Twoje dziecko głosowałoby na Kaczora Donalda

Dawno nic nie było o polityce. Bo też do tej piaskownicy nie zaglądam. Co nie znaczy, że czasem jakaś głupota do mnie nie dotrze…

O tym, że w sobotę Jarosław Gowin wystartuje ze swoim nowym produktem, dowiedziałem się właśnie w sobotni poranek. Nawet krótko zastanawiałem się, czy nowy twór będzie miał w nazwie takie słowa jak „Polska” czy ‚przyszłość”. Ostatecznie wieczorem dowiedziałem się, że nazwa to „Polska razem Jarosława Gowina” – aż prosi się o pytanie, co Polska razem Jarosława Gowina? Logo pożyczono od sklepu z komputerami albo straganu z owocami, a program polityczny ułożono z losowo dobranych słów.

Bo jak inaczej wytłumaczyć to:

(…)Gowin chce zmian w ordynacji wyborczej. Miałaby ona polegać na przyznaniu rodzinom większej liczby głosów w wyborach w zależności od tego ile mają dzieci.

Początkowo pomysł ten sprzedawano jako „rodzice zagłosują w imieniu swoich dzieci”, co już rodziło masę pytań i potencjalnych problemów. Czy takie dziecko, za które zagłosował rodzic, może go potem zaskarżyć, jeśli w dorosłym życiu będzie mieć inne poglądy polityczne?

W rzeczywistości chodzi o wprowadzenie wag do głosów dorosłych obywateli. Wag skrajnie niesprawiedliwych. Były już swego czasu propozycje wzmacniania poszczególnych wyborców według ich majątku (a więc warto grać w Lotto) albo wykształcenia (co przy poziomie naszego szkolnictwa zakrawa na ponury żart). Teraz proponuje się przyznanie głosów rodzinom zależnie od liczby dzieci.

A co, jeśli w rodzinie będzie nieparzysta liczba dzieci, a rodzice mają różne poglądy polityczne? Czy p. Gowin nie boi się, że wzrośnie liczba dzieci adoptowanych nie z potrzeby serca, ale z przyczyn politycznych? Co z opiekunami prawnymi niebędącymi rodzicami? Kto przejmie głosy sierot? To tylko kilka z problemów, z którymi będą musieli się zmierzyć pomysłodawcy tej reformy. Ale i tak całość musi wytrzymać zderzenie z Konstytucją, a tutaj może być problem.

Dlaczego taka ordynacja dyskryminuje osoby bezdzietne – z wyboru bądź z powodów biologicznych? Biorąc pod uwagę niechęć p. Gowina do zapłodnienia in vitro – osoby bezdzietne nie będą miały możliwości wyrównania swoich szans przy urnie.

Jedną dyskryminację – rzekomą – zastąpimy drugą – realną

Pomysł ubrano w eleganckie słowa – odejście od dyskryminacji rodziny, która jest podstawą społeczeństwa. Oraz troska o przyszłość dzieci – dlatego własnie dla nich i za nich mają głosować rodzice. Zawsze wydawało mi się, że podstawą społeczeństwa są obywatele. I to oni, gdy już dorosną, mogą stwierdzić, że nie podoba im się rzeczywistość, którą wybrali im ich głosami rodzice. Oraz że wolą wychowywać swoje dzieci w Anglii, nawet bez dodatkowych głosów.

Foto: Tom