Zakopane – stan umysłu

Przez blisko 30 lat mojego życia nie widziałem Tatr. Prawda jest taka, że niewiele podróżowałem po Polsce południowej, więc takie urocze zakątki jak Kraków czy Wrocław kojarzę jedynie przez pryzmat dworców kolejowych. Podobnie było z Tatrami i ich stolicą – słynnym Zakopanem. Na szczęście ostatni Sylwester pozwolił mi na nadrobienie tej zaległości. Świętowanie końca roku na drugim końcu kraju pozwoliło mi wreszcie zobaczyć te wszystkie wierchy, smreki, hale – po prostu zachwycić się monumentalnymi Tatrami…

Tatry – sratry. Ten wpis jest o Zakopanem, więc nie będę Was uszczęśliwiał moimi wrażeniami z Rusinowej Polany (pozytywne) czy opisem widoku Giewontu z Gubałówki (niespecjalny). Zakopane mnie zafascynowało – w taki sam sposób, w jaki intryguje mnie, dlaczego ludzie nie sprzątają po swoich psach.

Stolica Tatr to podręcznikowy przykład rozleniwienia dobrobytem. Tak jak polscy filmowcy mogą nakręcić dowolnego gniota lekturowego, bo szkoły przyjdą, tak górale mogą zrobić cokolwiek – bo i tak cepry przyjadą. Nie trzeba się starać. To i się nie starają.

Przejawia się to w całej masie drobiazgów, jak choćby w obsłudze kelnerskiej. Lubię, gdy kelner podejdzie do mnie podczas posiłku i spyta, czy wszystko OK. W Zakopanem spotkało mnie to tylko raz, ze strony pewnej młodej niewiasty – pewnie niedoświadczonej, stąd jej zachowanie. Zgarnięcie śniegu lub skucie lodu na chodniku wydaje się być czymś naturalnym – a może i wymaganym przez prawo. Ale nie tam. Dlatego spacery najczęściej zawierały jakiś element tańców nowoczesnych. Sprzątanie ulic po zabawie sylwestrowej to też piękny przykład. Można oczywiście zebrać wszystkie śmieci, ale równie dobrze można zgarnąć je z chodnika na jezdnię. I niech sobie tam leżą… Efekt będzie ten sam, a pracy mniej.
[embed_post post_id=”1712″]

A skoro już jesteśmy przy sprzątaniu – to nie mogę przemilczeć sprzątania po zwierzętach. I nie chodzi nawet o to, że tu i ówdzie leżało pieskie małe co – nieco. Nie zapominajcie, że w Zakopanem popularne są konie. Zwłaszcza na rozmaitych szlakach – czy to do Morskiego Oka, czy to w jakiejś dolince. Chciałem przejść się spokojnym spacerem, podziwiając wiszące nade mną góry. Liczyłem się z tym, że muszę uważać na lód – ale przecież nie cała droga była oblodzona. Natomiast i tak musiałem spuszczać oczy i zamiast podziwiać piękno przyrody, wypatrywałem końskiego gówna. Który to widok, zapewniam Was, jest dalece mniej przyjemny od najlichszej nawet góry.

Ale nie samym pięknem przyrody Zakopane stoi. To także historia, a więc ci, którzy minęli. Jest w Zakopanem stary cmentarz na Pęksowym Brzysku. Leżą na nim znani i nieznani, jak choćby matka Witkacego czy jej syn. Poszedłem tam, aby odbyć pełną zadumy (i wzmożonej uwagi – wiadomo, lód pod stopami) przechadzkę między nagrobkami. Gdy tak wsłuchałem się w wyjący na cmentarzu wiatr, wydawało mi się, ze słyszę jęki i krzyki tych, którzy w górach zostali na zawsze.

Zaraz, nie. To jednak były wrzaski śmiałków skaczących na bungee. Tuż za płotem cmentarza.

Z drugiej strony – takie skakanie ma swoje plusy. Zupełnie rozumiem tych, którzy wjeżdżają na małej platformie wysoko, z gumową liną owiniętą wokół kostek. Z wysoka widać dokładnie całe Zakopane. To znaczy te jego fragmenty, których nie skrywa smog. Skąd smog nad Zakopanem? Masa turystów, z których każdy musi wszędzie jechać własnym samochodem, masa lokalnych pojazdów (w tym jakiś milion nieśmiertelnych busów) – dołóżcie do tego kominy i otrzymacie przepis na doskonały kamuflaż miasta. Po świeże powietrze idź w góry – i tak wrócisz… To w Zakopanem można miejscami kroić nożem.

Nie masz noża? Wybierz się na Targowicę – tam dostaniesz wszystko. Całą masę typowych pamiątek z Zakopanego. Nie wiesz, gdzie jest owo cudowne miejsce? Podpowiem Ci – znajdź największy wiadukt w okolicy i szukaj pod nim…

Czy to znaczy, że w Zakopanem nie ma niczego dobrego? Oczywiście, że jest. Dociekliwi znajdą przykłady wspaniałej architektury. Usportowieni będą zjeżdżać na nartach albo oglądać skoki narciarskie. Głusi zachwycą się góralską muzyką. No i zawsze można odwiedzić Muzeum Misiów – mało to zakopiańskie, ale nie bądźmy małostkowi. Pomiędzy pluszowymi misiami nie może być źle.

Może się Wam wydawać, że będę tylko marudził. I słusznie. Ale jeden komplement pod adresem Zakopanego muszę powiedzieć – to świetnie prosperujący biznes. Zastanawiam się tylko, dlaczego nikt nie próbuje skopiować Zakopanego. Przecież to nie jest tradycyjne miejsce polskiego wypoczynku – Zakopane ktoś wymyślił, nie tak dawno w sumie (XIX wiek? Początek XX?). Ten model biznesowy to maszynka do drukowania pieniędzy – wystarczy ją tylko dostosować do dowolnej innej górskiej miejscowości. A jednak góralom spod „samiuśkich Tater” udaje się cały czas zachować monopol. Czyli może jednak coś tam jest takiego wyjątkowego?

Czy wrócę do Zakopanego? Szczerze nie wiem. Być może jechałem tam ze złym nastawieniem, może Sylwester to nienajlepszy okres na poznawanie nowych miejsc. A może po prostu wystarczy mi Sopot – lubić dwa kurorty to już za wiele.

Po więcej zdjęć z Zakopanego – zapraszam na pokaz slajdów poniżej.