Jak poprawić reklamę w sieci?

Te małe bannerki. Te, które pewni ludzie* usuwają AdBlockiem. Głupie są.

 

I nawet nie chodzi mi o to, że jest ich dużo. Przyzwyczaiłem się już do tego, żeby omijać je wzrokiem. A konkretnie rzucić okiem, ale nie zatrzymywać się na reklamie. Oczywiście o ile nie próbuje mi sprzedać czegoś, co mnie interesuje. Dopóki to nie jest pop-up, nie wydaje dźwięków, nie udaje strony, którą chcę obejrzeć – może być.

A pewnie jeszcze właściciel strony na ich wyświetlaniu zarabia jakieś grosze. Niech ma, na zdrowie.

Ale moim zdaniem są niedopracowane. Wiecie, czego im brakuje? Świadomości, że mam już produkt, który chcą mi sprzedać.

Serio, niejednokrotnie zdarzyło mi się tak, że kupiłem e-booka w promocji, po czym do końca dnia wyświetlały mi się reklamy tej konkretnej promocji. A przecież ja już z niej skorzystałem!

Oczywiście, problem jest teoretycznie nie do przeskoczenia, bo system musiałby sprawdzić, że ja to ja. Zobaczyć, czy np. na tym komputerze, na którym wyświetla reklamę, do FB zalogowała się ta sama osoba, co na komputerze, z którego dokonano zakupu. Niesamowita ingerencja w prywatność.

Ale nie jest to problem nie do obejścia. Wystarczy rozszerzyć reklamy internetowe o jeden drobny „ficzer”. Przycisk „Już to mam”. Ewentualnie „Już skorzystałem z tej promocji”. Korzyści byłyby przynajmniej trzy.

Po pierwsze – nie ma problemu z prywatnością i sprawdzaniem, co kupiłem. Sam się przyznaję. Po drugie – jeśli kupiłem to w innym sklepie, niż ten reklamujący się, to sklep z reklamy wie, że już mi tego nie sprzeda. Po ostatnie – reklamodawca wie już, że trafił. Historia w przeglądarce podsunęła mu pomysł na pierwszą reklamę. Moja reakcja utwierdza go w słuszności tego wyboru. Teraz może mi zaoferować coś, na co wydam każde pieniądze.

To jak, spece od reklamy internetowej? Dacie radę coś takiego zrobić?

* „Pewni ludzie” to ewangelizatorzy, pojawiający się za każdym razem, gdy ktoś zacznie narzekać na wkurzającą reklamę na jakiejś stronie. Zaczną od tego, że z AdBlockiem nie ma problemu. Potem skrytykują przeglądarkę, z której korzystasz. A na końcu system operacyjny. Jakoś muszą sobie rekompensować brak matczynej miłości.

Zdjęcie: MIT-Libraries / Flickr, na licencji CC.