My, antysemici

Powszechnie wiadomo, że rzekomy polski antysemityzm to zwykła, żydowska propaganda. I żadne niemieckie seriale ani białostockie symbole szczęścia nie wmówią nam, że jest inaczej.

Ostatnio w mediach ponownie rozgorzała dyskusja o polskiej nietolerancji. Punktem wyjścia do niej była emisja w TVP niemieckiego serialu wojennego „Nasze matki, nasi ojcowie” (pod względem fabularnym i realizacyjnym bardzo dobrego), w którym Polaków, a zwłaszcza AK, przedstawiono jako zapiekłych antysemitów.

Przez kraj przetoczyła się fala oburzenia. Standardowo przypominano o tym, że tylko w Polsce okupowanej przez NIEMCÓW (przy takiej okazji delikatność wobec naszych sąsiadów idzie w diabły i wyraz „nazista” nie jest w użyciu) za ukrywanie Żyda groziła kara śmierci. Że przecież Żydzi walczyli w szeregach AK. No i oczywiście, podstawa każdej licytacji – my mamy najwięcej drzewek w Jad Waszem! Ponad 6 tysięcy! Jak na kraj, który w 1939 miał ponad 30 milionów obywateli – imponująca liczba.

Serio, jak jeszcze raz usłyszę o tym, że Polacy są najliczniejszą grupą Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, to zacznę gryźć.

Oczywiście, wśród Polaków byli tacy, którzy pomagali Żydom podczas okupacji. Nikt nie może umniejszać ich dokonań. Byli też tacy, którzy przykładali rękę do Zagłady. I nie możemy udawać, że ich nie było. Rzeczywistość była okrutna – większość Polaków starała się po prostu przeżyć wojnę, za wszelka cenę. Zastanówcie się, co Wy byście zrobili, gdyby teraz pojawiła się podobna sytuacja (oby nigdy się nie pojawiła!). Okupant prześladuje jakąś grupę, do której Wy nie należycie. Czy faktycznie ryzykowalibyście życie swoje, swoich bliskich? Zgrywalibyście bohaterów, wiedząc, że Wasze rodziny mogą za to zapłacić najwyższą cenę?

Oczywiście, to tylko uświadamia człowiekowi, jak wielkimi bohaterami byli ci, którzy jednak ratowali Żydów. Ale nie możemy mówić, że pomoc podczas Holocaustu była powszechna, podobnie jak nie można powiedzieć, że antysemityzm charakteryzował każdego Polaka.

Poza tym nie musimy zajmować się dawną nienawiścią. My dziś mamy Białystok.

W tym skądinąd uroczym mieście pan prokurator Dawid Roszkowski nie dostrzegł propagowania nazizmu w malowaniu swastyk na murach. W jego opinii swastyka (cytat za wyborcza.pl) – „oznacza: przynoszący szczęście. Obecnie w krajach Europy i obu Ameryk symbol ten kojarzony jest prawie wyłącznie z Adolfem Hitlerem i nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. Przenosząc powyższe rozważania na kanwę przedmiotowej sprawy, nie sposób dostrzec w zamalowanym znaku przedstawiającym swastykę propagowania faszystowskiego ustroju państwa”. Mózg wysiada. Swoją drogą pan prokurator bardzo zgrabnie i nie wprost powiedział, że Białystok to już jednak Azja.

Można na to machnąć ręką, stwierdzić, że to banda kretynów na azjatyckim stepie pod Białymstokiem maluje swastyki – co nam do tego? Niech się tym zajmie policja. Przecież nie mogę odpowiadać za każdego idiotę mieszkającego między Bugiem a Odrą?

Okazuje się, że jednak mogę. Antysemityzm wyssałem najprawdopodobniej z mlekiem matki. Albo zjadłem wraz z podpłomykami, robionymi na krwi żydowskich dzieci.

Ceniony przeze mnie bloger Artur Kurasiński pisze, że w każdym z nas tkwi ksenofob. Bo w naszych domach wisi tradycyjny obraz Żyda z pieniążkiem, mający przynosić szczęście w finansach. A w rzeczywistości pielęgnujący nienawistną opinię, że to Żydzi rządzą światem (bo mają pieniądze). A na dodatek przy niedzielnym obiedzie zastanawiamy się w rodzinnym gronie, „kto w rządzie jest obrzezany”.

Zaznaczę tylko fakt, że ten obraz nie wynika z wiary w magiczną umiejętność Żydów do przyciągania wszystkich pieniędzy świata. Po prostu w dawnej Polsce to właśnie Żydzi często byli kupcami, karczmarzami, bankierami – bo przecież nie wypadało, aby pan Polak, szlachcic i potomek Sarmatów, brukał się tak niegodziwymi zajęciami. Dodam, że u mnie w domu taki obrazek nigdy nie wisiał, nie wisi i wisieć nie będzie. Ja po prostu nie wierzę w voodoo. Co do niedzielnych obiadów – chyba nie chciałbym być na jednym z Arturem. Dziwne tematy przy stole porusza.

Rasizm, antysemityzm i inne „-izmy” są problemem współczesnego świata. Dla niektórych ważniejsze jest, aby czarny w Afryce siedział, niż żeby znaleźć lekarstwo na raka. Nie możemy przed tym chować głowy w piasek. Ale nie chcę, abyśmy też bili się zbiorowo w piersi i mówili ‘tak, my tu wszyscy nad Wisłą byliśmy i jesteśmy nietolerancyjni, ach, jak nam żal”. Może po prostu pomyślmy, co z tym fantem zrobić?

Nie, nie dam złotej rady, która rozwiąże problem raz na zawsze. Równie skuteczne może być edukowanie tych zakutych pał, jak też zezwolenie na ich odstrzał. Możemy też spróbować zawłaszczyć ich symbole i np. przywrócić swastyce jej pierwotne znaczenie. Wystarczy tylko białostocką Azję rozciągnąć na resztę świata. I wszędzie stawiać buddyjskie kapliczki, choćby takie, jak ta, namierzona przeze mnie w Kioto.

Można też pójść drogą Morgana Freemena i przestać robić reklamę wszelkiej maści rasistom. Jeden rasistowski wybryk oznaczałby całkowite wyrzucenie z mediów i ostracyzm społeczny. To chyba nie jest trudne?

Chyba, że faktycznie w każdym domu wisi obraz Żyda trzymającego w ręku światową finansjerę.

Komentować można (i należy) na Facebooku.

  • Dlaczego komentować na FB, nie tutaj? Tu mam profil i mi wygodniej 🙂

    • Proste – chodzi o to, aby za pośrednictwem FB przybywało Czytelników. Dlatego zachęcam do komentowania, udostępniania, polecania, lajkowania i co tam jeszcze tylko można:)

      • Lans 😉 Trudno, ja będę komentować tutaj, bo jako blogerka nie mam konta na FB. Chyba że sobie nie życzysz, nie ma sprawy, mogę tylko czytać 🙂

        • Ależ komentuj, komentuj:) Komentuj gdzie tylko chcesz. Możesz nawet w prywatnej rozmowie ze znajomymi przy kawie – tzw. marketing szeptany:)