Wszystkie blogi prowadzą do Gdańska

Ostatnio usłyszałem, że na ten weekend czekałem bardziej, niż na swoje urodziny. I to jest prawda. Co nie zmienia faktu, że i tak się spóźniłem.

Blog Forum Gdańsk 2013 przeszło do historii. Po sieci już na dobre krążą opinie (chyba jednoznacznie pozytywne), wspomnienia (też pozytywne) i legendy. Na blogu gdańskim zdałem skróconą relację z imprezy. A ponieważ BFG nie pozostawia człowieka obojętnym, pora teraz na kilka słów o tym, jak zmienił mnie ten listopadowy weekend. Przed rokiem dał mi kopa motywacyjnego. A w tym roku…

Dziś nie mogę, piszę bloga *

Założenie było jedno – w tym roku nie mówimy o kasie. Nie udało się go zrealizować, ale temat niebotycznych kwot, jakie siedzą w blogosferze, udało się mocno ograniczyć. Mieliśmy się wszyscy skupić, niczym na jakichś blogowych rekolekcjach, nad tym, co popchnęło każdego z nas do pisania bloga. Jaka pasja dała podwaliny pod naszą sieciową aktywność?

Czasem jest to pasja do zarabiania pieniędzy. Ale o tym nie mówiono.

Gdy ktoś pyta mnie, dlaczego zacząłem blogować, mówię – z tęsknoty za pisaniem. Fajnie było zobaczyć tłum ludzi, którzy też tak mają. Ale spojrzenie na nich kazało mi się zastanowić, czy nadal to lubię. Odpowiedź jest pozytywna (tylko czasu czasem brak), niemniej cały czas mam wrażenie, że do odniesienia sukcesu, rozumianego w różnoraki sposób, brakuje mi jakiegoś jednego puzzla. Nie, nie wiem, jakiego. Póki co wyjąłem puzzle z pudełka i je przeliczyłem. Ale chcę wierzyć, że już wkrótce zobaczę, czego mi brakuję. A potem to po prostu znajdę.

Life is short. Do stuff that matters.

Pasja to jedno. Chęć zmieniania świata – to coś zupełnie innego. To właśnie zmienianie otoczenia było drugim głównym tematem tegorocznego Forum. Prawie każdy z prelegentów w jakiś sposób chce zmienić świat na lepsze. Ci ludzie rozumieją, że blogowanie to nie tylko zabawa w lajki i komcie. To odpowiedzialność za słowo, za wizerunek, za przykład, jaki nierzadko dają swoim czytelnikom.

Słuchanie ich – to był niesamowity zastrzyk motywacyjny. Po wysłuchaniu ich historii chciało się wybiec z hali stoczniowej i zrobić… coś! Zmienić świat!

Ale potem przyszło zwątpienie – czy mam w sobie tyle siły? Z kim chcę się równać? Nie mówię tu o Jurku Owsiaku, który był niczym beczka nitrogliceryny na scenie i porwał wszystkich swoim szczerym do bólu wystąpieniem. Ale gdy spojrzeć na blogerów z Gruzji, na Zorkę, która mówiła o hospicjach, na Jacka Gadzinowskiego, który po prostu rzucił wszystko w diabły – to ma się wrażenie, że dogonić ich będzie cholernie trudno.

Na szczęście po zwątpieniu przychodzi otrzeźwienie. Zawsze jest tak, że ktoś ma od nas ciężej, ktoś zrobił więcej, ktoś ma lepiej – wszystkich nie dogonimy. Jestem tu, gdzie jestem i mam swój pomysł na życie. Nie muszę ślepo pędzić za cudzymi wzorcami – choćby były najszlachetniejsze. Mam swój plan, który będę się starał zrealizować. W którym oczywiście jest też miejsce na zmienianie świata, jeśli wszystko się powiedzie.

Tylko najpierw muszę znaleźć puzzla.

Blogi? A kto to czyta?!

Chyba po raz pierwszy tak wprost na Forum dostrzeżono czytelników. Poświęcono im nawet jeden panel. Tylko trudno było wyciągnąć z niego wnioski, skoro blogerzy mają opory przed przyznaniem się do czytania innych blogów. Niemniej fajnie, że ktoś pomyślał o czytelnikach. Ale ci są tak różni, jak różni są blogerzy. Próba jakiegokolwiek definiowania tej grupy jest skazana na niepowodzenie.

Ciągle te same gęby

To oczywiste, że na Forum zaprasza się ciągle te same osoby, bo mają już doświadczenie we wzajemnym mizianiu się po majciochach. Nie warto zmieniać czegoś, co działa.

A na poważnie – wydaje mi się, że co roku Forum poszerza się o mniejsze lub większe grono nowych blogerów. Nie można zaprosić wszystkich nowicjuszy, jest to fizycznie niemożliwe. Z drugiej strony – pamiętajcie, że „te same gęby” mają spore doświadczenie i wiedzę. Warto, żeby mieli szansę się wypowiedzieć. Bo Forum to nie tylko impreza integracyjna. To także poważne spojrzenie na aktualne problemy i wyzwania blogosfery.

A tym młodym i tak tylko kasa w głowie.

Bloger też człowiek

No właśnie – podobno ci najsłynniejsi wcale nie są tacy niedostępni. Nie siedzą w wieży z kości słoniowej i nie patrzą na innych z góry. Można do nich podejść, zagadać, uścisnąć dłoń.

To prawda, można. Potwierdzam. To tacy sami ludzie jak każdy z nas. Gdyby ich zranić, pewnie krwawiliby na czerwono**.

A gdy nie ma się pomysłu na temat rozmowy, zawsze można po prostu powiedzieć „dobra robota”. Bloger to lubi. Bloger jest próżny. Inaczej nie byłby blogerem.

Za rok będę podchodził do każdego – i pytał o brakujący puzzel. O ile wcześniej sam go nie znajdę.

Bloger. Taka sytuacja.

To Forum było potrzebne. Nie tylko po to, aby branża mogła znowu się spotkać i balować za kasę miejską. Ale po to, aby przypomnieć niektórym (raczej nieobecnym na Forum i – mam obawę – że nieoglądającym wystąpień), że blogi to nie tylko gruby hajs, darmowe fanty i lans na dzielni. To także wymóg rzetelności, odpowiedzialności. To budowanie swojej marki nie tylko w celach zarobkowych. To wreszcie morze możliwości, że się podeprę sloganem Gdańska. Niewykorzystanie ich byłoby frajerstwem.

Zarówno podczas paneli dyskusyjnych, jak i w rozmowach w cztery oczy przy stoliku, udało się dostrzec kilka zagrożeń, jakie czyhają na blogosferę. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się ich ustrzec. Albo przynajmniej zminimalizować ich skutki. Podstawą wydaje mi się tutaj kwestia postrzegania blogosfery – zarówno na zewnątrz, jak i przez nią samą. Wydaje mi się, że z tą drugą kwestią rozprawiło się już jakoś Forum i niektórzy blogerzy przypomnieli sobie, o co w blogowaniu chodzi. Teraz fajnie byłoby przekazać to na zewnątrz.

Cieszę się, że mogłem Was wszystkich spotkać (choć nie ze wszystkimi rozmawiałem, ale ja nieśmiały jestem). Że usłyszałem o moich fotkach na instagramie dobre słowo. Oraz tego, że dowiedziałem się, że wyglądam na takiego, który trzyma zwłoki w piwnicy. Już czekam na BFG 2014. Trzymajcie kciuki, abym do tego czasu znalazł ten cholerny puzzel.

* Tytuł notki i śródtytuły to cytaty z tegorocznych przypinek. Jak zwykle genialnych.

** Note to self: do sprawdzenia za rok.

  • ela

    imo puzzlem jest albo specjalizacja – znaleźć swoją niszę i być jej panem, albo szczęście – nawet jak masz przyzwoity kontent, to musisz zostać dostrzeżony, nalepiej jedno i drugie, wiadomka. ja jestem naprawdę ze starej szkoły, kiedy pisało się tak po prostu, bo się lubiło pisać i teraz ciężko mi przestawić się na tok myślenia, że najlepiej by bylo pisać spójnie ‚o czymś’.

    • No właśnie w tę specjalizację tak nie do końca wierzę. Jest masa świetnych i czytanych blogów bez specjalizacji. Więc nadal jest nadzieja.

      Szczęście? Może coraz w tym jest. Tylko że ja nie wierzę w szczęście. Stawiam na pracę i dlatego szukam mojego puzzla. I będę wdzięczny za wszelkie podpowiedzi…

  • Pingback: Blog Forum Gdańsk 2013 | GDAŃSK Z DOŁU()

  • mega dobry tekst!
    A swoją drogą, trafiłam tu właśnie przez tę osobę, która Cię o te trupy podejrzewała 😉

    • Moje inne teksty są jeszcze lepsze:) A co do podejrzeń o trupy – widzę, że to się roznosi. Jeszcze ktoś mi zacznie w piwnicy grzebać…

      • dobrze je schowaj w takim razie, dopóki sprawa nie ucichnie 🙂
        a co do tekstów- pomału do nich docieram 🙂 Że też wcześniej tu nie trafiłam!

        • Są bardzo dobrze schowane. A Ty rozgość się tutaj i na spokojnie czytaj wszystkie teksty. Ja się nigdzie nie wybieram:)

  • Pingback: Instopad, czyli listagram | Blog do czytania()

  • Pingback: 22. Finał WOŚP w Gdańsku | GDAŃSK Z DOŁU()