Instarnik, czyli paździegram

Kolejny miesiąc kwadratowych zdjęć. Kolejne komentarze do obrazów.

W październiku odniosłem mały sukces na instagramie (jakby można tam było odnieść inny sukces). Zostałem uznany za instagramera tygodnia, a w tym samym dniu również mój film z porannej podróży do pracy zdobył wyróżnienie jako „video tygodnia”. Tak, wiem, poza siecią to nie jest takie porywające. Przejdźmy może do obrazkowego podsumowania.

A, byłbym zapomniał: kto jeszcze tego nie uczynił – niech mnie zacznie obserwować na Instagramie. Poczekam.

Już? To zaczynamy.

Podobno internet najbardziej na świecie kocha koty. Moim zdaniem ta miłość może być zastąpiona uwielbieniem dla chmur. Mój najpopularniejszy film na YouTube pokazuje właśnie chmurę. A to zdjęcie dostało masę polubień. Nie muszę tego rozumieć. Z drugiej strony – też je lubię. Jeszcze miesiąc temu były takie słoneczne poranki, a dziś?

A dziś mamy jesień. I tak jak wszystkie oczywiste statusy na Facebooku („pada”, „śnieg”, „burza”) zbierają masy lajków, tak i tutaj pokazanie, że za oknem atakuje jesień może zebrać sporo polubień. Pomimo całego mojego fotograficznego geniuszu, zdjęcie nie oddaje pełnej palety barw liści, jakie leżały na trawniku bądź jeszcze wisiały na drzewie. Ale chyba żaden sprzęt nie podrobi tak perfekcyjnie kolorów natury?

A skoro nie można podrabiać kolorów, to może po prostu z nich zrezygnować? Niewiele zrobiłem czarno-białych zdjęć na Instagramie, ale wszystkie uważam za niezłe. Tak, jakby automatycznie zabranie barw wydobywało ze zdjęcia wszystkie jego zalety, jednocześnie tuszując wady. To tutaj nie jest idealne, ale było konieczne do zadania niezwykle ważnej zagadki. Czy wiecie, jakiego koloru jest połowa budynku po termomodernizacji? Ta lewa, jaśniejsza.

Popularności tego zdjęcia nie rozumiem – podobnie jak chmur. To nie jest wybitny detal architektoniczny. To nie jest piękny i znany budynek. To jest po prostu poręcz od podjazdu do urzędu. A mimo to ludziom podoba się takie ujęcie. Może kojarzy im się to z czymś miłym? Warto spytać następnym razem, gdy coś pozornie normalnego dostanie wiele polubień.

To zdjęcie z kolei to moje jedno wielkie polubienie dla całej rewitalizacji ulicy Wajdeloty we Wrzeszczu Dolnym. Wprawdzie remont trwa i trwa mać, ale kiedy już się zakończy… Wajdeloty będzie urokliwą ulicą. Wymarzonym deptakiem, przy którym powinny pojawić się inne lokale niż warzywniak czy komis książek. Ale czy to jest możliwe? Czy nie należałoby zacząć od drobnej rewitalizacji społecznej całej dzielnicy? Niemniej – będzie pięknie i już nie mogę się doczekać.

Brzydki dzień, to i widok nie zapiera tchu w piersi. A może jednak zapiera? Pamiętam, że tamtego dnia zauważyłem działające po długiej przerwie ruchome schody w tunelu przy gdańskim dworcu PKS. Wprawdzie tylko w jedną stronę, ale to jest jakaś jaskółka. Przynajmniej chcę w to wierzyć. W dobrym nastroju zatem wjechałem na górę i zrobiłem to zdjęcie. Nawet nie przypuszczałem, że z góry widać aż tyle kolorów.

A skoro już przy widoczkach Gdańska jesteśmy – grunt to dobrze „obrobić” zdjęcie (tu dodać wyostrzenie, tu rozmazanie, do tego konkretny filtr) i zdjęcie zyska na popularności. Nie zrobiłbym go, gdyby nie spostrzeżenie, że ten pomnik jest często traktowany jak ławeczka. W sumie – czemu nie? Tylko ilu z siedzących tam zastanawia się nad smutną wymową umieszczonej za ich plecami rzeźby?

Co tu dużo mówić – mój drugi półmaraton. I złamanie dwóch godzin – z zapasem! Nie byłem dobrze przygotowany, nie chciało mi się biec i zapewne zostałbym w domu. Ale skusił mnie nietypowy kształt medalu. Po prostu musiałem go mieć. I udało się – choć lekko nie było. W domu dowiedziałem się, że ów medal kształtem przypomina… Kubusia Puchatka. Faktycznie! Gdy raz się to zobaczy, nie moża o tym zapomnieć.

W tym przypadku oprócz prostego zdjęcia istotna jest historia, jaką do niego stworzyłem. Zdjęcie zrobiłem rankiem po nocy, w czasie której dowiedziałem się, że zakwalifikowałem się na Blog Forum Gdańsk 2013. Największa i najlepsza impreza dla blogerów. To, że wybrano mnie do grupy 200 blogerów spomiędzy blisko 600 zgłoszeń, poczytuję sobie za duży zaszczyt. Niemniej, droga do wymarzonego bloga jest jeszcze długa i kręta. Ale wierzę, że ją przebędziemy. Oczywiście razem, bo bez Was nie mam po co blogować.

A skoro będę na BFG, to w podsumowaniu listopada z pewnością trafi się jakieś zdjęcie pokazujące, jak imprezują i konferują blogerzy.

  • parasolka

    Zwykłe lubię banalne. Trafne spostrzeżenia:-)