Jedyne takie spotkanie

Sześć milionów zabitych. Tak produktywnego spotkania nie miała chyba żadna korporacja.

Byliście kiedyś na jakimś spotkaniu służbowym? Albo konferencji? Wiecie, jak to potrafi wyglądać – kilku gości bezproduktywnie ględzi, kradnąc Wasz czas przeznaczony na pasjansa i Pudelka. A jednak powoli, pod koniec, wszyscy zaczynają dochodzić do pewnych wniosków. Rozdzielone są zadania, przypisane odpowiedzialności. W co bardziej cywilizowanych firmach po spotkaniu rozesłana zostanie mailem notka z podsumowaniem – i już.

Tak było i tym razem. Szef zaprosił czternastu dyrektorów i kierowników do sali konferencyjnej w ośrodku należącym do firmy. Podano pewnie kanapki i słone paluszki, a także kawę i herbatę. Dyrektor wezwał wszystkich, aby zaprezentować swój pomysł na usprawnienie działalności organizacji. Chodziło o dość żywotną kwestię usuwania odpadów. Omawiano kwestie logistyczne, problemy ze składowaniem, a także możliwy recykling czy nawet problematykę kwalifikacji poszczególnych odpadów. Po wszystkim dyrektorzy i kierownicy rozjechali się do swoich zajęć, a sam dyrektor mógł napić się w spokoju koniaku. Wiedział, że raport ze spotkania, który przedstawi zarządowi, pokaże jego zdolności organizacyjne w najlepszym świetle.

To spotkanie miało miejsce w styczniu 1942 roku w Wannsee. Dyrektorem zwołującym był SS-Obergruppenfuhrer Reinhard Heydrich z Reichssicherheitshauptamt. A odpadem, który należało usunąć, byli Żydzi.

Jestem świeżo po lekturze książki „Wannsee. Willa, jezioro, spotkanie” Marka Rosemana. Autor próbuje dociec, w którym momencie ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej przybrało swój tragiczny kształt. I kto o nim ostatecznie zdecydował. Czy byli to ludzie zgromadzeni na konferencji w Wannsee? Czy może pomysłodawca był gdzie indziej, a im tylko przedstawiono projekt i proszono o współpracę? Czy Hitler wiedział o wszystkim? To bardzo ważne pytania, zwłaszcza gdy umiejscowić je w kontekście tamtych czasów. Pozwalają zastanowić się nad tym, jak rodzi się zło.

Sporo miejsca poświęcono też samej konferencji. Istotne okazuje się nawet to, kto i kogo zapraszał. Na konferencji próbowano – poza znalezieniem rozwiązania dla problemu, jakim dla III Rzeszy byli Żydzi – wzmocnić pozycję polityczną niektórych urzędów czy urzędników. Jak choćby samego Heydricha, poprzez pokazanie jego inicjatywy i zdobycie sympatii pozostałych uczestników konferencji. Jedną z najistotniejszych kwestii było postępowanie wobec osób określanych mianem Mischling (mieszaniec) – czyli pół – oraz ćwierć – Żydów. Osobne zalecenia wydano dla takich osób w związkach małżeńskich z Niemcami, osobne dla zasłużonych w walce i odznaczonych. Rozwiązanie musiało być całościowe i nikogo nie pozostawiało poza systemem.

Jednak najbardziej wstrząsająca była lektura samego protokołu z Wannsee. O którym nigdy byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie odnaleziono jedynej kopii. To kilkustronnicowy dokument, utrzymany w suchej stylistyce notatki biurowej. Zero emocji, same dane, liczby zestawione w tabele, wypunktowanie.

W rzeczywistości zaś mowa jest o przypieczętowaniu losu milionów ludzi. Na dodatek – co tylko potęguje nastrój grozy – użyte są same eufemizmy. Nie mówi się o zabiciu, raczej o emigracji na wschód. Nie precyzuje się, co się stanie z rozdzielonymi rodzinami. Między wierszami można wyczytać, o jakiej emigracji mowa, skoro alternatywą dla niej ma być sterylizacja – i jest to alternatywa korzystniejsza. Ale oficjalnie wszystko jest eleganckie. Wprawdzie Adolf Eichmann na procesie w Izraelu mówił, że podczas konferencji jej uczestnicy nie owijali w bawełnę, ale nie zmienia to faktu, że do osób nieobecnych dotarł bardzo lakoniczny dokument.

Jedyny moment, gdy zło wygląda zza biurokratycznej kotary, to wzmianka, aby Żydów przeznaczyć do prac ponad siły. To pozwoli wybrać jednostki najsilniejsze, na które należy mieć baczenie („poddać odpowiedniemu traktowaniu”), aby nie stały się zalążkiem „żydowskiej odbudowy”. Jeden fragment, którego prawdopodobnie nie można było ubrać w piękne słowa.

Protokół Wannsee przełożył się na cały szereg okropieństw – likwidację gett, obozy śmierci. Nie ma chyba w nowożytnej historii dokumentów i narad, które byłyby tak tragiczne w skutkach. Rzeź Ormian na początku XX wieku była wynikiem rozkazu (i do dziś jest negowana przez Turków). Masakra Nankinu to było wiele niepowiązanych ze sobą rozkazów – jak również zwykłe zdziczenie żołnierzy cesarskich. Zabijanie upośledzonych dzieci przez III Rzeszę było efektem osobistego, pisemnego polecenia Hitlera – zresztą napisanego w Grand Hotelu w Sopocie. Ale w żadnym z tych przypadków nie ma mowy o takiej skali ludobójstwa, z użyciem tak zawoalowanego języka.

Polecam Wam lekturę „Wannsee”. To nie jest gruba książka, a jeśli komuś szkoda pieniędzy, niech poszuka jej w bibliotece. Warto zobaczyć, jak suchą i beznamiętną postać może przyjąć zło.

Zdjęcie: lista Żydów w Europie, załączona do protokołu z Wannsee. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.