zobaczyliśmy stolicę Japonii w zgodzie ze stereotypowym wyobrażeniem.

DSCF9854

DSCF9858

Pmiędzy licznymi drapaczami chmur, będącymi siedzibyami banków czy firm ubezpieczeniowych, jeden budynek jest dość charakterystyczny. To Tokyo Government Building, dwie wieże będące tokijskim ratuszem.

DSCF9880

 

DSCF9864

Dlaczego udaliśmy się do ratusza? Otóż na 45 piętrze każdej z wież jest ogólnodostępny taras widokowy. Przy dobrej pogodzie widać z tego poziomu nawet górę Fuji. A co najciekawsze – władze dzielą się tym widokiem z mieszkańcami i turystami kompletnie za darmo. 202 metry gratis kontra 350 metrów Sky Tree za 60 zł od osoby – wybór jest oczywisty. Wystarczy przejść jedną kontrolę bezpieczeństwa (która opiera się raczej na typowym japońskim zaufaniu niż na szczegółowej rewizji), aby móc pojechać windą o dość uproszczonym panelu.

DSCF9868

Widok z góry zapierał dech w piersiach. Oczywiście na dobrą widoczność nie mieliśmy co liczyć, przez co nadal uważam górę Fuji za legendę. Ale to, co widzieliśmy, na kilka długich chwil zatrzymało nas na 45 piętrze. U naszych stóp leżało Tokio. To, które już trochę zdążyliśmy poznać, oraz to, które dopiero na nas czekało.

DSCF9900

DSCF9878

Z chęcią siedzielibyśmy na tej wieży do wieczora, ale czas nas pędził dalej. Z ociąganiem zjechaliśmy więc na parter…

I natychmiast wjechaliśmy na drugą wieżę. Gdzie władze Tokio po raz kolejny pokazały swoją wspaniałomyślność. Do dyspozycji gości oddano wolontariuszy, którzy oprowadzają ich po piętrze i opowiadają o widoku. My wyruszyliśmy na krótki spacer po piętrze z sympatyczną panią.

Od niej dowiedzieliśmy się o architekcie, który zaprojektował ten budynek, panu Kenzo Tange. Okazało się, że już wcześniej spotkaliśmy się z jego pracami – jego dziełem jest muzeum w Hiroshimie. Pan Tange zdecydowanie wyprzedzał swoją epokę, co widać patrząc na to, jak nowocześnie wyglądają jego projekty sprzed kilkudziesięciu lat.

Pani opowiedziała nam też o tym, co widzimy za oknem. I tak na przykład ten budynek…

DSCF9883

…jest nietypowy nie tylko ze względu na kształt. Także ze względu na właściciela. Jak już wspomniałem, w Shinjuku królują banki i ubezpieczalnie. To natomiast jest siedziba szkoły designu. A sam czubek podobno się otwiera i zmienia w lądowisko dla śmigłowca (o czym nasza przewodniczka opowiadała z niemałym zdumieniem).

Z kolei historia tego budynku…

DSCF9894

…pokazała nam trochę japońskiej mentalności. Opowieść wolontariuszki brzmiała mniej więcej tak:

– To jest siedziba firmy telekomunikacyjnej. I ta firma na szczycie swojego budynku zamontowała wielki zegar. To trochę dziwne, bo nie produkują zegarów. Dlaczego firma, która nie ma nic wspólnego z zegarami, zamontowała zegar na swoim budynku? Nie wiem, ale to dziwne.

Porozmawialiśmy jeszcze trochę z panią, podpytując ją o różne aspekty życia w Japonii. O to, czy łatwo jest młodym (ciężko jak wszędzie). O to, ile czasu spędza dziennie na dojazdach (godzinę w jedna stronę). Spytaliśmy ją też, czy może nam powiedzieć, gdzie znajdziemy słynne „hotele miłości”, ale pani powiedziała, że nic nie wie o tego typu przybytkach („może powinnam tam pójść z mężem?” odparła chichocząc).

DSCF9891

Zachwyceni widokiem Tokio z góry opuściliśmy ratusz i po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Po drodze ponownie napotykając karne, japońskie wycieczki, siedzące na chodniku. Zupełnie jak przed Sky Tree. U nas też mogliby wprowadzić taki system…

DSCF9906

– Gdybyśmy pojechali dwie stacje dalej – zacząłem – w przeciwną stronę, niż zamierzamy, mógłbym zobaczyć bardzo ciekawy budynek, o którym czytałem w sieci.

– A znajdziesz go?

– Wiem, w którą stronę iść po opuszczeniu stacji – odparłem. – No i mam jego współrzędne!

– Dobrze, jedźmy – powiedziała Żona.

I wyruszyliśmy na poszukiwanie budynku, który do tej pory widziałem tylko w sieci. Tak zwanego Mineral House. Wysiedliśmy na odpowiedniej stacji, kompas wskazał nam kierunek… ale GPS nie chciał współpracować. Przeszliśmy ze dwie przecznice, ale szukanie jednego budynku w Tokio jest jeszcze głupsze, niż szukanie igły w stogu siana.

Ze smutkiem musiałem przyznać rację Żonie, że dalsze kręcenie się po okolicy nie ma sensu. My tu szukamy jednego budynku, a tam nam Tokio ucieka. Wróciliśmy więc na stację metra i pojechaliśmy na dalsze zwiedzanie miasta.

Oczywiście nie mając w głowie żadnego konkretnego planu.

Dotarliśmy do lasu pośrodku Tokio. Tak, dobrze przeczytaliście – lasu. Pośrodku którego stoi świątynia Meiji. Ale ponieważ do niej wrócimy za kilka dni, nie będę teraz na jej temat rozpisywał. Przenieśmy się więc magicznie kilka godzin do przodu. Jest późne popołudnie…

Ciąg dalszy nastąpi

W następnych odcinkach: szukamy. Crystal House (ponownie), siedziby mafii i pokoju hotelowego na szybki numerek.

  • Wygląda cudnie! Muszę się cofnąć do kilku pozostałych Twoich wpisów, bo nie wiem dlaczego nie wyskoczyły mi na FB powiadomienia, a jeśli ich nie mam, to moja skleroza uniemożliwia mi regularne odwiedzanie czytanych przeze mnie blogów 😛
    Te wycieczki, które tak pięknie na chodniku siedzą, słuchają przewodnika, czy siedzą tak bez powodu? 😀

    • Kliknij tag „Japonia”, będziesz mieć komplet 🙂

      Ta tutaj mogła kogoś słuchać, ale dzieci przed Sky Tree po prostu czekały na wejście. Bo tak jest wygodniej, prawda? 😉