Podróż życia XXI – noc w luksusie

Ginza. Najbardziej luksusowa dzielnica Tokio. Miejsce pełne salonów z drogimi markami. Pole do lansu. Okolica, w której warto się pokazać. A my szukaliśmy tam bankomatu.

DSCF9796

I muszę Ci powiedzieć, że udało nam się. Znaleźliśmy bankomat. Razem z informacją, że nie obsługuje Mastercard. Podobnie kolejny. I kolejny . OK, wszystkie stały w oddziale jednego banku, może to dlatego – w Japonii placówka bankowa to mały legion bankomatów.

A te, które nie miały takiej informacji, po prostu nie chciały obsłużyć mojej karty.

Przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że japońskie bankomaty mogą mieć problemy z obsługą kart spoza Kraju Kwitnącej Wiśni. Hermetyczność japońskiego społeczeństwa przejawia się nawet w tym… Ale powiedziano nam, że jeśli jakiś bankomat w sklepie na rogu nie wypłaci nam kasy, mamy się nie przejmować, bo bankomat tej samej sieci w takim samym sklepie, tylko na drugim rogu, może już to zrobić.

Ale tu informacja była jasna – bankomaty tej sieci nie obsługują Mastercard. A bankomatów innych sieci było jak na lekarstwo i…tez nie chciały współpracować. W tym momencie, mając w portfelu tylko parę tysięcy jenów i kilka dni do przeżycia, popadliśmy w skrajną nędzę.

Oczywiście, mogliśmy płacić za wszystko kartą – zaakceptowano ją kilkakrotnie. Ale oznaczało to dwukrotne przewalutowanie przy najdrobniejszych zakupach. A do tego nie mieliśmy pewności, czy wszędzie będziemy mogli nią zapłacić. Jednak w niektórych sytuacjach gotówka jest lepsza…

Świadomość, że stoimy pośrodku oazy luksusu z pustym portfelem dobijała nas jeszcze bardziej. Ale nie poddawaliśmy się i wytrwale kombinowaliśmy, jak tu dostać się do naszej gotówki. A obok nas pyszniły się najbardziej luksusowe marki świata.

W pewnym momencie minęliśmy stojącą przy chodniku kawalkadę luksusowych samochodów sportowych. Autentycznie luksusowych. Stały, bo jeden z nich potrzebował naprawy. Jeśli dobrze widziałem, mechanik przyjechał mercedesem albo audi… A potem auta ruszyły i zrobiły rundkę dokoła kwartału.

DSCF9801

Tymczasem musieliśmy zaplanować, ile jeszcze wydamy przez te dni. Przyjdzie nam chyba zrezygnować z wszelkich atrakcji turystycznych. Wydajemy pieniądze tylko na jedzenie. No i na dojazd na lotnisko. Tylko ile on będzie kosztować?

I dlatego około 22 udaliśmy się na dworzec główny w Tokio.

To bardzo stylowa budowla, kryjąca w sobie rozległa sieć przejść, peronów i kas. Oraz jedną bardzo ważną informację. Bilety na pociąg na lotnisko kosztują więcej, niż mamy w portfelu. Musieliśmy rozważyć opcje. Zostajemy i ukrywamy się przed urzędem imigracyjnym? Prosimy o pomoc ambasadę? Sprzedajemy po nerce? Próbujemy jeszcze raz z bankomatem?

Wybraliśmy to ostatnie. Oczywiście bankomat nawet nie myślał, żeby nam pomóc.

Z boksu obok wychodził jakiś człowiek, kończący właśnie swoją zmianę.

– Przepraszamy, ale dlaczego bankomaty nie obsługują Mastercard?

– A, sam nie wiem – odparł. – Jakoś w kwietniu firma od bankomatów i Mastercard się pokłóciły.

Za wiele to nam nie pomogło, ale przynajmniej pozbyliśmy się wszelkiej nadziei. Pan, widząc nasze smętne miny, postanowił nas podnieść na duchu:

– Ale może Citibank się jeszcze nie pokłócił z Mastercard?

I dopiero teraz nam to mówisz!?

– Gdzie jest najbliższy Citibank?

– Za rogiem – serce z radości podskoczyło nam do gardła – ale o tej porze już nieczynny – serce spłynęło gdzieś w okolice pięt.

– Ale – pan najwyraźniej uczył się dawkowania emocji u najlepszych – bankomaty są poza oddziałem. W podziemiach budynku obok.

Kojarzysz te sceny z „Aniołów i demonów”, gdy bohaterowie szybkim krokiem chodzili po Rzymie, starając się odnaleźć wskazówki ukryte w architekturze? Mniej więcej tak samo wyglądał nasz przemarsz w poszukiwaniu bankomatu.

– Jest – rzuciliśmy się na maszynę jak para wygłodniałych sępów.

DSCF9827

Gdybym miał przeciąć kabelek rozbrajający bombę nie byłbym tak skupiony jak wtedy, gdy wpisywałem PIN. A potem przechodziłem kolejne ekrany. Wreszcie maszyna oddała kartę, a chwilę potem wypluła plik banknotów.

Jak to później ujęła moja Żona – jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak na widok gotówki.

– Zapraszam Cię na ciastko – powiedziała wielkodusznie Żona i weszliśmy do Starbucksa jako para najszczęśliwszych ludzi na świecie.

Wprawdzie za kwadrans go zamykali, ale delektowaliśmy się tym ciastkiem, jakby to był królewski posiłek. Potem stwierdziliśmy, że na dziś mamy dość atrakcji i choć raz wrócimy do hotelu przed północą. Ruszyliśmy w stronę metra, ale nadal czułem, że musimy jakoś uczcić wyrwanie się ze szponów biedy. Postanowiłem, że zaszalejemy na bogato. Kupimy banany.

Musisz wiedzieć, że wszelkie owoce są w Japonii cholernie drogie. Kilogram wiśni albo czereśni to wydatek rzędu 120 zł (sam widziałem taką cenę). Jedno jabłko kosztuje tyle, co u nas kilogram (i każde jest pakowane osobno). Ale w tej chwili było nas stać nawet na banany.

DSCF9829

Tym bardziej, że były z automatu. Mówiłem Ci już, że w Japonii są automaty ze wszystkim?

Bogaci, z bananami, wróciliśmy do hotelu i zaczęliśmy planować następny dzień. Tym razem na spokojnie. Wiedzieliśmy, że zawsze uratuje nas niebieski bankomat koło dworca. Ich hasło to „Your Citi never sleeps” i bardzo mi to odpowiadało.

Ale nadal nawet nie planuję zakładać u nich konta.

Ciąg dalszy nastąpi…

W następnych odcinkach: wysoki budynek, niski budynek, brzydki budynek, las i siedziba jakuzy.

  • Pingback: Podróż życia – spis treści | Blog do czytania()

  • btth

    na przyszłość, żeby nie tracić czasu: SevenEleven Bank – działa zawsze. bankomaty oczywiście gadają 🙂

    • Bankomaty w SevenEleven nie obsługiwały MC. To był podstawowy problem.

  • Marcel Lewandowski

    wiele razy miałem taką sytuację i nie ma co zbędnie panikować 🙂 western union ma taką piekna opcje jak podpiecie wlasnej karty do konta, ktore zaklada sie w 2 minuty… robi sie transfer do samego siebie… nastepnie odnajduje sie placowke, ktora jest nawet na najwiekszych zad***** wszystkich krajow azjatyckich i oczywiscie nie tylko… gora 15 min i wybiera sie gotowke… done