Podróż życia XVII – tylko dla dorosłych

Dzisiejszy wpis jest przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich. A i tak ryzykują one, że czytając go, doznają zgorszenia. Albo zapragną pojechać do Japonii.

O seksie w Japonii krążą legendy. Bazując na japońskich filmach pornograficznych – aktorskich czy animowanych – można założyć, że tamtejsze kobiety mają więcej silikonu niż uszczelnienie okien w biurowcu, stosunek bez macek w kształcie penisów się nie liczy, a części intymne ciała są zawsze obowiązkowo cenzurowane.

Nic bardziej mylnego. Stare przysłowie pszczół mówi, że Japonki dziedziczą biusty po ojcach. Cała reszta natomiast jest mniej – więcej prawdą.

W Japonii można spełnić każdą erotyczną fantazję. Każdą.

Drodzy Czytelnicy – jeśli macie jakieś skrywane przed światem fantazje erotyczne, z pewnością w Japonii udałoby się Wam je zrealizować. Tamtejsze seks – sklepy mają tak przebogaty asortyment, że z pewnością zadowolą (aha!) najbardziej wybrednych klientów. Nawet nie będę udawał, że widziałem wszystko, bo to oczywiście niemożliwe. Seks – shopy w Japonii są, tak samo jak sklepy z elektroniką, wielopoziomowe. Każde piętro to rozległe pomieszczenie z wąskimi alejkami, na których gęsto upakowano towar. Nie sposób zobaczyć wszystko. Że nie wspomnę o zapamiętaniu.

Ale od czego „ukryta” kamera (o ile spory aparat wiszący na szyi kwalifikuje się jako „ukryty”).

Nasza rozmowa w sklepie

– To jaki prezent kupisz żonie z podróży?

– Torebki masz.

Zacznijmy może od początku – od wibratorów. Nie wiem, czy na Allegro jest tak bogaty wybór. Wszystkie możliwe kształty, rozmiary i kolory. Jak choćby urządzenie z poniższego zdjęcia. Kąt, z jakiego uchwyciłem ów cud techniki nie pokazuje, że główka wibratora miała kształt kobiecej głowy. Ale za to widzicie doskonale, że do drażnienia łechtaczki zaprojektowano wysunięty język myszki Miki.

Kolejny dialog:

– Są tańsze niż u nas…

– Chyba są mniejsze niż u nas?

– Chyba są bardziej porypane niż u nas.

Oczywiście wyeksponowane na półkach, aby móc sprawdzić, czy dobrze… leżą w dłoni. Albo celem zaprezentowania innych funkcji. Na jednej z półek leżał samotny, mały pilot. Po wciśnięciu włącznika usłyszałem odległy warkot. Okazało się, że pilotem uruchomiłem wibrator, znajdujący się w plastikowym akwarium pod sufitem.

Ten sklep miał też piętro tylko dla panów. Ruszyłem więc na spotkanie z nieznanym, zostawiając żonę na schodach. Koło kolekcji takich rzeźb. Tak, dobrze widzicie.

Piętro dla panów nie wyróżniało się niczym szczególnym. Może chodziło o to, że panowie mają tam zapewnioną dyskrecję? Nie peszą ich spojrzenia kobiet? Japończycy są bardzo nieśmiali, więc takie podejście jest zrozumiałe. Ale – żeby nie trzymać pań w niepewności – krótka prezentacja tego, co na owym piętrze się znajduje.

W innym miejscu udało mi się znaleźć słynne japońskie dmuchane lalki. Dlaczego słynne? Przed wyjazdem dowiedziałem się, że w Japonii można sobie złożyć lalkę wedle życzenia. Osobno kupuje się głowę, włosy, oczy, ręce… Nie ukrywam, że takie oko od seks – lalki wydawało mi się świetnym pomysłem na pamiątkę. Niestety, srogo się zawiodłem. Nidzie nie widziałem koszów wypełnionych sztucznymi gałkami ocznymi. Ale za to widziałem lalki, które można dostosować do nastroju właściciela. Osobno kupuje się twarz (same lalki mają głowy jak stare manekiny – bez żadnych rysów), jak i włosy. Rany, frajdę można mieć już na etapie budowania!

Ogólnie – tego rodzaju przybytki różnią się znacznie od polskich. Przede wszystkim rozmiarem i bogactwem asortymentu. Ale czy jest tam coś takiego, co zszokowałoby Europejczyka?

Oczywiście. Majtki.

Stara, miejska legenda mówi, że w Japonii można nabyć używaną, dziewczęcą bieliznę. którą fetyszyści później wykorzystują (aha po raz drugi!) w wiadomym celu. Ba, w jednej z wersji tej legendy mówiono nawet, że taką bieliznę można kupić w automacie (mówiłem już, że Japończycy mają automaty ze wszystkim?). Jednak jeszcze przed wyjazdem przeczytałem, że takich towarów nie ma w sprzedaży. Już nie ma. Kiedyś owszem, sprzedawano używaną bieliznę, także z automatów, ale zostało to zdelegalizowane. I obecnie jeśli gdzieś stoi sobie taki samotny automat, to jest to nielegalny punkt. Najprawdopodobniej na zapleczu jakiegoś szemranego sklepu w podejrzanej dzielnicy.

Ale jak to mówią – jest popyt, to i jest podaż. Bo jak inaczej wytłumaczyć coś takiego?

Moja znajomość (czy też raczej nieznajomość) japońskiego wykluczyła potwierdzenie, czy jest to autentyk, czy falsyfikat. Ale zapewniam Was, że na tym filmie pokazuję coś, co wygląda jak w zauważalny sposób używane damskie majtki. W worku. W cenie 3 tysięcy jenów, czyli około 100 złotych.

To musiał być falsyfikat, prawda?

Dość świntuszenia. Mam nadzieję, że nie zniechęciłem Was do odwiedzenia Japonii (w końcu wizyta w seks – shopie nie jest obowiązkowa), a część z Was właśnie zaczęła szukać tanich biletów do Tokio…

Ciąg dalszy nastąpi…

W następnych odcinkach będą zwierzęta, zapierające dech w piersi widoki i szybkie samochody. Oraz pusty portfel. Mój.

  • Zboczusie 😀

    • No właśnie – chyba nie do końca. Po prostu mają świadomość swoich potrzeb seksualnych i potrafią je zaspokoić. A że są to potrzeby nieco odmienne od naszych, europejskich? Nie oceniam:) Choć z tymi majtkami to lekkie przegięcie, fakt 🙂

  • Troszkę się uśmiałam przy czytaniu tego tekstu 🙂 Ciekawa jestem jak u nich nieśmiałość może iść w parze z tak doskonałymi zabawkami.

    • Tylko troszkę?;)

      Jedno drugiego nie wyklucza. Zauważ, że lalki czy wibratory służą autoerotyzmowi. Poza tym osobne piętro dla mężczyzn też o czymś świadczy. W Akihabarze, gdzie były sklepy z magami pornograficznymi, też raczej nie wchodziły tam kobiety (poszedłem tam sam, bez żony) – właśnie po to, aby nie peszyć stojących tam mężczyzn.

  • Czekałam na ten tekst! 😀
    No obłęd, obłęd. Sam fakt, że można lalkom wymieniać głowy, aby miały najróżniejsze miny, wydaje mi się być nieco przerażający. Widziałeś je? Jeśli są np. miny wyrażające rozpacz albo strach, to eee… bzykanie takiej lalki musi chyba świadczyć, że używający ją mężczyzna ma jakieś zaburzenia, albo coś w ten deseń, no bo kto zdrowy na umyśle robi takie rzeczy? 😛
    A damska część fajowa, aż bym wlazła z ciekawości 🙂

    • Mam nadzieję, że na następne też czekasz:)

      Nie widziałem wszystkich wymiennych twarzy, a już z pewnością się im nie przyglądałem. Miej świadomość tego, że dla niektórych z tych mężczyzn owe lalki są wiernym substytutem kobiety. A zatem czasem muszą być smutne. I może wtedy seksu nie ma… Wiesz, jestem daleki od ocen, bo to jednak inna kultura, inna cywilizacja, inna mentalność. Poza tym – może jak my będziemy już żyć w XXIV wieku, jak Japończycy, to też tak będziemy mieć?

      Tam nie było części damskiej. Była tylko męska i wspólna. I chyba mogę tylko powiedzieć, że w tej wspólnej z pewnością znalazłabyś coś dla siebie 😉

      • Wiem, wiem, relatywizm kulturowy 🙂

        W to, że znalazłabym coś dla siebie, absolutnie nie wątpię 😛
        I tak, na inne teksty też czekam, razem z chłopem mym 🙂

        • Dwoje Czytelników czeka na tekst! No, to już jutro następny. Nie o Japonii, ale nie samą Azją człowiek żyje, prawda?;)

          Właśnie zastanowiłem się nad inną kwestią – podejrzewam, że każdy znalazłby tam coś dla siebie. To dlaczego tego nie ma w sklepach w Europie?

  • ja znalazłam automat z używanymi majtkami i nie był wcale ukryty. 😉

    a tak poza tym, to nie wszyscy „Japończycy są bardzo nieśmiali”. są i tacy i tacy. jak wszędzie. 😉

    • Wczoraj miałem prezentację o wyprawie do Japonii i też jeden ze widzów powiedział mi, że w Kioto trafił na taki automat. No cóż, może za słabo szukałem?;)

  • Pingback: Podróż życia XVIII – pandy, pandy wszędzie! | Blog do czytania()

  • Pingback: Wpół do weekendu #12 – MrCichy()