Ładne aplikacje na Androida

Czego oczekujesz od telefonu? Na początku ludzie chcieli tylko dzwonić i wysyłać SMS-y. Potem zapragnęli jeszcze strzelać ptakami do świń. A na koniec zaczęło im zależeć, aby to wszystko ładnie wyglądało.

Od jakiegoś czasu cieszę się z nowego telefonu. Nadal z Androidem na pokładzie, ale w moim życiu, pod tym względem, dokonał się skok niesamowity jakościowy. Przesiadka z HTC Tattoo (Android 1.6, ekran 2,8’’) na Samsunga Galaxy S2 (Android 4.1, ekran 4,1’’) była dla mnie małym szokiem. Wreszcie mogę korzystać z tych wszystkich aplikacji, o których do tej pory tylko czytałem. Dziś chciałbym zwrócić Waszą uwagę na:

Feedly

Kiedy Google ogłosiło, że zabija swój Czytnik, mój świat się na chwilę zatrzymał. Gdzie teraz miałem czytać wszystkie kanały RSS? Czy internetowy gigant skazywał mnie na jakiś desktopowy czytnik? Na szczęście luka na rynku szybko się zapełniła, a jako jeden z pierwszych serwisów, który postanowiłem wziąć na warsztat, pojawił się Feedly,który spisuje się świetnie.

Natomiast Feedly w wersji na Androida to nie tylko ta sama funkcjonalność, ale do tego jeszcze elegancja. Dla każdej kategorii pierwszy artykuł pojawia się na osobnej stronie, z dużym zdjęciem – niczym na okładce magazynu. Pomiędzy tekstami przemieszczam się jednym ruchem palca. Wszystko podane bardzo przejrzyście, dzięki czemu sprawdzanie newsów jest szybkie i przyjemne, jak nigdy wcześniej.

Springpad

Notatnik, synchronizowany z chmurą. Kiedyś nie rozumiałem zachwytów nad nim, bo nie miał takiej funkcjonalności jak niezawodny kombajn – Evernote. Ale teraz widzę, że Springpad jest po prostu przejrzysty. I działa. Czego chcieć więcej?

Notatki mamy uporządkowane w notatnikach, możemy je przeszukiwać, przeglądać na różne sposoby. Już na poziomie tworzenia można je kategoryzować, a sama aplikacja nam pomoże z treścią. Przykład? Tworząc zakładkę w kategorii muzyka wystarczy wpisać wykonawcę, a magia internetu podrzuci nam tytuły utworów. Do pełni szczęścia brakuje tylko rozpoznawania polskich kodów kreskowych.

Keep

Notatnik od Google. Nieco dziwny, bo osiągalny albo jako aplikacja, albo… poprzez wpisanie adresu w pasku przeglądarki. Keep jest podpięty pod Dysk Google, ale nigdzie nie ma do niego linku.

Jest jednak bardzo elegancki w swoim minimalizmie. Tu faktycznie nie ma nic więcej, niż możliwość notowania. Można wstawić zdjęcie jako notatkę. Można notatkę podyktować (system rozpoznaje język polski prawie bezbłędnie). I to wszystko. Żadnych tagów, kategorii, segregowania. Samo wyszukiwanie.

Żeby nie rozdmuchiwać sztucznie tej listy, powiem tylko, że mogłyby na niej znaleźć się również inne aplikacje od Google. Choćby wirtualny asystent Google Now albo Google+. Ja sam częściej korzystam z FB, ale G+ jest zdecydowanie lepiej przygotowany graficznie.

Pocket

Aplikacja od firmy, która kiedyś nazywała się Read It Later. Ilekroć trafiam w sieci na ciekawy artykuł, na przeczytanie którego nie mam czasu, jednym kliknięciem odkładam go na później, do specjalnego serwisu. Kiedyś było to Read It Later, potem królował Instapaper oraz polska aplikacja Instafetch. Teraz wrócił Read It Later – pod nazwą Pocket. To śliczna, czytelna aplikacja. Teraz mogę zawsze i wszędzie czytać artykuły, na które kiedyś zabrakło mi czasu. A mój uwielbiany jeszcze niedawno Instafetch wygląda przy Pocket jak ubogi krewny.

Flava

Komórkowy pamiętnik. Nieważne, czy Twoje wpisy to „kochany pamiętniczku, dziś Paweł ciągnął mnie za warkocz przez pół korytarza – to musi być miłość”, czy może „128 dzień podróży, środek Atlantyku” – Flava jest dla Ciebie. Dodaj zdjęcia, filmy, głos, lokalizację, link, opis, otaguj, dodaj informacje o pogodzie – i gotowe.

Ale tym, co sprawia, że Flava pojawia się w tym zestawieniu, jest śliczny, kolorowy, a jednocześnie prosty interfejs. Wszystko jest dostępne w odległości jednego kliknięcia, a na przeglądaniu notatek można spędzić trochę czasu – tylko zachwycając się ich pięknem. Nadal nie wiem, czy jestem grupą docelową dla tej aplikacji, ale zdecydowanie przemawia do mnie jej wygląd.

Flipboard

Zaprawdę powiadam Wam – warto zaglądać do kategorii „Polecane przez Google”. Inaczej pewnie nawet bym nie wiedział, że istnieje coś takiego jak Flipboard. Bo agregatory informacji – a tym właśnie jest ten serwis – niespecjalnie mnie interesowały. Temu postanowiłem dać szansę i nie żałuję.

Dostęp do różnych wiadomości, pogrupowanych w kategorie – to podstawowa zasada działania tej aplikacji. Dzięki temu mam na bieżąco dostęp do różnych ciekawostek z dziedziny nauki, technologii, designu czy po prostu najważniejszych wiadomości. Strony przewracają się pionowo (stąd nazwa serwisu), a ekran startowy przypomina nieco magazyn, z modnymi i obowiązkowymi ostatnio kafelkami. Mała rzecz, a cieszy.

Ingress

Trochę zastanawiałem się, czy gra od Google, będąca połączeniem MMO i geocachingu faktycznie jest ładna. Ale jest w niej jakieś surowe piękno, zwłaszcza na ekranie z mapą. Niebieskie ulice zaznaczone na czarnym tle, a na nich rozbłyski działających portali. Nie będę się specjalnie zagłębiał w opis fabuły, bo o Ingressie można sporo znaleźć w sieci. Trudno mi też zachęcać Was do grania, bo dostęp jest nadal tylko na zaproszenie. Ale jeśli kiedyś Ingress wyjdzie z fazy beta, to może być bardzo ładnym (i niezwykle skutecznym) pochłaniaczem czasu.

A Wy, możecie polecić ciekawą i dobrze wyglądającą aplikację na Androida? Piszcie w komentarzach lub na Facebooku.

  • Ja bym jeszcze do tego dodał doubleTwist Alarm Clock – świetny buedzik, który na dodatek wygląda po prostu genialnie.

    • Faktycznie, wygląda ciekawie. Minimalistycznie, rzekłbym.

  • Też nie można instalować na siłe wszystkiego.. Później nasz kochany Android znacznie zwalnia swoją pracę.. 🙂 Ja osobiście nie przywiązuję aż tak dużej wagi do wyglądu.