Instopad, czyli listagram

W minionym miesiącu na kwadratowo sfotografowałem…

Sushi. Spontanicznie (bo z okazji wtorku)zaszliśmy do naszej ulubionej „suszarni” i dowiedzieliśmy się, że gdy nie ma tam zbyt wielu klientów, to sushi – master robi cuda z przystrojeniem talerza. Dosłownie. Aż żal było to zjeść. Przynajmniej przed uwiecznieniem na fotografii. Liść z żyłkami wycięty w ogórku pozostawił mnie w niemym zachwycie.

A skoro już jesteśmy przy jedzeniu – jako blogerka kulinarna i bloger lifestylowy muszę się chwalić takimi drobiazgami, jak kolorowe, ceramiczne zaparzacze do herbaty. Fajne są.

Ale to taki mały, kolorowy akcent na początek. Przede wszystkim listopad to początek ponurej jesieni. Z niemałym zdziwieniem skonstatowałem, że gałęzie zgubiły liście. Ten czarno – biały kadr oddaje mój ból istnienia w chwili, gdy dotarła do mnie nieuchronność przemijania (liści na gałęziach).

Ale listopad to nie tylko nagie gałęzie, zimny wiatr i deszcz. To także czas odnowienia prenumeraty prasy papierowej* i wiążące się z tym prezenty. Dwie książki w gratisie, trzecia kupiona za podszeptem chwili. Teraz proszę jeszcze o jakąś prenumeratę wolnego czasu, aby je przeczytać. Ale nawet nieprzeczytane będą się elegancko prezentować na półce, tworząc atmosferę inteligenckiego domu.

Najczęściej zdjęcia na Instagrama (to się tak odmienia, prawda?) robię w drodze do pracy. Często potem ludzie dziwią się, którędy chodzę do firmy. A ja po prostu za każdym razem zwracam uwagę na coś innego. I tak powstają różne zdjęcia. Które powtarzają się co jakiś czas, ale nikt już o tym nie pamięta. Tutaj nagle zwróciłem uwagę na to, że drzwi w mijanym przeze mnie codziennie budynku to furta klasztorna. Nie wiedzieć czemu zdjęcie przypadło do gustu wielu osobom.

Pod koniec listopada znowu wrzuciłem zdjęcie tego samego budynku – tym razem z innego kąta. I z kałużami. Też się podobało. Może klasztory tak na ludzi działają?

Droga do pracy to także możliwość obcowania z naturą. Z ptakami na ten przykład. I doskonalić sztukę fotografii. Spróbujcie podejść do kawek na tyle blisko, aby zrobić dobre zdjęcie telefonem. Sekundę później oba ptaki odleciały (na zdjęciu widać nawet, jak jeden z nich unosi nogę).

Albo instagramowy klasyk – koty. Kocia mama, widoczna na tym zdjęciu, nielicho się zeźliła, że jakiś człowiek zakłóca jej dziecku zabawę. Aby nie denerwować futrzaka ponad miarę, wycofałem się pospiesznie. A młody wrócił do polowania na zeschłe liście.

Podróże do pracy to także zdjęcia przez okno komunikacji miejskiej. I niczym w tym filmie, gdzie fotograf odkrywa na powiększeniu zdjęcia morderstwo, tak i ja uwieczniłem złamanie prawa. Chciałem tylko zrobić przypadkowe zdjęcie autobusu. Na pustej drodze (co – dla osób nieznających Gdańska – w tym miejscu jest drobnym wyczynem). Dopiero po chwili zrozumiałem, na co patrzę. Na zbrodnię na linii ciągłej. Skandal.

Inne zdjęcie, tym razem z tramwaju. Lekko rozmazane, do tego artystycznie zamienione na czerń i biel. Ta fotka też przypadła do gustu wielu osobom, a i ja ją lubię. Pozytywnie mi się kojarzy, bo przy jej robieniu tęsknym wzrokiem spoglądałem na stocznię. Bo już za kilka chwil miałem tam być na najlepszej imprezie świata.

Blog Forum Gdańsk. Właśnie na terenie stoczni odbywała się tegoroczna edycja. Oczywiście, ze względu na poranne bieganie w sobotę, byłem mocno spóźniony. Ale nawet pędząc po kładce dla pieszych, nie zapomniałem o uchwyceniu tego cudownego widoku. Minuta spóźnienia więcej czy mniej… a fotka musi być.

Na BFG Instagram był wszędzie. Wszyscy robili zdjęcia, tagowali je #BFGdansk i tak powstał najbardziej chaotyczny fotoreportaż świata. Oczywiście, była też atrakacja w postaci instadruku. Możliwości wydrukowania swoich instagramowych zdjęć. Takiej gratki nie można przegapić, ale też trzeba się przyłożyć do zrobienia fotki. Stąd też Marta z „Kochamy Żuławy” oraz Kasia i Maciek z „Ruszaj w drogę” mocno pracowali nad dobrym oświetleniem kadru.

A skoro już przy ruszaniu w drogę jesteśmy – oto mroczna zagadka. Na tym kartonie autostopowicza z jednej strony napisano „Ostróda”, a z drugiej „Olsztyn”. Co ten karton robił na wjeździe do Gdańska, po stronie ulicy wiodącej do miasta – a wiec w przeciwną stronę? I to wieczorem? Przyznacie, że może się w tym kryć jakaś większa tajemnica. Bo nie kupuję wyjaśnienia kolegi, który stwierdził, że po prostu przywiał ją wiatr z drugiej strony ulicy…

Zdjęcie stoczni z BFG przypomniało mi o jeszcze jednym wydarzeniu z listopada. Otóż tamto zdjęcie podpisałem mniej więcej tak: zaczekajcie na mnie, już biegnę. Znajomy skomentował to słowami „Ty zawsze biegniesz”. Cos w tym jest. W listopadzie dostałem ostatni medal do kompletu w Grand Prix Biegów Ulicznych w Gdyni. Na jego drugiej stronie widnieje stadion w Gdyni. Natura trolla kazała mi wrzucić zdjęcie medalu z podpisem „Oto PGE Arena”. Kilka osób się na to złapało… Niepoprawny psotnik ze mnie.

Rybą z ryżem zaczynaliśmy, rybą z ryżem skończymy. Tym razem jest to sushi domowej roboty – efekt spotkania ze znajomymi. Kiedyś napiszę Wam, jak zrobić takie pyszne sushi. Wyszedł nam z tego gigantyczny zestaw, za który zapłaciliśmy zdecydowanie mniej, niż musielibyśmy w restauracji. Ale, jak już mówiłem, to opowieść na inny dzień.

Śledźcie mnie na Instagramie, a zaleję Was większą ilością kwadratowych fotek. Jest duża nadzieja, że na żadnej z nich nie będę robił „dzióbka”, więc choćby dzięki temu moje zdjęcia są wyjątkowe. Poza tym – ja wiem, jak robić doskonałe foty. Macie okazję obcować ze sztuką. Nie zmarnujcie jej.

* Co prowadzi do smutnego wniosku, że dla osób nieczytających listopad to jednak tylko nagie gałęzie, zimny wiatr i deszcz. Ale pewnie mają jakieś inne radości w życiu.

  • o, ale fajne zaparzacze do herbaty.
    ja obecnie używam silikonowej nutki.