Czytelnicy książek: 4 typy ludzi, których możesz zabić

Polacy czytają coraz mniej. Większość z nas w minionym roku nie przeczytała nawet w całości katalogu IKEA. Może to i lepiej, bo przynajmniej po ulicach nie kręci się więcej takich typów jak…

Czytelnik „zawsze i wszędzie”

Bogaci ludzie, jeżdżący samochodami, nie mają dyskomfortu spotykania się z tym typkiem. My, biedni, ściśnięci niczym sardynki w komunikacji zbiorowej, cierpimy w milczeniu. Pan czytelnik ma książkę, która tak go pochłania, że musi ją czytać zawsze i wszędzie. Zawsze. I wszędzie.

Nic to, że padający deszcz wepchnął kilkaset osób pod wiatę na przystanku. On musi się schronić ze swoją książką. Zróbcie miejsce dla niego i jego książki! Nieważne, że do autobusu czy tramwaju szpilki się już nie wciśnie. On musi wyciągnąć książkę i czytać. Ręce przed sobą, opiera się o dowolną rurę, której mogliby się trzymać współpasażerowie… i zatapia się w lekturze.

A my, dokoła, mamy ochotę zatopić buca w dole z wapnem. Nie dość, że szpanuje tym, że stać go na książkę i umie czytać, to skutecznie odcina się od szarej rzeczywistości. Czasem na tyle skutecznie, że nie słyszy własnego telefonu komórkowego. Albo nie widzi stojącej nad nim, sapiącej staruszki. Wtedy mamy ochotę wepchnąć mu tę książkę głęboko w dupę. W poprzek.

Czytelnik, a nie kinoman

Niektórzy tak mają, że kochają kasę. I jeśli widzą, że tłumy frajerów wywalają góry pieniędzy na cykl książek o okularniku latającym z różdżką na wierzchu, albo o pulchnej, brytyjskiej dziennikarce i jej rozterkach sercowych – to wydadzą też kasę na bilet do kina. A potem na DVD. I na DVD w wersji rozszerzonej. I kolekcjonerskiej z figurką. Long story short – czasem ktoś zekranizuje jakąś książkę.

Pojawienie się w takiej sytuacji bandy gości twierdzących, że książka była lepsza od filmu jest równie pewne, co wakacyjne ulewy nad polskim morzem. Ale to jeszcze nie koniec. Gdyby tylko ograniczali się do walenia takich truizmów, byliby ignorowani jak większość biedaków, których nie stać na bilet, popcorn i colę. Ale taki czytelnik musi jeszcze wykazać, czemu książka była lepsza.

2012-09-18 Pasje 020

Wymienia wtedy mnogość wątków, które pominięto. Niedokładność w oddawaniu emocji postaci lub skomplikowanych, wzajemnych relacji (one zawsze są skomplikowane, zawsze). Brawo! Trzeba nielichego geniusza, aby zauważyć, że nie można upchnąć kilkuset stron tekstu w dwóch godzinach filmu. W różnych mediach działają różne środki wyrazu i trudno byłoby zekranizować porywające opisy przyrody z „Nad Niemnem”. Pomijając kilka chlubnych wyjątków – książka zawsze będzie lepsza od filmu i nie trzeba tego mówić. Aha, miejcie świadomość, że Grunwald w wykonaniu Jagiełły i Witolda był lepszy od tego przedstawionego przez Sienkiewicza. I Matejkę w sumie też.

Czytelnik – tradycjonalista

Postęp dał nam wiele fajnych wynalazków. Papier toaletowy, czipsy bekonowe czy nawet głupie koło. Wraz z rozwojem naszej cywilizacji rozwijała się też grupa oszołomów, widzących w dziełach postępu szatana we własnej osobie. Coś jak amisze bez fajnych bród i kapeluszy.

Czytnik ebooków to dla takich ludzi zbrodnia dokonana na literaturze. Jakże to – nie móc przewrócić strony? Nie czuć faktury papieru pod palcami? Nie rozkoszować się zapachem farby drukarskiej? A jak można rezygnować z tego słodkiego ciężaru książki w dłoni? Takiej elektronicznej książki nie można miętosić, tulić, zaginać jej rogów, notować na marginesie, palić z aryjskimi przyjaciółmi czy ukrywać w niej młoteczka geologicznego, aby uciec z więzienia Shawshank. Bieda. O audiobookach nawet nie ma co przy nich wspominać, bo automatycznie sięgają po widły i pochodnie.

Powiem Ci coś, tradycjonalisto. Jesteś zwykłym, zboczonym fetyszystą. Masz gdzieś książkę i treści, które ona niesie. Zależy Ci tylko na owych doznaniach zmysłowych. Ze szczególnym uwzględnieniem mitycznego zapachu farby drukarskiej. Nie wypieraj się, ćpunie jeden. Wystarczyłoby dobrze wydane „Mein Kampf” albo zbiór opowiadań z „Hustlera”, a osiągnąłbyś orgazm, nacierając się kartkami takiej książki. Tacy jak Ty, wieki temu, biadolili, że papirus zastępuje gliniane tabliczki. Pewnie nawet używali tych samych argumentów – dotyk, zapach, waga…

Czytelnik rytualny

Wszyscy mamy jakieś mniejsze lub większe natręctwa, nieistotne jakie. Ułożenie produktów w lodówce czy konieczność nałożenia majtek przed spodniami – to nic złego. Takie zorganizowanie pozwala nam ogarniać życie i jest bezpiecznym portem podczas żeglugi przez rozszalałe morze codziennego życia. Czy jakoś tak.

Gorzej, jeśli chcesz przekonać innych, że to właśnie Twoje natręctwo jest tym jedynym, właściwym, a każdy inny sposób wymyślono jedynie po to, aby oddalić ludzi od boga. Ty musisz czytać zawsze tak samo. Na kanapie, pod kocykiem, z kubeczkiem pysznej kawusi, posypanej cynamonkiem. Mniam! W autobusie czy samolocie nie możesz się skupić, nie możesz w pełni chłonąć lektury. Czujesz, że coś tracisz.

Porozmawiaj z fachowcami, możesz mieć jakiś defekt związany z deficytem uwagi. Lektura książki to nie nabożeństwo, to czysta przyjemność. Potraktuj ją jak seks. Spróbuj jej doświadczyć o różnych porach, w różnych miejscach i zdecydowanie różnych pozycjach. Jeśli nie wiesz, o czym mówię, to chyba za dużo czytasz. Wyjdź z domu i dowiedz się, o co chodzi z tym całym seksem.

A jeśli mimo to nie potrafisz efektywnie wykorzystać czasu w podróży, aby potem mieć go więcej w domu i musisz się położyć na kanapie, pod kocem, z ukochaną książką, to mam diagnozę. Jesteś po prostu leniem.

A Wy, czego nie potraficie ścierpieć w tych niedobitkach literackiej sekty, które nie pojęły jeszcze, że czytanie jest passe? Piszcie w komentarzach.

  • Hahahah doskonałe, doskonałe!!!

  • ijabuba

    Hm.. nie wiem po lekturze tego tekstu czy to sakrazm ? Autoironia ? Jestem własnie takim typkiem jakiego opisujesz..moze poza punktem 4 , moge czytać zawsze I wszędzie ! Jednoczesnie ogladając tv, słuchając męza I robiąc lekcje z dzieckiem 🙂 I wiesz co ? Jestem z tego dumna !

    • Wszystkie moje listy osób do zabicia są jak najbardziej poważne…przecież to poważny blog;-) Ja wpadam raczej do pierwszego koszyka, ale jeśli Ty łapiesz się do trzech, to nie ma dla Ciebie ratunku. Nowoczesne społeczeństwo takich jednostek nie potrzebuje… A duma bądź, w sumie jesteśmy wyjątkami 😉

  • Oj, jako matka dwóch „potworów” po powrocie do pracy, doceniłam długie włajaże komunikacją miejską.
    W końcu w niecałkiem świętym spokoju, aczkolwiek spokojniej niż w domu mogłam pochłonąć serię, którą miałam zamiar przeczytać wcześniej 🙂

    • I dlatego komunikacja miejska to kuźnia elit. Tyle osób tam czyta..;-)

  • I’m loving it 🙂

  • Toż to jakieś bezeceństwa!!
    Ikea – Jag älskar det 🙂

    • Zaraz tam „bezeceństwa”… dobre rady po prostu.