Podróż życia XIX – Sky Tree

Asakusa. Dzielnica Tokio przesycona tradycją. Nasz następny przystanek tego dnia. Miejsce pełne świątyń, ryokanów czy gejsz. Prawie to samo, co w Kioto.

To po co tam jechać?

Po to, żeby jak najszybciej pójść dalej. Tytułem wyjaśnienia: w Tokio istnieje wielu przewoźników – dwóch operatorów metra, autobusy, Japan Rail. Ze względu na ograniczanie kosztów korzystaliśmy tylko z jednego operatora metra (mieliśmy dwudniowe bilety). A tak się składało, że najbliżej naszego następnego celu była właśnie Asakusa.

Po wyjściu z metra nie zachwycaliśmy się starą, tradycyjną dzielnicą, tylko ruszyliśmy w stronę rzeki. Wkrótce ujrzeliśmy nasz cel.

DSCF9754

Sky Tree. Najwyższa wieża widokowa świata. Najnowsze cudo japońskiej stolicy, obchodzące swoje pierwsze urodziny. Skąd się tam wzięła? To dość proste – Japonia przechodziła, podobnie jak my, z analogowego na cyfrowy sygnał telewizyjny. A ten wymagał wyższego nadajnika. Zbudowano wiec taki nadajnik, a żeby nie stał bezproduktywnie w środku Tokio, obudowano go wieżą, dołożono tarasy widokowe, zbudowano legendę (o jakiejś dziewczynce, która spadła z gwiazd właśnie w tym miejscu) i zrobiono atrakcję turystyczną. Pomyślcie, ile u nas mogło powstać takich wież przy przechodzeniu na sygnał cyfrowy…

DSCF9761

Przy okazji trafiłem na budynek, o którym wiedziałem, że jest gdzieś w Tokio, ale nie planowałem go szukać. Ta śmieszna, czarna bryła na pierwszym planie, to piwiarnia Asahi, zaprojektowany przez Philippe’a Starcka. Tego pana pewnie kojarzycie z wyciskarką do cytrusów Juicy Salif, jego autorstwa. Tę, która wygląda jak trójnogi pająk.

Ale zachwyt nad współczesnym designem to nie wszystko. Brzegi rzeki pokazały mi jeszcze jedno dzieło japońskiej myśli inżynieryjnej. Pamiętacie, jak pierwszego wieczora w Tokio trafiłem na autostradę biegnącą dosłownie nad rzeką? Tutaj owo „nad” było i dosłowne, i przenośne. Trasa szybkiego ruchu, położona na filarach (w Tokio wiele takich tras przecina miasto, najczęściej na wysokości szóstego piętra) została wybudowana równolegle do rzeki, tuż nad jej brzegiem. Dołem zaś urządzono bulwary dla mieszkańców. Gdybym tego nie zobaczył, nie przypuszczałbym, że takie rozwiązanie może mi się spodobać. To dobry pomysł – o ile nie można rozwiązać problemu inaczej – aby ludzie chodzili nad rzekę, a auta mknęły górą.

DSCF9756

W zasadzie mogliśmy już wracać. Nie planowaliśmy odwiedzać Sky Tree, bowiem znajomi przed wyjazdem poinformowali nas, że to jest wyprawa na cały dzień. Najlepiej przyjść wcześnie rano, zarezerwować miejsce w kolejce, a potem czekać.  Stanowczo nie mieliśmy na to czasu. Ale skoro dotarliśmy już tak blisko, to podejdźmy chociaż pod samą wieżę. Jest przecież na wyciągnięcie ręki.

DSCF9767

To złudzenie można zaobserwować z każdą gigantyczną budowlą.

Ale jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Gdy stanęliśmy u stóp Sky Tree (przechodząc przez umieszczone w przyziemiu obowiązkowe centrum handlowe), naszym oczom ukazał się niecodzinny widok.

DSCF9774

Musicie przyznać, że takich obrazków w Polsce nie ma. W Japonii właśnie tak szkolne wycieczki oczekują na wejście do obiektu. Karnie, spokojnie, nie rozbiegając się na boki. Japoński nauczyciel przynajmniej nie musi się z nimi użerać podczas klasowej wycieczki.

Zobaczyliśmy labirynty z ustawionych słupków i taśm, wiodące do kas. A w tych labiryntach – zaskakująco mało ludzi. Podeszliśmy więc do dwóch hostess, stojących przed wejściem do głównego holu.

– Przepraszamy, ile czasu musielibyśmy czekać na wejście do wieży?

– Piętnaście minut.

(nie kłamała)

– A ile czasu potem jedzie się na górę?

– Piętnaście sekund.

(kłamała)

W zaistniałej sytuacji postanowiliśmy zaszaleć i wjechać na szczyt wieży. No, może nie na sam szczyt, Sky Tree ma bowiem dwa poziomy. Pierwszy, na 350 metrach, dostępny za około 60 zł od osoby. Kolejny, na 450 metrach, kosztuje kolejne 30 zł od osoby. A więc dość droga impreza…

DSCF9771

Tym bardziej, że gdy zajrzałem do portfela, zobaczyłem tam kilka smętnych banknotów. Nie wiem, czy uzbierałbym na wjazd dwóch osób na dolny taras. Widzicie, przed wyjazdem postanowiliśmy, że w Japonii będziemy korzystać z gotówki, co ułatwi nam zarządzanie kosztami. Jednak w którymś ze sklepów z pamiątkami musieliśmy popełnić srogi błąd, który właśnie postanowił się na nas zemścić.

Na szczęście w Japonii na każdym rogu są sklepy całodobowe. A w nich bankomaty. Ruszyliśmy w stronę pierwszego z nich, gdy przypomniałem sobie, że przecież musimy jeszcze kupić jedną rzecz, zamówioną specjalnie przez mojego kolegę. W konkretnym sklepie. W innej części Tokio.

I nie mamy zielonego pojęcia, do której godziny ten sklep może być otwarty. A na następne dni mamy plany.

Dlatego ruszyliśmy w stronę metra, przerywając próby podjęcia kasy z bankomatów. Zresztą – dwie pierwsze zakończyły się niepowodzeniem. Wtedy nas to nie zastanowiło.

A powinno. Powinno jak cholera.

Ciąg dalszy nastąpi…

W następnym odcinku: sklep, do którego wybitnie nie pasowałem. I kilka słów o japońskiej obsłudze.