“Pakt Ribbentrop – Beck”, czyli jak wygrać wojnę

Czy Polacy mogli wygrać ostatnią wojnę światową? Czy istniała szansa, aby w 1945 odzyskać w pełni niepodległość? I czy możliwe było pokonanie nie jednego, ale dwóch zbrodniczych totalitaryzmów? Podobno tak. Wystarczyło jedynie sprzymierzyć się z Hitlerem…

„Pakt Ribbentrop – Beck”, autorstwa młodego historyka, Piotra Zychowicza, to rozprawa historyczna, pokazująca błędy polskiej dyplomacji w przededniu wojny, jednocześnie sugerująca najlepsze – zdaniem autora – rozwiązanie. Jest to rozwiązanie budzące kontrowersje w Polsce. Autor bowiem sugeruje, że Polska winna była jak najszybciej sprzymierzyć się z III Rzeszą, zgadzając się na niewielkie (początkowo żądania). Następnie, w 1939 roku, powinniśmy biernie przyglądać się klęsce Francji, a potem, w 1941, wspólnie z naszym sojusznikiem zdobyć Moskwę. Po czym zgarnąć spore tereny, utworzyć wielokulturową Rzeczpospolitą na terenach Polski, Ukrainy i Białorusi – a potem czekać. Czekać, aż połączone siły aliantów zaczną mocno dogryzać nazistom i wtedy… zmienić strony i zdobyć Berlin. Bum! Cały XX wiek wygląda inaczej, a Polska jest regionalną potęgą, rozdającą karty w Europie.

Nie ma co ukrywać, że jest to teza mocno niepopularna w naszym kraju. Stowarzyszenie się z gościem, który wyciął w pień kilka milionów naszych obywateli i zrównał z ziemią sporo miast – to brzmi jak bluźnierstwo. I jeszcze ten cały paskudny antysemityzm… Dziw bierze, że autor jeszcze nie został zlinczowany przez obrońców polskiej czci i honoru.

Na dodatek cały pomysł rozwalenia Stalina i Hitlera opiera się na kilku przyjętych przez autora założeniach. Owszem, nie są to założenia bezpodstawne, ale – jak to zawsze przy historii kontrfaktycznej – nie można traktować ich jako pewnika. Autor np. pomija udział Japonii w wojnie, zakłada, że Hitler postępowałby tak, a nie inaczej – i że alianci nie podpisaliby pokoju w pewnym momencie. Tak, Japonia nakarmiona wschodem Rosji może nie pchałaby się na Pacyfik – tak szybko. Hitler może pozostałby takim samym polonofilem, jakim był przed wojną (tak, niespełniony malarz nie zawsze był na nas cięty).Ale ten pokój zamiast wspólnego pokonania III Rzeszy – to już prawdopodobne. Z punktu widzenia USA, które nie lubi konkurencji na polu mocarstwowości, może korzystniej byłoby nie tworzyć silnej Polski, a pozwolić trwać Polsce i Niemcom w stanie narastającego napięcia, a potem pokonać zwycięzcę ewentualnego konfliktu.

Niemniej warto przeczytać „Pakt Ribbentrop – Beck”. Po pierwsze – zawsze warto zapoznać się z odmiennym punktem widzenia. Zwłaszcza z takim, który mocno idzie pod prąd. Po drugie – autor poza argumentami za swoim punktem widzenia dość zgrabnie i logicznie rozprawia się z wszelkimi kontrargumentami. Chyba nie pomija niczego. Kwestia jedynej rzeczy bezcennej, zbrodni i zniszczeń wojennych, Holocaustu czy naszego miejsca po wojnie w wyniku aliansu z krwawym dyktatorem – do tego wszystkiego „Pakt” się odnosi. I pokazuje, że to niekoniecznie by tak wyglądało, jak nam się wydaje. Nie wdając się w szczegóły (bo zachęcam do samodzielnego przeczytania książki) odniosę się jedynie do tego, jak sojusz z dyktatorem, mordercą Polaków, wpłynąłby na nasz honor.

Otóż nie wpłynąłby zupełnie. Po pierwsze – w momencie podpisania hipotetycznego paktu Hitler nie miał na sumieniu Polski. I mógłby jej nigdy nie mieć. Po drugie – w ramach układu Sikorski – Majski stowarzyszyliśmy się z innym tyranem i jakoś z tym żyjemy. Po trzecie wreszcie – w tamtej wojnie każdy kraj sprzymierzył się albo ze Stalinem, albo z Hitlerem. I jakoś USA, Finlandia, Wielka Brytania czy Rumunia nie budzą się z krzykiem po nocy. Ale to są kraje, które rozumieją, że honor nie jest najważniejszy – bo polityka nie ma honoru i jego obrona nie jest jej celem.

Zresztą – jakoś nie ciąży nam zajęcie Zaolzia, czemu miałoby przeszkadzać zdobycie Moskwy.