Bloger kulinarny troszczy się o innowacyjność

Nigdy nie czytałem list płac filmów, wyszukując polskich nazwisk. Ale za to w rozmaitych rankingach krajów lub miast szukam polskich tropów. I najczęściej czuję się tak, jakbym przy czytaniu owych list płac znalazł jakiegoś Kowalskiego dopiero jako chłopca podającego ręczniki.

Przy jednym z poprzednich wpisów kulinarnych odwoływałem się do artykułu w „Świecie Nauki”. Nie inaczej będzie dziś – w listopadowym numerze opublikowano bowiem cykliczny „Raport o stanie światowej nauki” . Jest to kilka tekstów, pisanych z amerykańskiego punktu widzenia, pokazujących przekrojowo główne wyzwania, przed jakimi stoi nauka na świecie.

O Polsce nie pojawił się żaden artykuł – i prawdopodobnie długo się nie pojawi. Pamiętam, jak przy ostatnim raporcie z zainteresowaniem czytałem tekst o nauce niemieckiej, jako modelowym powiązaniu nauki z biznesem. Tym razem przytoczono przykład Meksyku jako kraju, gdzie zrobienie biznesu na odkryciach naukowych graniczy z cudem.

Oba te teksty można odnieść do sytuacji w Polsce. Ten o Niemczech – jako przykład kraju, którym długo nie będziemy. Ten o Meksyku – jako niebezpieczny obszar, do którego się zbliżamy. Przekleństwem polskiej nauki i gospodarki jest niski stopień innowacyjności. W numerze „Świata Nauki” zaprezentowano wykres, pokazujący zależność między innowacyjnością danego kraju(wg globalnego indeksu innowacyjności), a jego potencjałem (wyrażonym PKB per capita). Ten stosunek wypada dla nas nieco poniżej przeciętnej. Lepiej wypadają takie kraje jak Węgry, Chorwacja, Słowenia czy Cypr.

Dlaczego tak się dzieje? Pewnie przyczyn można znaleźć wiele. Skostniałe struktury nauki polskiej, nastawionej głównie na trwanie, z pewnością nie przyczyniają się do innowacyjności. Poza tym awersja do ryzyka, lęk przed porażką, brak doświadczenia w przekuwaniu wiedzy na patenty – to wszystko sprawia, że bliżej nam globalnego ogona, niż głowy.

Zachęcam Was do zapoznania się z tym raportem – a potem rzucenie się w wir eksperymentowania. Celem podniesienia innowacyjności naszego kraju. Nie mówię, żebyście zaraz kombinowali z komórkami macierzystymi albo antymaterią. Można przecież zacząć od drobnych spraw. Choćby od kuchni. Ja sam eksperymentuję i mocno wierzę, że moje kuchenne innowacje będą wdrażane.

Weźmy na przykład takie śniadanie. Kanapki przygotowywane w opiekaczu – klasycznie: chleb tostowy, ser, wędlina. A czemu się nie wyłamać?*

Zamiast chleba tostowego – bułki. Świetnie sprawdza się ciabatta.

Do tego – jakieś nietypowe dodatki. Ja skusiłem się na pieczonego buraka i zielony pieprz marynowany w occie.

I już – gotowe. Trzeba tylko użyć większej siły do zamknięcia opiekacza.

Tylko że nawet tak przygotowane śniadanie nie przełoży się na nagły skok Polski w rankingach innowacyjności. Dopóki nie będzie się – od najmłodszych lat – premiować pracy grupowej, uczyć samodzielnego myślenia i radzenia sobie z porażką, raczej trudno oczekiwać, że na ulicach pojawi się rzesza wynalazców.

Ale za to Amazon otwiera u nas centrum dystrybucyjne. Fajnie, nie?

*Tak, mam opiekacz do kanapek z Myszką Miki. Prezent ślubny. Robi świetne kanapki. I gofry – też w wiadomym kształcie.

  • Nieeeee, wszyscy z tą pracą grupową, pracą grupową… Może właśnie zamiast wciskać wszystkich do grup, pozwólmy ludziom pracować czasem samodzielnie – i uczmy również tego?

    • Wciskać? W trakcie edukacji nikt nikogo do grup nie wciska, liczy się właśnie praca indywidualna. Za to w dorosłym życiu – to inna rozmowa. Zobacz, że coraz mniej jest pojedynczych wynalazców, coraz częściej za odkryciami stoją zespoły. Kraje, które są przed nami, nie opierają się na jednostkach. Po co więc mamy wymyślać koło od początku? Bierzmy z nich przykład.

      • Na moich studiach (Zarządzanie, PG) było niestety odwrotnie – ciągle grupy, grupy, grupy. Może dlatego tak bardzo mam ich dość 🙂 Nie mówię, że to złe rozwiązanie, po prostu nie wszyscy w grupach pracują najlepiej i mam mocną alergię na przyjmowanie takiego stylu pracy za najlepszy 🙂

        • To, że na studiach nie wszyscy przykładają się do pracy grupowej, to nie jest wada grup. To wada tego, że ci ludzie nie potrafią pracować w grupie. A sama szkoła nie potrafi na nich wymóc takiej pracy.

  • Ej, no dobra. A teraz na serio. Gdzie kupiłeś marynowany zielony pieprz?

    • Prawdopodobnie w sklepie specjalistycznym typu Real albo Leclerc. Serio. Szukaj na półce z oliwkami, przecierami pomidorowymi i piklami. Powinno być.