Alfabet Izraela – część II

W poprzedniej części alfabetu pisałem o dwóch wielkich religiach, z jakimi spotkałem się w Izraelu. Oraz o problemach ze zdobyciem świeckiej pamiątki. Dziś pora na kolejną część moich wspomnień z wyprawy do Ziemi Świętej. Będzie też trochę o kobietach!

  • Jarmułki

Założenie było proste – z Izraela muszę przywieźć sobie jarmułkę (tak jak z Egiptu mam arafatkę), nawet, gdybym miał ją zedrzeć z głowy jakiegoś pobożnego żyda. Jednak kupienie jakiejkolwiek byłoby trudnym zadaniem, z cyklu „osiołkowi w żłoby dano”. Nie przypominam sobie, aby gdzieś była na sprzedaż zwykła, prosta jarmułka. Były jedynie zdobione – w tym niecodziennymi wzorami. Widziałem jarmułkę w moro (z napisem „Israel army”), ale też ze Spidermanem, Myszką Mickey, z drużynami NBA… Gdyby dziewczynki miały nosić jarmułki, pewnie byłyby też z Hello Kitty. Ostatecznie przywiozłem sobie prostą, białą jarmułkę z niebieskimi napisami, jakie za darmo rozdaje się pod Ścianą Płaczu. Całkiem nieźle się trzyma na głowie, choć nie sprawdzałem jej na wietrze.
Izrael (35)

  • Kibuc

Jedno z obowiązkowych skojarzeń, jeżeli chodzi o Izrael. Dla niewtajemniczonych – magiczne miejsce, gdzie ludzie żyją we wspólnocie, dzielą się wszystkim i są szczęśliwi. W rzeczywistości to taki znakomicie zarządzany kołchoz. Jeden zajmuje się mlekiem (i po sprzedaży mleczarni firmie Danone jest bogatszy o sto milionów dolarów), inny ma wielkie plantacje bananów – i tak to się kręci. Raz, jak autokar musiał nawrócić na wąskiej drodze, wjechaliśmy do kibucu. Wioska jak wioska. Na prośbę jednej z turystek, czy moglibyśmy zwiedzić kibuc, przewodnik odpowiedział wprost – tam nie ma nic do zwiedzania. To tak, jakby komuś zwiedzać prywatne mieszkanie.

  • Ludzie rodzaju żeńskiego

Posługuję się starym patentem, podpatrzonym bodaj w „Rzepie” – wszak nie wypada mi napisać „laski”, a „d” mam już zajęte. Dziewczyny, mówiąc krótko – urocze. Ciekawa mieszanka genów powoduje, że na ulicach jest sporo ładnych kobiet. A najbardziej przyciągają wzrok te w mundurze. Nie wiem, może to jakiś fetysz, może niezdrowa fascynacja militaryzmem – ale izraelskie żołnierki (czy ogółem kobiety w mundurach – np. z kontroli granicznej) mogłyby spokojnie brylować na pokazach mody. Może to celowa wizytówka kraju, kto wie? Wyjątkiem są ortodoksyjne żydówki, które celowo nie eksponują swojej urody – nie dość, że chodzą w długich spódnicach, to jeszcze noszą peruki. To ja już wolę zakrytą urodę muzułmanek.

  • Menora i meluzyna

Obok gwiazdy Dawida (która z biblijnym królem Dawidem nie ma nic wspólnego) podstawowe symbole Izraela. I najliczniej występujące pamiątki (chyba nawet przed krzyżami). Dzięki wycieczce dowiedziałem się, dlaczego niektóre menory są siedmioramienne, a niektóre – dziewięcioramienne (te drugie są używane wyłącznie w święto chanukach). Jedne i drugie można nabyć w każdym większym izraelskim sklepie z pamiątkami – zarówno tradycyjne, jak i nowoczesne w wyglądzie. Ciekawe, czy izraelska IKEA też ma jakieś w ofercie. Co do meluzyny – tu również pełne szaleństwo designu. Tradycyjne, nowoczesne – dla każdego coś miłego. Oczywiście sprzedawane puste. Meluzyny są też przy drzwiach do pokoi hotelowych, przy drzwiach wyjściowych z domów… Jest ich masa, a chyba w Polsce nie kojarzą się tak mocno z judaizmem.
Izrael (42)

  • Na granicy

Ta, która przekraczaliśmy, to lądowa w Ejlacie / Tabie. Po dość pobieżnych (eufemizm zamierzony) kontrolach po stronie egipskiej tu można wreszcie zobaczyć, jak powinno wyglądać porządne sprawdzanie. Syndrom oblężonej twierdzy robi swoje. Na wstępie spotkanie z dwiema uroczymi funkcjonariuszkami, które losowo zabierają paszporty do wnikliwszej kontroli (trafiło na Najmilejszą). Potem prześwietlenie bagażu i dodatkowe sprawdzanie niektórych walizek i toreb (na cztery sztuki bagażu wzięto nam trzy, w tym plecak, torbę i walizkę Ukochanej – ożeniłem się z terrorystką czy co?), aparaty fotograficzne obowiązkowo sprawdzane skanerem jonowym. Jedyny minus to konieczność otwarcia walizki na stole, przy wszystkich – a więc cała wycieczka może zobaczyć, jaki kolor ma moja koronkowa bielizna. Potem jeszcze tylko kilka pieczątek w paszporcie, próba nauczenia się wymowy mojego imienia przez inną celniczkę (żeby ładnie spytać „Bartosz, what is the purpouse of your trip to Israel”), jeszcze dwa czy trzy postoje i – witamy w Izraelu! A już sto metrów od granicy, na plaży, rozbity turystyczny namiot.

Oczywiście całe przejście przez granicę na piechotę, bo egipskim autokarom nie wolno jeździć po Izraelu. Nie dziwię się, że przy takich trudnościach Mojżesz wolał przejść przez morze.

  • Objazdowa wycieczka

Bardzo fajny sposób na poznanie danego kraju – pod warunkiem, że jest to zrobione z głową. A za głowę u organizatora trzeba zapłacić. Itaka nie jest biurem o najwyższych cenach, więc… Na program narzekać nie mogę, zobaczyliśmy chyba wszystko. Jeśli nie z bliska, to z daleka, jak choćby wtedy, gdy mijaliśmy autokarem Jerycho. Ale czasu było mało. Przez większość zabytków przeszliśmy dość raźnym krokiem. Spora w tym wina / zasługa przewodnika, Józia z Wałbrzycha, Żyda polskiego pochodzenia, który po prostu pędził, aby pokazać jak najwięcej swojego umiłowanego kraju. Ale Józio to temat na osobny wpis.

  • Pustynia

Od czasu wizyty w Egipcie zakochałem się w bezkresnym morzu piasku. Niesamowity widok i klimat, może nie zawsze jest czym oddychać, ale spodobało mi się. W Izraelu pustynia jak najbardziej jest, mieliśmy z nią kontakt od samego początku. Ale głównie przez szybę autokaru. Jeden postój tu czy tam pozwalał najwyżej powąchać pustynnego powietrza i rzucić okiem w dal. Najbliższa pustyni, jaką lubię, była wizyta w Masadzie – starożytnej twierdzy żydowskiej. Wysoka góra (z fantastyczną kolejką linową), dokoła piach, góry i izraelskie myśliwce nad głowami. A na horyzoncie – Morze Martwe. Może to nie była taka pustynia jak po drugiej stronie Synaju, ale nadal mi się podoba.
Izrael (9)

To tyle, jeśli chodzi o część drugą. Przed nami jeszcze część trzecia, ostatnia. Kilka słów o największym płocie między sąsiadami, wojsku i stereotypowym Żydzie. Do zobaczenia! I nie zapominajcie o komentarzach na FB.

Poprzednią część alfabetu możecie znaleźć tutaj.

A reszta zdjęć – na Flickrze.