Oj, przestałaś być kobieca

Są ludzie, którzy wierzą, że panga to ryba. Wystarczy im fakt, że sprzedaje się to na dziale rybnym – bo gdzieś trzeba ją było położyć. Ich umysły nie dostrzegają subtelnych znaków – że ryba powinna mieć ości. Że powinna pachnieć rybą. No i powinna występować w innych formach niż tylko filet i kostka. Tak, diabeł tkwi w szczegółach.

Z drugiej strony – przysłowie  „gdzie diabeł nie może, tam babę kobietę pośle” pozwala założyć, że diabła i kobietę można w powiedzeniach stosować zamiennie. A zatem kobieta też jest sumą szczegółów. Niestety, obserwując na ulicach przedstawicielki płci przeciwnej do mojej, widzę, że dziś panie mają ważniejsze sprawy na głowie, niż przykładanie wagi do szczegółów. A szkoda.

Paznokcie

Nie każda kobieta musi mieć paznokcie jak z żurnala – to rozumiem. Powody sa różne. Manicure jest drogi, praca w kopalni, uczulenie na lakier. To mi nie przeszkadza. Stokroć bardziej wolę naturalne, krótko przycięte i czyste paznokcie, niż akrylowe szpony, wystające na pięć centymetrów poza opuszek palca. Z kryształkiem Svarovskiego na czubku każdy.

Ale jeśli już kobieta pozwala sobie na odrobinę szaleństwa i pomaluje paznokcie, to niech to zrobi dokładnie. I zwraca uwagę na odpryski. Nie ma nic gorszego jak widzieć w tramwaju lub autobusie delikatną dłoń kobiecą, trzymającą uchwyt, z paznokciami jak po zdzieraniu kory z drzewa. I to nie jest jeden odprysk, z wypadku. To jest cała seria spękań, zarysowań, odprysków – na każdym palcu układająca się w osobny wzorek. Efekt kilkudniowych bojów z puszkami piwa czy z tym, co rysuje lakier.

Gdy paznokcie zaczynają tracić kolor, niedobrze się robi.

Mówiąc krótko – gdy paznokcie tylko zaczynają tracić kolor, zrób coś z tym. Bo się niedobrze robi. W ostateczności możesz sobie uciąć palce i rozwiązać problem na zawsze. Prędzej chyba zaakceptuję odrosty typu „borsuk” – a i to tylko wtedy, gdy oślepnę.

Duże torby

Jedno pytanie – co Wy tam macie? Nosicie zwłoki? Albo przynajmniej sprzęt do ich ćwiartowania? Zawsze, gdy widzę kobietę z olbrzymią torbą (tak na oko formatu A3 i grubości encyklopedii PWN, włożonej w poprzek), zastanawiam się: co ona tam trzyma. I druga myśl – ile czasu to wyciąga?

Kiedyś myślałem, że takie torby to domena lekarek – i nawet mi to pasowało. Bo taka pani doktor musi nosić ze sobą stetoskop, defibrylator, aparat RTG, rezonans magnetyczny i połowę szafki z lekami. Jasne – służba nie drużba. Ale nie wierzę, że dokoła mnie jest tyle lekarek. Tym bardziej, że o niektórych z kobiet wiem, że z medycyną nie mają nic wspólnego. Ale gigantyczne torebki taszczą ze sobą wszędzie. Wiecie, że na taką torebkę w tramwaju trzeba mieć osobny bilet?

Osobną kwestią są panie, oddające swoje torebki towarzyszącym im mężczyznom. I to bez względu na rozmiar (zarówno torebki, jak i mężczyzny). Kobiety! Rozumiem, że Wasz facet stara się być szarmancki, choć nieco źle to rozumie. Torebka jest atrybutem kobiety i tylko ona może z nią chodzić. Mężczyzna może torebkę najwyżej przytrzymać, ale przemieszczanie się z nią nie wchodzi w grę. Nigdy.

Przecież facet nawet nie wie, jak to nosić!

Jeśli Twój facet zaoferuje się, że poniesie Twoją torebkę, bądź kobietą – stanowczo odmów. A jeśli twoja torebka jest za ciężka i faktycznie przydałaby Ci się jego pomoc – spójrz na początek tego punktu. Prawdopodobnie jest za duża i niepotrzebnie nosisz w niej kowadło.

Chodzenie na szpilkach

Kobieta chodząca na szpilkach porusza się władczo i sprężyście. Prostuje nogi. Ona nie idzie – ona kroczy. Głowę ma dumnie uniesioną, a gdy gdzieś wejdzie – natychmiast obejmuje to miejsce we władanie. Szpilki nas kręcą, bo wyglądacie w nich obłędnie.

O ile umiecie w nich chodzić. Działa ta sama zasada, co przy paznokciach – nie umiesz, nie bierz się za to. Niestety, wiele kobiet nie jest tak samokrytycznych. Słyszały, że szpilki są kobiece i wydaje im się, że wystarczy, jak je założą. Potem starają się (to odpowiednie słowo) chodzić w nich w ten sam sposób, w jaki chodzą zazwyczaj w trampkach.

Szczyt tej choroby widziałem w Kioto, gdzie większość kobiet chodziła w butach na wysokim obcasie tak, jakby miała się za chwile zabić. Ale i w Polsce nie brak kobiet, które najwyraźniej boją się wysokości. Chodzą z wiecznie ugiętymi kolanami. Są zgarbione. No i nie potrafią stawiać stopy prosto. Koślawią obcas, niszcząc buty i ryzykując uraz kostki.

Wolę kobietę która z klasą chodzi w klapkach, niż taką, która udaje, że umie chodzić w szpilkach.

Bielizna na wierzchu

Moda wylansowana kilkanaście lat temu. Tu pokaż ramiączko stanika, tam rąbek majtek. Jeśli nosisz stringi, koniecznie pokazuj procę ponad biodrami. No i wystające koronki. Wszędzie. Bo to kręci facetów, zaczynają się ślinić, a wy możecie zrobić z nimi cokolwiek. Tak to chyba w skrócie miało wyglądać. W sumie – niezły pomysł. Z czasem wyewoluował np. w noszenie normalnego stanika do koszulki z odkrytymi plecami, co pozwala przeciętnemu* podrywaczowi oszacować, ile czasu będzie męczyć się z zapięciem stanika.

Tylko oczywiście coś musiało pójść źle.

To trochę jak ze szpilkami w poprzednim punkcie. Nie bierz się za to, jeśli nie znasz się na temacie. Najlepiej nie podążaj za tą modą i ukryj całą swoją bieliznę. O ile ją nosisz. Jeśli już chcesz się nią chwalić, to miej świadomość, że jest różnica między ramiączkiem stanika Victoria’s Secret, a takiego za 5 zł z bazaru. Oraz że bielizna – jako część ubrania – też powinna być dopasowana. Jeśli wrzyna się w ciało i to właśnie widać…

Jest różnica między ramiączkiem stanika Victoria’s Secret, a takiego za 5 zł z bazaru.

Powtórzę – najlepiej odpuść sobie tę modę. Majtki ukryj w spodniach bądź pod spódnicą. Do bluzek odkrywających ramiona noś staniki bez ramiączek, albo nie noś ich wcale. Serio, daj nam szansę na trochę domysłów – choćby jaki kolor bielizny nosisz.

Bezkrytyczne podejście do siebie

Ogólnie wszystkie powyższe punkty można zmieścić w tym jednym. Kiedyś ktoś powiedział kobietom, że nie muszą o siebie dbać. Nie muszą się malować, golić nóg, nosić sukienek. Wszystko to w ramach walki z seksizmem czy szowinizmem. Że powinny wyrwać się z ról, narzucanych im od wieków przez patriarchalne społeczeństwo i akceptować siebie takimi, jakie są. Nie starać się sprostać męskim gustom, zdominowanym przez seksualne żądze.

I to jest prawda. Nie musicie.

Ale jest długa droga pomiędzy „nie noś gorsetu, nie chodź do szkoły i tylko rodź dzieci”, a odrapanymi paznokciami, brudnymi i zniszczonymi szpilkami czy – ogólnie – niechlujstwem. Poza tym wszystko chodzi w pakietach. Mniej kobiecości z jednej strony, to mniej szarmanckości z drugiej. Mniej adoracji.

Ale może mamy dążyć do społeczeństwa bezpłciowych ślimaków?

 * Przeciętnemu – bo nieprzeciętni nie rozpinają staników. Oni je zrywają.

  • wiesz, że są lakiery- specjalnie dające efekt: popękania?
    😉

    ja nie znoszę niechlujności zarówno w wydaniu damskim jak i męskim.

    w damskej- chyba najbardziej też nie lubię własnie jakichś mega długich paznokci-szponów.
    nie umiem sobie wyobrazić, jak z takim czymś można zrobić cokolwiek.

    • Efekt pękania, a efekt odprysku, to są dwa różne efekty. Tak mi się wydaje 😉

  • Wielkie torby to też domena studentek (trzeba mieć książki, zeszyty i pół tony ksera) oraz (tu chyba o tym zapomniałeś) – nauczycieli 😉 Ja osobiście nazywam je właśnie torebką nauczycielską – dzienniki, zeszyty, skoroszyty i inne rzeczy które taszczysz z pracy do domu. Jestem szczęśliwą posiadaczką kilku torebek w tym nauczycielskiej, którą uwielbiam ale noszę tylko do pracy, bo w innych miejscach jest nieporęczna i ciężka;) No i dodatkowo – zawsze jak jakiś koleś nieszczęśliwe zaczepi taką właścicielkę to szybko może się dowiedzieć, po co ona tak naprawdę jest 😉

    • Jak byłem na studiach, to moje koleżanki jakiś sobie radziły z torbami standardowych rozmiarów. Znane mi nauczycielki (wszystkich szczebli nauczania) jakoś też… Ale może czasy się zmieniły? 😉 Ale skoro tu jesteś, rytu może powiedz mi, dlaczego nie można dokumentów nosić w teczce, aktówce czy jak to tam się nazywa?

      • razz

        A chociażby dlatego, aby mieć ręce wolne. Ale zakładam, że są jeszcze setki innych powodów. Łącznie z tym, że aktówka to domena mężczyzny, najczęściej biznesmena, który dokumenty przenosi z biura do samochodu i z powrotem. Natomiast zdecydowanie nie młodej mamy, nie do autobusu, nie do odbierania dzieci z przedszkola, nie na zakupy, które zamierzam zrobić wracając z urzędu czy pracy do domu. To przynajmniej moje skromne zdanie. Pozdrawiam 🙂

        • Jasne, zgodzę się z tym…no, może tylko nie zgodzę się z tym, że teczka nie pasuje młodej damie. Torba na laptopa pasuje, to i teczka pasuje 😉 Jakiś pi prosty nie wierzę, że te wszystkie studentki, uczennice, dorosłe kobiety na ulicy mają tyle dokumentów do przeniesienia 🙂 A w weekend widziałem studentkę, która faktycznie miała w sporej torbie dokumenty. Skąd wiem? Bo i tak wystawały…

          Swoją drogą – niesamowity ruch obrony dużych toreb, ciekawe 😉

          • razz

            No cóż, byłoby osobliwością bronić zdartych obcasów. Pozostaje tylko na chwilę zapaść się pod ziemię i próbować zachować resztki godności zasłaniając się praktycyzmem.

    • I matek! Nie zapominajcie o matkach 🙂 Pampersy, zabawki, jakiś deserek, łyżeczka, chusteczki,książeczka zdrowia (na wszelki wypadek), rzeczy na zmianę i dodatkowo jakaś mała paczuszka kosmetyków mamy (gdyby mi lakier odprysł + zmywacz), płaskie buty na zmianę (gdyby kręgosłup i nogi odmawiały posłuszeństwa), pewne inne kobiece zabezpieczenia, itd Duża torebka jest potrzebna 🙂

      • Hahahah, zapomniałaś o pieluszce flanelowej bądź tetrowej, bo też się czasami przydaje. I o butelce z wodą. I mlekiem w proszku w osobnym pojemniku. Można tak w nieskończoność… 😀

        • Co tylko potwierdza, że duża torebka dla matki zapobiega niechlujstwu! 😉 Coś za coś Panowie! 😉

          • Napisałem już poniżej, więc tu tylko powtórzę. Znam dwie matki (w tym jedną moją rodzoną), które nie używają i nie używały dużych toreb. Nawet im duża torba nie zalega na dnie szafy. Sam nie wiem, jak to robiły… Może powinny jakieś szkolenia prowadzić? 😉

    • I agentek ubezpieczeniowych. Noszę ze sobą laptop, umowę, terminarz, zestaw dokumentów, notatniki… Niestety, też wolę biegać z kopertówką, ale się nie da. Za resztę podpunktów autorze: high five.

      • Virtual high five!

        A z czym biegają mężczyźni – agenci?

  • Ale się przejechałeś 😀

    Paznokcie, staniki i buty pomijam, za torebkę często mam wypakowaną do granic… aparatem 😀

    • Zaraz tam „przejechałem”. Po prostu – tak jest. A torebka to chyba powinna być dobrana do okazji i zawartości oraz efektywnie spakowana. A nie według filozofii „noszę duża, bo może będzie promocja na worek ziemniaków”;-)

  • co do toreb- ciężko mi się wypowiadać. podobają mi się shoppery, choć na codzień noszę torebki przeciętnych rozmiarów.
    co nie zmienia faktu, że na mojej #chcęto liście jest to: http://pantuniestal.com/sklep/lodz-torba/

    • Fajna torba. Można do niej spakować całego prosiaczka z makro 😉

  • Agnieszka

    Duże torby są bardzo pomocne. Jak wracasz z zakupów, nie jesteś obładowana siatkami i siateczkami. Łatwiej otworzyć drzwi kluczami i trzymać dziecko za rękę na przejściu dla pieszych. No i nie ma nic gorszego jak panna paraduje rano do szkoły/pracy, na ramieniu mała torebeczka, a w ręku dzierży siatkę (najlepiej firmową) a w niej śniadanko, parasol i inne potrzebne rzeczy. Może to pomoże Ci odpowiedzieć na pytanie po co nam duże torby. To ewolucja. Nie wygrasz z tym 🙂

    • Mam uwierzyć, że kobiety chodzące z dużymi torbami codziennie noszą w nich śniadanie, parasol oraz robią gigantyczne zakupy? Patrząc na to, jak te torby się układają (a czasem nawet niezbyt elegancko zerkając do środka) widzę, że są one w 80% puste. Do zrobienia zakupów (czy zaniesienia śniadania do pracy) wystarczy ecobag. Można go też zarzucić na ramię. Poza tym – nasze matki jakoś sobie radziły bez tych worków na zwłoki, zarzucanych na ramię.
      Więc – moim zdaniem – to żadna ewolucja. To lenistwo. Po co spakować się sprytnie do mniejszej torby i przygotować się na zakupy, skoro można wszystko wrzucić do wielkiego worka? I nosić go codziennie, robiąc zakupy co dwa dni?
      A co do wygrania – ja z tym wcale nie walczę. Mi nie zależy. Ja jedynie zaznaczyłem, co w moich oczach (i podejrzewam – nie tylko moich) eliminuje pierwiastek kobiecości. Więc jeśli ktoś tu przegrywa, to z pewnością nie ja 😉
      Poza tym – czemu właśnie w kwestii toreb chcecie być takie praktyczne? Czy szpilki są praktyczne? Mini? Malowanie paznokci? Kolczyki? Nie. Ale to wszystko są atrybuty kobiecości. Podobnie jak niepraktyczne, niewielkie torebki. Z takimi gigantycznymi workami chyba nie chodzi się na randki, prawda?

  • Włączę się do ruchu obrony kobiet: studenci i nauczyciele potrzebują dużych toreb! Nie ma innej opcji, moja teczka z materiałami na zajęcia jest duża, a ręce muszę mieć wolne – spóźniony autobus, narwany kierowca i takie tam.
    Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że czasem zdarza mi się sięgnąć po tę dużą torbę bez okazji, tylko dlatego, że nie chce mi się przekładać portfela. Więc bywa różnie.

    • No widzisz – Ty sięgasz bez okazji czasem, a są takie, które sięgają permanentnie. I to o nich jest ten wpis.

  • Obronię toreb mniejszych, bo te wielkie faktycznie potrzebne zwykle jak rybie ręcznik, a małe są zgrabne, ładne i takie… torebkowate po prostu. Czasami biorę dużą, jeśli do biblioteki idę i mam z pięć grubaśnych książek, a nie mogę znaleźć ekologicznej torby (mam sobie taką fajną, z Blog Forum Gdańsk z ubiegłego roku, no szpan totalny). A gdy dzieciora na spacer do dyliżansu pakuję, to nawet nie biorę swojej torebki, tylko portfel, klucze i komórkę ładuję do torby „wózkowej” i jest git 🙂

    ALE! Ale jest jedna ważna rzecz. O gabaryty kobiety idzie. Bo ta, która dupinę (dupsko raczej :)) potężną ma, z małą torebunią wygląda co najmniej kuriozalnie. Znam z autopsji, bo gdy gruba byłam, nosiłam wyłącznie duże torby, żeby te proporcje wyglądały jako tako.

    • Dziękuję, bo już myślałem, że mnie wessało z jakiegoś innego wymiaru. Ja rozumiem, że mogą być wyjątkowe sytuacje, gdy duża torba się przydaje, ale podkreślam słowo „wyjątkowe”. A z drugiej strony – to ja mam takie skrzywienie przez moje życie. W domu rodzinnym dwie kobiety, teraz jedna żona – i żadna z nich nigdy nie nosiła dużej torby. Nigdy. Dwie z tych trzech kobiet są matkami. Także tego…

  • Mogę przyspamować? Jak nie mogę, to mnie zbanuj 😉 Pisałam o tym kiedyś u siebie.http://malvina-pe.pl/post/43-kobieto-zadbaj-o-siebie

    • Nie zbanuję – dobry tekst:)

  • Obśmiałam się jak norka, co jej głowa wystaje z worka. Albo z torby A3. Mój ulubiony rozmiar. Choć niektórzy (czytaj przeciętni) mówią, że rozmiar nie ma znaczenia. Świetny tekst.

    • Więc te duże torby to na noszenie norek? I wszystko jasne…

      • To co nosimy w Mikołajowych workach to … wiedza tajemna 🙂

  • Pingback: Świat zbyt idealny – MrCichy()

  • Pingback: Jedna wada | MrCichy()

  • Pingback: Chłopy do wojska, baby do garów! | MrCichy()