Komunikacja miejska: 4 typy ludzi, których możesz zabić

To nie jest tak, że jesteśmy psychopatami. To nie jest tak, że chcemy mordować przypadkowych ludzi. Nie. Typy wymienione poniżej nie są przypadkowe i ciężko sobie zapracowały na naszą nienawiść.

Zazwyczaj jestem miłym, grzecznym i (nadal) młodym człowiekiem. Uśmiecham się na ulicy, mówię „dzień dobry” i „do widzenia” w windzie, przytrzymuję drzwi. Przeprowadzałbym nawet staruszki przez ulice, gdyby mi się nie wyrywały. Ale czasem budzi się we mnie żądza mordu. Po prostu ludzka głupota osiąga czasem takie szczyty, że nie można ich pokonać bez czekana. Albo innego niebezpiecznego narzędzia.

tramwaj_praga_komunikacja

Gdzie najłatwiej natknąć się na głupotę, a jednocześnie najtrudniej jej uciec? Tam, gdzie wiele osób jest skazanych na przebywanie z sobą w niespecjalnie komfortowych warunkach. W komunikacji zbiorowej. Oto zestawienie osób, które z pewnością spotkaliście kiedyś w autobusie, tramwaju, kolejce czy metrze. Albo trolejbusie. Moim zdaniem ich zlikwidowanie na miejscu powinno być nie tylko uniewinniane, ale nawet nagradzane jakimś małym odznaczeniem.

Janko Muzykant

Wynalazek ostatnich lat, ale od początku swego istnienia tak wkurzający, że musiał się znaleźć na tej liście. Fan „muzy” puszczanej z telefonu komórkowego. Najczęściej w wieku okołogimnazjalnym. Nie puszcza Vivaldiego czy Czerwonych Gitar, gdyż Janko Muzykant zna tylko jeden rodzaj muzyki. Ten, w którym muzyki akurat jest mało, bo liczy się treść. Autobus jest więc katowany analnymi fantazjami podmiotu lirycznego na temat policji albo zamiłowaniem do sadzenia, palenia i legalizacji.

Rozumiem, że dobre słuchawki to niemały wydatek. Ale też telefony, z których wydobywają się dźwięki, do najtańszych nie należą. Zakładam, że nie wszystkie zostały skrojone na dzielni, a zatem ich aktualnych właścicieli stać na jakiekolwiek słuchawki. Oczywiście, takie rozwiązanie odcięłoby od dzieła muzycznego jego ziomali, ale przecież można z nimi porozmawiać. Chyba. Może Janko Muzykant potrafi prowadzić jakąś szczątkową konwersację.

Nie oszukujmy się. To już nawet nie chodzi o tę muzykę. Chodzi o gówniany głośnik. Chcesz być gość, zacznij chodzić z bumboksem, jak czarni gangsterzy na filmach z lat dziewięćdziesiątych.

NIE ROZUMIEM JAK DZIAŁA TELEFON!

Skoro już jesteśmy przy telefonach… O ile Janko Muzykant nie do końca opanował dodatki w telefonie, o tyle zdarzają się ludzie, którzy nie do końca ogarnęli jego podstawowe funkcje. Konkretnie nie wierzą w tę magię, umożliwiającą przenoszenie głosu na odległość.

To znakomicie, że siedząc z przodu autobusu mogę usłyszeć dochodzące z jego tyłu strzępy rozmowy. W autobusie jestem. W autobusie! No jadę. Do domu jadę! A gdzie mam jechać? No do domu, do domu! No, za godzinę będę. Za godzinę! Tak, tak, kupię No mówię, że kupię! Nie zapomnę. Tak, wiem, w czerwone kropki! Co Krysia zrobiła?…

Nauka już jakiś czas temu wyjaśniła, dlaczego przeszkadza nam słuchanie cudzej rozmowy telefonicznej. Nasz umysł nie lubi takich fragmentów rozmowy i stara się jakoś stworzyć to, co mówi druga osoba. Niemniej słuchanie tylko połowy konwersacji jest szalenie drażniące. Oczywiście, jeśli ktoś rozmawia przez telefon normalnie, to drażni tylko osobę siedzącą najbliżej. I to tylko wtedy, gdy siedzi koło kogoś wścibskiego. Ale przy takich wrzaskach cały autobus jest skazany na domyślanie się, o jakie czerwone kropki chodzi. I wszystkich trafia szlag.

Osobny rozdział to osoby, które nie tylko tak rozmawiają, ale tez koniecznie chcą wyprać wszystkie swoje brudy. Publicznie. Teraz. Kto kogo zdradził, kto jest suką, kto niech się pieprzy i tak dalej. Cudownie. Właśnie takich bluzgów chcę słuchać, gdy wracam z pracy i próbuję czytać książkę.

Muminku, Włóczykij wrócił

To jest jedno z podstawowych przykazań savoir-vivre w autobusie. Masz plecak, zdejmij go z pleców. To nie jest trudne. Postaw go na podłodze (jeśli jest duży i ciężki) lub trzymaj nisko w dłoni. W ten sposób będziesz zajmował mniej miejsca, dzięki czemu więcej osób zmieści się w pojeździe. No i nie zrobisz nikomu krzywdy.

Bo nie wiem, czy wiesz, Włóczykiju, że za każdym razem, gdy lekko się obracasz – żeby kogoś przepuścić lub odczytać nazwę przystanku – plecak właśnie zatacza duży łuk i kogoś uderza. A zresztą – co mi po tym, że chcesz przepuścić mnie za sobą, skoro nie mogę się przecisnąć, bo masz ten cholerny plecak? To autentycznie wydaje się być wiedzą na poziomie podstawówki, ale widać, że wielu dorosłych jej nie ma.

Są też tacy, którzy wiedzą, że dzwoni, ale nie wiedzą, w którym kościele. Owszem, zdejmą plecak i nawet położą go na podłodze. Ale nie zrobią tego tam, gdzie byłoby najwłaściwiej, czyli na platformie do przewożenia wózków, rowerów i dużych przedmiotów. Ich bagaże muszą leżeć w wąskim przejściu. Chcesz wysiąść, człowieku? Bujaj się – na wiszący uchwytach oczywiście. Tylko nie podepcz torby, bo są tam delikatne produkty!

A skoro już jesteśmy przy przewożonych towarach – jak wracasz ze świeżo złowioną rybą, to zawiń ją szczelnie. W rozgrzanym autobusie jest wystarczająco nieprzyjemnie. Nie mam ochoty wąchać śmierdzącej ryby – nawet, jeśli jest „świeżutka i tak właśnie powinna pachnieć”. Ale wożący ryby latem to pewnie ci sami, którzy z pierwszym chłodniejszym dniem zaczynają żreć czosnek na tony. Bo to naturalny antybiotyk. Powiem tylko jedno – śmierdzicie.

My stoimy tam, gdzie staliśmy

Kiedy przeciętny człowiek skrapia się kilkoma kroplami wody toaletowej bądź perfumy, ludzie nieprzeciętni wylewają na siebie wiadra superglue. Fetysz taki. Nie oceniam. Dopóki taki człowiek nie wsiądzie do autobusu, bo wtedy plasuję go w światowej czołówce kretynów. Stoi taka ofiara losu w jednym miejscu, przyklejona do podłogi i nie przesunie się dalej, aby zrobić wsiadającym miejsce.

Mechanizm rozumowania takiego pasażera przypomina trochę zachowanie małpy. Małpa widzi banana, małpa chwyta banana. Pasażer widzi uchwyt, pasażer chwyta. A że uchwyt jest przy drzwiach? A dalej jest sporo miejsca? Oj tam, oj tam. To są miejsca dla tych poszukiwaczy przygód, którzy wierzą, że uchwyty są nie tylko przy drzwiach. On już swój uchwyt znalazł, jest szczęśliwy, nie psujmy mu bajki. Przeciśnijmy się obok, przecież należy mu się to miejsce. Był pierwszy w kolejce. Być może jest jakieś autobusowe feng – szui, które nakazuje stać najbliżej drzwi, bo tam nie ma żył wodnych? Nie wiem.

To jest ten sam typ ludzi, który na schodach ruchomych stoi i czeka, aż go dowiozą na miejsce. Nie bez powodu nazywa się to „schody”, a nie „stojak”. Ale na schodach, jak w autobusie: staliśmy, stoimy i stać będziemy. Na dodatek po lewej stronie.

Osobną kwestią w zakresie nieefektywnego gospodarowania przestrzenią autobusową są ludzie, którzy nie usiądą na wolnym miejscu – pomimo tłumu za plecami. Bo a nuż wsiądzie za chwilę jakaś starowinka i trzeba będzie jej ustąpić? A poza tym z całą pewnością są godniejsi do zajęcia tego wspaniałego, obitego welurem tronu. Ja tam nie usiądę, bo mam do tego miejsca pół autobusu i kilkaset osób po drodze. Zresztą wysiadam na następnym przystanku.

No i nie zapominajmy o matkach i babciach, które sadzają swoje urocze pociechy na krzesełkach, a same stoją. Kobieto! Posadź swoje cztery litery i weź dzieciaka na kolana. Albo każ mu stać, młody jest, wytrzyma. Zajmuj jak najmniej miejsca i nie zachowuj się jak kretynka. I ty, i pan niegodny do zajęcia właśnie zwolnionego miejsca – musicie wiedzieć, że w autobusie można się przemieszczać. Więc przestańcie przyklejać się do podłogi superglue i bądźcie mobilni.

Oczywiście powyższe typy to nie koniec. Przecudne jest połączenie człowieka przyklejonego do podłogi i uchwytu z Włóczykijem. A jak jeszcze mamy combo z Jankiem Muzykantem, to prawie jak szóstka w jakiejś tandetnej odmianie totka. A są jeszcze menele, pijacy, spoceni i śmierdzący, palący e-papierosy, śmierdzący zwykłymi papierosami… No, ale ich wszystkich nie można zabić, bo wtedy nie nazywałoby się to transportem zbiorowym. W tej sytuacji kierowcy samochodów mogliby się zacząć cieszyć, że nie mają takich problemów. Nie cieszcie się. Wśród Was też są różne odmiany głupoty i można stworzyć taką samą listę. Ale to przy innej okazji.

Pomysły na zabójstwo podrzucajcie na FB.

  • ostatnio gość w tramwaju rozkręcał imprezę przy użyciu białego misia i jesteś szalona łohoho.
    jednakowoż, pan był pod wpływem, to starałam się nie reagować.

    jednak, kiedy trafiłam na ziomali uszczęśliwiających muzą z telefonu pół autobusu, i do tego były to tfurcze utwory waszki g- nie strzymałam i zwróciłam uwagę.
    generalnie rzadko jestem cierpliwa, i zazwyczaj zwracam uwagę.

    zapomniałeś wspomnieć o tych, co kurczowo trzymają się drzwi, i zawsze stoją przy samym wyjściu, nawet gdy np. wysiadają fyfnaście przystanków dalej.

    • Ci przy drzwiach to te małpy, co jak widzą uchwyt, to go łapią. Nie zapomniałem:)

      Nie rozumiem natomiast głąbów, którzy mają słuchawki, często nawet dobre, ale i tak słyszę dokładnie (lub niedokładnie) ich muzę. Czy oni rozumieją, po co są słuchawki?

  • tszmielus

    Można zabić także „targowiczanki”, które wracając z rynku, z torbami pełnymi zakupów (najczęściej więcej niż dwie) sadzają siebie i swoje zmęczone zakupy na krzesłach, nic nie robiąc sobie z tłumów w autobusie/tramwaju.

    • Witaj!
      Siatkarek bym nie zabijał. Poproszenie o zabranie siaty to kwestia odrobiny asertywności. Mówisz „proszę to zabrać” i już. Ale o dzieciaku już tak nie powiesz, bo nagle okazuje się, że to nie jest „to” i afera na cały autobus gotowa…

  • karola

    i ludzi, którzy panicznie się boją, że drzwi ich przytrzasną/nie zdążą wysiąść/złośliwy kierowca nie zatrzyma się na ich przystanku i pchają się przez tłum, popychają bogu ducha winnych pasażerów i rozpierają się przy drzwiach chociaż do przystanku jest jeszcze daleko.

    • Witam!
      To są dość powszechne stany lękowe, obserwowalne w autobusie czy pociągu. Tu rozmowa nie pomoże, tu potrzebne jest wsparcie farmaceutyczne. Albo dół z wapnem, masz rację.

  • w deszczowej jest dość spora grupa takich co to sobie malują paznokcie i / lub psikają perfumami/ dezodorantami.