Po co jechać do Egiptu?

Postawione w tytule pytanie to ostatnio jeden z najmodniejszych tematów w mediach. A odpowiedzią na nie zawsze może być „żeby dostać w łeb”.

Od czasu tzw. „arabskiej wiosny” spędzanie wakacji w Afryce Północnej ma posmak awanturniczej przygody. Nie dość, że może wyjść taniej niż wakacje nad Bałtykiem (a i pogoda pewniejsza), to jeszcze można pochwalić się znajomym, że wakacje spędzamy w kraju ogarniętym rewolucją. Oczywiście – z leżaka and basenem nie widać nawet jednego żołnierza, ale nie bądźmy drobiazgowi.

W świadomości przeciętnego podróżnika przebywanie w kurortach jest bezpieczne. Sharm czy Hurgadę otacza magiczne pole siłowe, które odeprze każdą zawieruchę. Przecież Egipt turystyką stoi, więc turyści to święte krowy i nikt im krzywdy nie zrobi. Wojsko w pobliżu miejscowości turystycznych zapewne wyłącza silniki w czołgach i przepycha je przez pustynię, aby nie hałasować.

Ci beztroscy turyści chyba nie pamiętają, że w 1997 – a więc za twardych rządów Mubaraka – doszło do krwawego zamachu w świątyni Hatszepsut w Tebach. Z rąk islamskich fanatyków zginęło wtedy 58 turystów zagranicznych. Opalając się nad Morzem Czerwonym można nie wiedzieć, że na zwiedzanie świątyni w Abu Simbel z Assuanu jeździło się w konwoju – dla większego bezpieczeństwa. Twierdzenie, że na kurorty nikt nie podniesie ręki, jest naiwnością. W każdej chwili ktoś, kto nie korzysta dostatecznie z dobrodziejstw egipskiej turystyki może stwierdzić, że stary, dobry numer z wzięciem zakładników może się udać.

Ale niebezpieczeństwo to jedna strona medalu. Drugą jest etyka.

Ciężko jest pluskać się w basenie, gdy w sąsiednim mieście giną ludzie. Tak, wiem, można stwierdzić, że zawsze gdzieś na świecie giną ludzie i to powinno psuć humory podczas urlopu. Ale tutaj ta śmierć jest bardzo blisko. Może kelner ma brata w Kairze? Może pokojówka ma tam siostrę? Może chcą się o nich zatroszczyć, pojechać do nich – ale zamiast tego muszą patrzeć, jak sączymy drinki nad basenem?

Przeciętny Europejczyk nie orientuje się już kto i z kim walczy na Bliskim Wschodzie. Nie może też wiedzieć, kogo wspiera swoimi jednodolarowymi napiwkami. I nie ma pewności, że wróci z urlopu w jednym kawałku. Po co więc się tam pchać? Bo tanio?

Nie wszystko warto przeliczać na pieniądze.

  • Warto jechać bo tanio! Polak, niestety, patrzy na ceny. Nasz poziom życia jeszcze długo nie zmieni się na tyle by nie myśleć tylko o cenach. Wystarczy przecież zobaczyć co Polak kupuje w sklepach: w przysłowiowej już szynce po 10 zł za 1 kg czego można się spodziewać? Przecież nie mięsa.
    Przykre to.
    A etyka? Czy to pojęcie jest jeszcze znane w Polsce?
    Bo ja już dawno czegoś takiego jak etyka, ale również i uczciwość nie mogę zauważyć.

    • Smutny komentarz i – mam nadzieję – z błędem. Chcę wierzyć, że jednak etyka jest w Polsce znana. I coraz więcej osób będzie brało kwestie etyczne pod uwagę.
      A co do ceny…To straszne, że poziom zarobków prowadzi do wyparcia świadomości tego, że można mieć kłopoty.

  • Kurorty zapewne są bezpieczniejsze niż pozostała część kraju, ale żeby wcale nie przejawiać strachu to nie bardzo..

    • Cholera, przez ten cały Krym zupełnie nie wiem, co się obecnie dzieje w Egipcie… ale własne bezpieczeństwo to nie jest jedyny powód, dla którego lepiej nie jechać w takie miejsca.