Alfabet Izraela – część I

Ponieważ od mojego urlopu w Izraelu minęło już nieco czasu, najwyższa pora na spokojnie podsumować wyjazd. Co jednak napisać? Czy – wzorem Kominka – opisywać dzień po dniu, ubarwiając całość niestworzonymi historiami, przyprawiającymi Czytelnika o opad szczęki? A może pokusić się o suchą recenzję biura, pilota, przewodnika i kraju?

Zawodowe nawyki biorą jednak górę, więc moje wspomnienia z wycieczki zaprezentuję usystematyzowane hasłowo. Mam nadzieję, że taka forma będzie dla Ciebie czytelna. Ale jeśli będziesz mieć jakieś pytania – komentarze czekają.

Poza tym – ponieważ obecnie przebywam na urlopie w Japonii, najlepiej chyba jest uraczyć Was opowieścią o moim urlopie w Izraelu. Logiczne, prawda?

Oto mój prywatny alfabet izraelski.
Izrael (7)

  • Autonomia Palestyńska

Bardzo spokojne miejsce. W końcu spędziłem dwie noce w Betlejem, więc się znam.  A na poważnie – mogę się wypowiadać wyłącznie na temat Betlejem, ale to miasto zrobiło na mnie wrażenie bardzo spokojnego miejsca. Pomimo wizyty w dość emocjonującym czasie – na kilka dni przed słynnym już wnioskiem w ONZ. Nastrój oczekiwania na uznanie państwowości był widoczny na każdym kroku – proporczyki na taksówkach, plakaty w witrynach. Bardzo pozytywnie to wyglądało. A sama Autonomia jest na tyle bezpiecznym miejscem, że nawet nasz żydowski przewodnik sugerował samodzielne opuszczenie hotelu wieczorem. I faktycznie – spacer z Ukochaną był bardzo przyjemny, nikt nas nie zaczepiał, ludzie się do nas uśmiechali (jeśli nas zauważali). Ale przyznaję, że gdy jakiemuś dziecku pękł balonik – to chwila strachu była.

  • Banksy

Artysta street artowy, ikona muralu. Kilka jego prac jest też w Autonomii. I miałem szczęście je widzieć – wprawdzie z okien autobusu, ale zawsze to coś. Taki miły akcent, o którym nie wspominał program wycieczki.

  • Chrześcijaństwo

W Izraelu chrześcijaństwo niejedno ma imię. Na dodatek poszczególnym odłamom trudno się ze sobą dogadać. A ponieważ jedni nie chcą drugim nadepnąć na odcisk, dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy w zabytkowych świątyniach można trafić na zaśmiecone pomieszczenia, ponieważ nikt się do nich nie przyznaje. Nikt też nie weźmie ich pod swoją opiekę, bo nuż znajdzie się właściciel… Ma być tak, jak jest – dzięki czemu na Bazylice Grobu od wielu lat stoi drabina i nikt nie ma pojęcia, kto powinien ją zabrać. Każdy obrządek ma swój ołtarz, swoją kaplice, modli się na swój sposób – jest to dość wielobarwna gromadka, na którą patrzyłem z zaciekawieniem. Jednak u nas pod tym względem jest dość monotonnie.

  • Droga Krzyżowa

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to największe zdziwienie (a może i zawód) wycieczki. Czytając biblijny opis Męki Pańskiej można sobie wyobrażać, że cała droga ciągnie się na olbrzymim dystansie. Tymczasem jest to dość krótka trasa, na dodatek wiodąca przez wąskie uliczki. W ten sposób cały nastrój, na jaki się nastawiałem – prysł. Poszczególne stacje są poukrywane gdzieś w budynkach, oznaczone na rogach. A już największe zaskoczenie przeżyłem w Bazylice Grobu, gdzie w jednej z bocznych naw zobaczyłem schody wiodące – jak myślałem – na chór. Okazało się, że te schody to właśnie Golgota… Ale nie tylko droga krzyżowa jest mniejsza, niż sobie to wyobrażałem. Ogród Oliwny to raczej sad, z kilkoma drzewami, w tym jednym zasadzonym przez papieża w latach 60. A sama skala, na której modlił się Jezus, została zgrabnie wkomponowana w ścianę kościoła.
Izrael (17)

  • Endemiczna ryba św. Piotra

Unikat z Jeziora Galilejskiego. Punkt obowiązkowy – w końcu rzadko kiedy można zjeść coś wyjątkowego, występującego tylko na niewielkim terenie. Nakręcony takimi obietnicami spożyłem dość ościstą rybę, wyglądającą nieco jak flądra, a smakującą jak dorsz (czyli całkiem nieźle). Przyjemność konsumpcji gatunku endemicznego to około 20 USD.

  • Fanty

Czyli pamiątki. Aby przywieźć jakiś niereligijny gadżet, trzeba się nieźle napocić. Chyba tylko koszulki pozwalały na dowolność, ale tego akurat nie planowałem przywozić. Mieliśmy za to niebywały wybór krucyfiksów, różańców, szopek, plastikowych Dzieciątek Jezus z Chin, podkładek pod szklankę czy magnesów na lodówkę ze świętymi obrazkami, menor, meluzyn i gwiazd Dawida. Na dodatek przewodnik zdawał się nie rozumieć, że ktoś może mieć ochotę na świeckie pamiątki (albo na kupienie ich w sklepie, gdzie on nie ma prowizji). Po długim kombinowaniu ograniczyliśmy się do znalezionego gdzieś w bocznej uliczce magnesu, długopisów i sporej ilości soli z Morza Martwego.

Ciekawostka – jeżeli na pamiątkę chcesz cokolwiek poświęconego w Ziemi Świętej, wystarczy, że położysz to na metalowej gwieździe koło żłóbka w Betlejem. Duchowni poszczególnych odłamów chrześcijaństwa uzgodnili, że oznacza to automatyczne poświęcenie. Ot, postęp w służbie ludzkości.

  • Golan

Miejsce, gdzie nie tak dawno stacjonowali nasi żołnierze, to dziś tereny udostępnione turystom. Można zobaczyć, jak wyglądały bunkry i jak wspaniałe pole ostrzału jest ze wzgórza na dolinkę. Oraz jak blisko jest do Damaszku. Do tego przewodnik opowiadający historię konfliktu – razem z tym, że Syryjczycy mieli realne szanse wejść głęboko w Izrael, ale zatrzymali się, bo długi i bezproblemowy marsz pachniał im zasadzką. Umocnili się więc na pozycji przed wzgórzami… nie wiedząc, że Izrael dopiero się mobilizuje. W życiu trzeba mieć czasem trochę szczęścia.
Izrael (39)

  • Harfa Dawida

Jedyny wyraźnie widoczny symbol nowoczesności w Jerozolimie. Most wantowy, który po prostu zachwyca swoim pięknem. Są oczywiście jakieś nowe biurowce, ale są one niskie i zlokalizowane na przedmieściach. Cała reszta Jerozolimy to niskie, stare budynki. Jeśli trafi się jakaś wyższa budowla, nie jest ona pierwszej młodości. A że całe miasto jest rozciągnięte na wzgórzach, nie robi zbyt wielkiego wrażenia – nie widać, jak daleko sięga. Ogółem poza nadmorskimi miejscowościami trudno o nowoczesne, wysokie budownictwo. Natomiast w Jaffie czy Hajfie – to inna rozmowa. Budynki pną się w górę, tuż nad brzegiem morza. Piękny widok.
Izrael (30)

  • Islam

Druga z trzech wielkich religii, które stwierdziły, że właśnie ten skrawek Azji jest dla nich święty. Muzułmanie mieszkają w swoich dzielnicach i nie wiem, czy to reguła, czy może nasz przewodnik celowo wiódł nas przez takie zakamarki, ale są to ulice brudniejsze niż te w dzielnicach żydowskich. Na ścianach oczywiście rysunki poświadczające odbycie pielgrzymki do Mekki. Niestety, meczety były dla nas niedostępne – a szkoda, bo to niesamowite świątynie, w których można odpocząć. Co do stosunku do żydów – nie można powiedzieć, żeby był wrogi, ale nie nazwałbym go też przyjaznym. Raczej pełna neutralność. W Betlejem porozmawialiśmy z jednym palestyńskim sklepikarzem, który był kiedyś w Polsce. Powiedział, że współżycie z Izraelem nie jest łatwe – nie wolno mu opuścić Autonomii, chyba, że będzie miał skierowanie od lekarza do szpitala, albo pismo od pracodawcy. Tylko że Palestyńczyków zatrudnia się w Izraelu do najniżej płatnych prac (np. remontują grób króla Dawida). Odnosił się do Żydów z niechęcią, ale – jak sam powiedział – nie nienawidzi ich. Jego zdaniem największym problemem są terroryści, którzy niszczą relacje, a których on sam – cytuję – nienawidzi bardziej niż Żydów.
Izrael (15)

Ciąg dalszy – nastąpi już wkrótce. A w nim o magicznym miejscu, jakim jest kibuc, wstydzie, jaki może spotkać podejrzanego o terroryzm i najtwardszej walucie świata. No i o jarmułce w moro. Piszcie komentarze na FB i stay tuned.

Więcej zdjęć znajdziecie na Flickrze.

  • Pingback: Alfabet Izraela – część II | Blog do czytania()

  • Pingback: Alfabet Izraela – część III | Blog do czytania()

  • „Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to największe zdziwienie (a może i zawód) wycieczki. Czytając biblijny opis Męki Pańskiej można sobie wyobrażać, że cała droga ciągnie się na olbrzymim dystansie. Tymczasem jest to dość krótka trasa, na dodatek wiodąca przez wąskie uliczki. W ten sposób cały nastrój, na jaki się nastawiałem – prysł. Poszczególne stacje są poukrywane gdzieś w budynkach, oznaczone na rogach.”

    Takie samo odniosłem wrażenie, gdy Cejrowski w swoim programie przedstawił drogę krzyżową. Czytając, człowiek sobie inaczej wyobraża.

    Co do „ogrodu oliwnego” kiedyś był większy, bardziej gęsty itp. Te 2 000 lat zrobiły swoje 😉

    • Ale teraz taki malutki, skromny… Szkoda.

  • Pingback: Marzec na Instagramie – MrCichy()