Nie płakałem po Blipie

Blogi umierają. Właściwie już lekko cuchną. Użytkownik odchodzi teraz od klasycznego blogowania w stronę form mniejszych, mikroblogów*. Te słowa usłyszałem na jednym z paneli dyskusyjnych podczas pierwszego Blog Forum Gdańsk. Istotne w tym przypadku było nie tylko co i gdzie powiedziano, ale też – kto to powiedział.

Przyznacie, że wypowiedzieć takie słowa na pierwszej ogólnopolskiej konferencji, poświęconej blogom – to jest coś. Autorem tej myśli był sam Marcin Jagodziński. Blogujący wtedy pod pseudonimem „reuptake”. I jednocześnie ojciec – założyciel Blipa.

A Blip ówcześnie to było coś wielkiego. Pamiętam, że to właśnie tam trwała główna relacja z konferencji, prowadzona przez wszystkich blogerów. To tam pojawiały się argumenty (i obelgi), których nie wypowiedziano podczas paneli dyskusyjnych. To Blipa cytowano w kuluarach, a chyba też i na scenie.

Ja sam, będąc wtedy zarejestrowanym na Twitterze i Facebooku, namiętnie korzystałem z Blipa. Nie ma się co oszukiwać – był dla mnie dużo lepszy. W przeciwieństwie do międzynarodowej konkurencji pozwalał na zamieszczanie statusów za pomocą SMS, pozwalał na dodanie zdjęcia do wpisu, a sama wiadomość miała 160 znaków (a nie 140 jak na Twitterze). Pozwalał na śledzenie hasztagów, wiadomości prywatne czy cytowanie. No i byli tam wszyscy znajomi (nieznajomi zresztą też). Namawiało się innych do założenia tam konta, wdawało w polemikę z pierwszymi mikrocelebrytami i zbierało obserwatorów. A nawet obserwowało się wchodzenie starych mediów do sieci społecznościowych. Zresztą, mogę się pochwalić- to ja założyłem na Blipie profil TVN24. Który to profil owa telewizja mi potem odebrała (ale dopiero po kilku miesiącach).

To było życie, w starych, dobrych czasach! Konkretnie, przed niecałymi trzema laty.

Skoro wtedy Blip był taki super, dlaczego dziś się go zamyka? Może zabrakło szybkiej i dynamicznej ekspansji za granicę? Wierzę, że z taką ofertą Blip (może pod nieco inną nazwą) mógłby z powodzeniem wykroić kawałek tortu, przynajmniej w Europie. A może błędem było sprzedanie Blipa do Gadu – Gadu? Przecież obie te firmy miały kilka konkurujących ze sobą usług (Blip był często formą komunikatora, GG oferowało serwis blogowy). A może wreszcie przyszedł większy i wziął, co do niego należało – bez walki? Niedługo potem w Polsce zaczął się tryumfalny pochód Facebooka (który odsunął w cień też Naszą Klasę), teraz Polska odkrywa Twittera (z kilkuletnim poślizgiem, ale co tam). Po drodze były eksperymenty Google: Wave, Buzz czy obecnie G+. Blip nie okopał się dostatecznie mocno i przegrał.

Tymczasem „martwe i lekko cuchnące” blogi mają się całkiem nieźle. Blogerzy coraz lepiej wtapiają się w medialny mainstream. Mikoblogi ewoluują, starając się nie odstawać zbytnio od pozostałych mediów społecznościowych. Twitter jest ulubionym narzędziem dla prowadzenia politycznych pyskówek, ale przede wszystkim autopromocji. Podobnie jak Facebook, YouTube czy… wreszcie same blogi. Bo gdy Kominek na ostatnim BFG prowokacyjnie mówił, że niezbyt wierzy w blogi, to nie oznacza to braku wiary w blogerów. Blogery trzymają się mocno.

*cytat z pamięci, ale sens i kluczowe słowa zostały zachowane, zaręczam.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!