Wywiń orła i puść pawia

Znacie powiedzenie, że ktoś chciał dobrze, a wyszło tak, jak zwykle? Wydaje mi się, że w radiowej Trójce jeszcze go nie znają. Albo dopiero je poznają.

Jeśli jakimś cudem ominęła Was akcja Trójki pod nazwą „Orzeł może”, to…w sumie nic nie straciliście. W skrócie chodzi o to, że jesteśmy ponurym narodem. Więc trzeba się uśmiechnąć. A co może być lepszym powodem do uśmiechu, jeśli nie najdłuższy weekend nowożytnej Europy? Na dodatek to różne święta państwowe (Pracy Wuniowstąpienie, Dzień Flagi, Konstytucja), więc uśmiech będzie patriotyczny.

Wiadomo, że najlepiej swoją narodową radość wyrażać stadnie, więc poza wysyłaniem dobrych fluidów organizatorzy proponują drugiego maja (dzień roboczy) wspólny, patriotyczny marsz ulicami stolicy. To tylko po raz kolejny pokazuje podstawową różnicę między świętowaniem patriotycznym w Warszawie i Gdańsku – tam się maszeruje, a u nas się paraduje (co widać 11 listopada). A główną atrakcją marszu ma być wielki, biały orzeł – odlany z białej czekolady.

O akcji poczytacie na stronie Trójki. Orła możecie zobaczyć na ich profilu FB lub na zdjęciu poniżej.

To teraz pora na typowo polskie narzekanie (zanim zostanę zarażony uśmiechem).

Sama akcja jest jak najbardziej szczytna. Ja też uważam – i nawet kiedyś o tym pisałem – że powinniśmy się częściej uśmiechać. Nawet niekoniecznie patriotycznie, można tak po prostu. Ale liczenie, że uda się to załatwić jednorazową akcją – to naiwność.

Pokażcie ludziom powody do radości. Przekonajcie ich, że zadowoleni i uśmiechnięci żyją dłużej i zdrowiej. Niech Polak do Polaka uśmiecha się codziennie w Biedronce, a nie tylko na pokojowym marszu. Załatwcie patronat Prezydenta dla akcji rozpisanej na trzy lata, a nie trzy dni. Nie wystarczy bowiem 2 maja krzyknąć „no, uśmiechać się, szeroko, szczerze” i liczyć, że ten skurcz mięśni twarzy utrzyma się przynajmniej do końca miesiąca.

Poza tym, jeśli chcecie, aby wszyscy Polacy się uśmiechnęli (pomijam milczeniem krzywdzące założenie, że wszyscy Polacy to ponuracy), to może nie wybierajcie kontrowersyjnych symboli? Hasło użyte w tytule – wywiń orła – to nazwa konkursu, który jest organizowany w radiu w czasie trwania akcji. Czy ktoś zadał sobie choć trochę trudu, aby sprawdzić, co to znaczy? Czy może złapano pierwsze hasło, w którym występował orzeł?

Jeśli to drugie (co bardzo prawdopodobne), to już lepiej było sięgnąć do klasyka. Szanowni patrioci z Trójki, oto fragment „Wesela” Wyspiańskiego (odpowiedni fragment pogrubiłem):

Ptok ptakowi nie jednaki,
człek człekowi nie dorówna,
dusa dusy zajrzy w oczy,
nie polezie orzeł w gówna 
pon jest taki, a ja taki;
jakby przyszło co do czego,
wisz pon, to my tu gotowi,
my som swoi, my som zdrowi.

Pomyślcie tylko, jakie przezabawne logo moglibyście stworzyć. A jakie pole do popisu przy tworzeniu totemu, z którym chcecie przemaszerować przez Warszawę!

A skoro już ten temat wypłynął – serio, orzeł z białej czekolady? Ja wiem, że w taką pogodę roztopienie mu nie grozi, ale chciałbym wiedzieć – co potem? Wyobrażam sobie wielką, ogólnonarodową i patriotyczną konsumpcję białej czekolady. Dla pana skrzydełko, dla pani nóżka. Kto zamawiał pierś? Korona dla szanownego pana? No cóż, korony nie mamy, ale służę dziobem.

To nie jest najszczęśliwszy surowiec. Można było go wykorzystać inaczej. Nie, nie wysyłając do głodujących dzieci w Afryce. Ale na przykład tłocząc wiele małych, patriotycznych czekoladek. Biało – czerwonych. Które sprawiłyby masę frajdy maszerującym. Po co to komu? W tej chwili, gdy patrzę na gigantycznego orła z białej czekolady, przypomina mi się jeden piękny monolog z polskiego filmu:

Ciekawe, czy z okazji jakiegoś święta kościelnego w ramach akcji powstałby czekoladowy Jezus? Najlepiej już na krzyżu, to dopiero byłby symbol… A nawet, jeśli już trzeba budować orła z czekolady – to czy musi być ona taki nieestetyczny? O gustach się nie dyskutuje, wiem. Ale trudno mi uwierzyć, że efekt finalny będzie dużo lepszy od tego, co z hali produkcyjnej pokazano na FB.

No właśnie – to zdjęcie na FB. Ktoś był tak bystry, że przewiązał tego biednego ptaka szalikiem klubowym Trójki. Ale to za mało. Konieczne są jeszcze okulary. A dlaczego nie papieros w dziobie i flaszka w szponach? Radość radością, ale trzeba znać dystans.

Ten orzeł (bez względu na to, czy maszerujący go potem zjedzą, czy będzie sobie gnił na świeżym powietrzu) ma coś symbolizować. Na mój mały rozumek można go jakoś powiązać z naszym godłem. W związku z tym „ozdobienie” go szalikiem i okularami to trochę jak pisanie przez „najlepszych na świecie polskich kibiców” na flagach nazw miejscowości. Potem zwisają smętnie z band lub leżą na ziemi (!) barwy biało-czerwone z hasłami „Bździszewo”, „Wiórkowo” czy „Katowice” (to ostatnie obowiązkowo napisane węglem). Czyli niby dumni z barw, ale jednak bardziej związani z Bździszewem czy Wiórkowem (no i Katowicami). Oj, przydałaby się niektórym krótka lekcja o symbolach narodowych. Może być i taka z sieci:

Czy ta cała akcja – choć ze szczytnym celem – obraża jakieś uczucia patriotyczne? Czy te infantylne hasła i pokraczne ptaszysko cukiernicze mogą ranić? Pewnie mogą. I nie chodzi o to (co lubią podchwytywać cynicy przy tego typu okazjach), że ktoś po zobaczeniu tego marszu przestanie być patriotą. Jak już pisałem przy okazji obrażania uczuć religijnych – to tak nie działa. To kwestia empatii.

Po prostu nadal żyją ludzie, którzy byli gotowi oddać życie za orła i flagę. Których bliscy polegli, aby banda ponuraków mogła chodzić w wolnej Polsce. Teraz, gdy widzą karykaturę orła na koszulkach oraz czekoladowe monstrum, może być im po prostu przykro. I nie sądzę, że jakikolwiek marsz wywoła na ich twarzach uśmiech.

  • ja widziałam tylko to:
    https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/935085_10201139729761371_2072691840_n.jpg
    i ten obrazek jest spoko.
    potem jeszcze zobaczyłam ten trójkowy teledysk- i tu się nie wypowiem, bo mam słabość do staszka soyki- i jestem w stanie wiele mu wybaczyć.
    a o czekoladowym orle nie słyszałam.

    hm, to wrocław chyba się wyłamał.
    co prawda nie byłam w rynku, i nie wiem co się działo, ale miejscami widziałam harcerzy częstujących biało-czerwonymi ciastkami.

  • Barbara

    Cieszmy się, że w Gdańsku (tak jak choćby w Warszawie) nie spuścili z samolotu ulotek promujących orła. To jest dopiero idiotyczny pomysł. Do dziś nie moge uwierzyć, że wszystko odbyło się pod patronatem Prezydenta.

    • Ach, Barbaro, gdzie Twój nowoczesny, radosny patriotyzm? Nie wiesz, że to początek nowej akcji społecznej „Posprzątaj po swoim orle”? Jeszcze przez długie miesiące wiatr będzie zwiewał ulotki z okolicznych dachów… Na szczęście nie u nas. W Gdańsku był jakikolwiek różowy marsz?

      Cała akcja i patronat Prezydenta zniesmaczyły wielu. Ale nowocześni, radośni patrioci mają krótką odpowiedź na wszelkie zarzuty pod adresem „Orzeł może” – otóż jesteśmy pro-PiSowskimi smutasami, którzy potrafią tylko maszerować z pochodniami po Krakowskim Przedmieściu. Dostało się nawet blogerowi Vagli, chociaż wprost zaznaczał, że on nie ma żadnych sympatii politycznych, chodzi mu tylko o szacunek dla litery prawa i tradycji.
      http://prawo.vagla.pl/node/9964

      Swoją drogą – taki radosny, nowoczesny marsz też może dzielić. Jak widzisz, przeciwników (albo sceptyków) wyzywa się od moherów, z kolei uczestników nazywa się lemingami. Zabawa w rzucanie w siebie obelgami trwa w najlepsze.