Pięć “prawie plusów” końca świata

No to mamy koniec świata. Pozamiatane. Finito. Starożytni Majowie przemówili – z ich kalendarza spada ostatnia tabliczka i dalej już nic nie ma. Pustka. Nul. Nada. A właściwie jedna wielka niewiadoma – poczynając od tego, jak ten koniec świata będzie wyglądał. Wiadomo jednak, że nie jest tak do końca źle – koniec świata ma też swoje plusy. Dzięki nadciągającemu Armagedonowi spotkają nas takie przyjemności jak…

1. Koniec z pracą

To prawda – od piątku koniec a harówką! Już nigdy więcej marudzącego szefa. Nigdy więcej marudzącego kolegi czy plotkującej koleżanki. Żegnajcie korki rano i korki po południu. No i najważniejsze – nie będzie więcej poniedziałków. Brzmi jak dobry pomysł na spędzenie wieczności. Z takiego obrotu spraw ucieszy się każdy, nawet bezrobotny, tłusty kot.

Oczywiście, jest szansa, że uwielbiasz swoją pracę i się w niej w pełni realizujesz. Że lubisz do niej chodzić (albo jak ona przychodzi do Ciebie). Ale musisz przyznać, że wizja świata bez poniedziałków jest kusząca. Już tylko dla tego jednego warto rozwalić cały glob.

Ale nie będzie tak różowo…

Majowie to wredne typki. Swój koniec świata zaplanowali na piątek, a więc nie nacieszysz się weekendem po ciężkim tygodniu pracy. Wszystkie weekendowe rytuały, które pozwalały Ci się cieszyć wolnymi dniami, możesz spokojnie odłożyć na półkę. Nie to jednak jest najgorsze. Starzy Indianie zabrali Ci nie tylko weekend, ale też pensję. Cały grudzień pracowaliśmy za darmo.

2. Koniec kłótni PO – PiS

Wreszcie skończy się odwieczna (to jest jakaś siedmioletnia) wojna polsko – polska. Nikt już nie będzie szczuł Polaków przeciwko sobie. Nie będzie ton pogardy zawartej w stwierdzeniach „leming” czy „moher”. Wyobraźcie sobie ten piękny świat, w którym Tusk nie zionie z ekranu miłością, a Kaczyński nie twierdzi, że to jest nieodpowiedzialność, skrajna nieodpowiedzialność.

Oczywiście zagłada wymiecie wszystkich dokoła. Leszek Miller nie będzie rzucał swoich ciętych ripost, a Janusz Palikot nie będzie udawał, że jest fajny. Ani jeden członek ONR nie przemaszeruje naszymi ulicami, co oznacza, że po naszej cywilizacji pozostaną przynajmniej ładnie brukowane ulice.

Ale nie będzie tak różowo…

Cały czas miałem nadzieję, że do władzy dojdzie ktoś rozsądny. Ktoś z wizją. Nie mówię, że od ręki to miał być mąż stanu, ale ktoś myślący. Niestety, nie będzie to dane. Prawdopodobnie u władzy pozostanie tylko tradycyjnie PSL. A to oznacza, że prędzej czy później prezydentem zostanie Pawlak. Czyli tak jak przewidział pewien film – po upadku ludzkości władzę przejmą terminatory.

3. Koniec sporu ateistów i wierzących

To może być nawet ciekawsze niż poprzedni punkt. O ile spór PO i PiS jest problemem lokalnym, o tyle spór wierzących i niewierzących (ateistów, agnostyków – nie rozróżniam) jest kwestią globalną. Dziś nawet pod filmem w sieci z puchatym kotkiem może wybuchnąć dyskusja o tym, czy siła wyższa istnieje.

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to wszystko się skończy. Ba, nie tylko skończą się przepychanki, ale też wreszcie dowiemy się, kto miał rację. Spór zostanie rozstrzygnięty raz na zawsze – i będzie można się śmiać w kułak z tych przebrzydłych niewiernych.

Ale nie będzie tak różowo…

No, chyba że to oni mają rację. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że w takim wypadku nie będą mogli się śmiać z nas. Najgorzej jednak będzie, gdy okaże się, że rację mieli muzułmanie albo inni innowiercy. Nie chciałbym trafić do katolickiego piekła, a przypominam, że nasz Bóg jest miłosierny. Strach pomyśleć, co szykują dla myślących inaczej bóstwa niespecjalnie miłujące bliźniego.

4. Odpuszczenie sobie wszystkich drobnych nieprzyjemności

Nie oszukujmy się – najchętniej wstawilibyśmy sobie sztuczne szczęki i przestali chodzić do dentysty. Sprawdzilibyśmy teorię, że kurz osiada tylko do pewnego poziomu. A podatki… W świecie idealnym nie byłoby żadnych podatków. Taka jest prawda. Tymczasem jedyną namiastkę ideału mają właściciele psów, którzy hurtowo nie sprzątają po swoich pupilach. Ale komu chce się zajmować czymś takim, jak sprzątanie?

A najlepiej mieliby Ci wszyscy, którzy się odchudzają. Koniec z odmawianiem sobie ciastka tu czy hamburgera tam. Wszystkie diety można wyrzucić do kosza, a złośliwa waga łazienkowa po prostu wyparuje. Co najważniejsze – razem z nią w niebyt odejdą wszystkie dodatkowe kilogramy. I te planowane też, ale czego się nie robi dla piękna, prawda? Bycie szkieletem jest już teraz modne, a po zagładzie będzie wręcz obowiązkowe.

Ale nie będzie tak różowo…

Tylko po co te wszystkie wyrzeczenia do tej pory? Po co rezygnowanie z każdej kostki czekolady? Trzeba było się obżerać ile można – bo dzięki Majom to wszystko po prostu wyparuje. Prawdą okazuje się stwierdzenie, że w życiu nie chodzi o to, aby złożyć do trumny eleganckie zwłoki. Chodzi o to, aby do grobu dopełznąć na czworakach, z kieliszkiem wina w jednym ręku, tabliczką czekolady w drugim, krzycząc „ale była jazda!”…

No i zupełnie bez sensu gromadziliście wszystkie faktury za internet. I tak ich nie odliczycie od podatku.

5. Brak świąt

Święta to okres niesamowicie stresujący. Może nie tak bardzo jak grzechotnik pod poduszką, ale niewiele mniej. To całe przygotowywanie dań – albo, w wersji dla leniwych, stanie w kolejce sklepowej i zastanawianie się, czy zakupione pierogi zdążą mi się rozmrozić przed kolacją wigilijną – potrafi ściąć największych twardzieli. Zarzucona zostanie także wspólna, wigilijno – wielkanocna tradycja pod nazwą „umyj okna dla Jezusa”. Konieczność posprzątania domu „bo przecież są święta” odejdzie w niebyt. I już nie będzie problemu, co kupić cioci pod choinkę – bo ciocia, jej marzenia, jak i sama choinka będą tylko chmurą atomów, poddających się rosnącej entropii.

A skoro już jesteśmy przy prezentach – nie oszukujmy się, że taki koniec świata będzie też miał dobre skutki ekonomiczne. Nie będziemy wydawać na te wszystkie podarki, zaciągać kredytów na barszcz z uszkami czy ryzykować chwilówek pod zastaw nerki, aby mieć prawdziwą choinkę ze szklanymi bombkami. Święta zawsze były wielką wyrwą w domowych budżetach, więc teraz łatwiej będzie zarządzać domowymi finansami. Ponieważ statystyczny Polak nadal nie kupił prezentu (ani zapewne nawet nie wie, co ma kupić) – Majowie zdjęli ten problem z jego barków.

Ale nie będzie tak różowo…

Za to za Sylwestra już wszyscy zapłacili, prawda? Nawet nikt Wam zaliczki nie zwróci.

Jak już napisałem na początku – ci starożytni Majowie to banda złośliwych typków. Pod pozorem życzliwości i dobrych wiadomości przemycili kawał dołujących faktów. I na deser rozwalają naszą planetę – przed najkrótszym dniem w roku. Czyli nie będziemy cieszyć się z coraz dłuższego dnia.

Ale z drugiej strony – czy warto wierzyć gościom, którzy nawet nie znali koła?

Źródła zdjęć: