Sherlock

Od kilku lat bohaterowie seriali nie są kryształowi. To już nie są niewinni najemnicy skazani za przestępstwo, którego nie popełnili. To nie jest pomysłowy Dobromir w służbie agencji wywiadowczej, używający szyszek i spinaczy zamiast pistoletu. To nie są policjanci czy tropiący ufoludki lepsi policjanci. To typy spod ciemnej gwiazdy, zmagający się z uzależnieniami czy zwykłe buce. Był więc gangster („Rodzina Soprano”), narcystyczny seksoholik („Jak poznałem waszą matkę”), zgraja manipulantek („Gotowe na wszystko”) czy po prostu chamski ćpun („Doktor House”). Teraz przyszła pora na pierwowzór tego ostatniego. Na scenę wraca sam Sherlock.

BBC zrealizowało świetny miniserial – do tej pory dwa sezony po trzy odcinki. Już sam pomysł jest nietuzinkowy – oto słynny Sherlock Holmes żyje współcześnie. Nie było jego książkowego pierwowzoru, dla wszystkich dokoła jest to po prostu słynny prywatny detektyw. Sherlock mieszka na Baker Street 221b razem z doktorem Watsonem. Tego ostatniego poznajemy w pierwszym odcinku – jest lekarzem wojskowym, zmagającym się ze stresem po powrocie z Afganistanu. Z czasem zaczyna prowadzić bloga, w którym opisuje przygody swojego genialnego współlokatora. Stanowi doskonałą przeciwwagę dla Sherlocka – myśli nieco wolniej, ale równie logicznie. Ale przede wszystkim – jest sympatyczny.

Bowiem Sherlock w XXI wieku to skończony dupek. Owszem, jego brak empatii tłumaczony jest prawdopodobnym zespołem Aspergera, ale to nie wyjaśniałoby jego wywyższania się nad innymi. Holmes nie szanuje innych, a jeśli tego potrzebuje – będzie się nad nimi znęcał. Fizycznie lub psychicznie. Niemniej zawsze przyświeca mu wyższy cel – rozwiązanie zagadki.

No właśnie – rozwiązanie zagadki. Nie ujęcie sprawcy, nie naprawienie krzywd. Po prostu rozwiązanie zagadki. Ludzkie dramaty, wynikające z popełnionych przestępstw, są dla niego odpowiednikiem sudoku albo krzyżówki. Sherlock bawi się doskonale, starając się dotrzeć do rozwiązania. Kolejny trup to dla niego świetna wiadomość – bo to kolejna podpowiedź. Ale trzeba przyznać, że dzięki swojej inteligencji i spostrzegawczości jest w stanie w ciągu kilku chwil wysnuć trafne wnioski na temat danej osoby. Stawia go to na równi z superbohaterami, bo jego inteligencja ma znamiona mocy nie z tego świata. Ale też nie ze zwykłymi przeciwnikami musi się mierzyć – tajne służby, wielkie spiski, wojsko oraz niejaki Moriarty, geniusz zła. Holmes może się wykazać.

Realizacyjnie serial stoi na bardzo wysokim poziomie. Wartko prowadzona akcja, dobrze dobrana muzyka oraz ciekawy sposób pokazywania myśli bohatera. Gdy Sherlock analizuje ślady, widzimy poszczególne fragmenty w szybkich ujęciach, wraz z jednowyrazowym opisem, będącym wnioskiem z danego śladu. Całość wniosków składa się na informację, jaką pozyskuje Holmes, a widz razem z nim. Geniuszowi śledczemu nie trzeba wiele – załamanie materiału, włos w klapie, plamka na mankiecie. To wystarczy, aby dotrzeć do prawdy.

Jedynym minusem jest niespieszne tempo wypuszczania kolejnych odcinków. Jak już wspomniałem – każda seria to raptem trzy epizody. Owszem, dość długie, ale pewien niedosyt pozostaje. Trzeci sezon został zapowiedziany, ale jego kręcenie rozpocznie się dopiero w 2013 roku. Więc na kontynuację przygód Holmesa i Watsona przyjdzie nam poczekać.

Jeśli nie znacie serialu – poznajcie. Warto. Spędzicie przy nim mniej czasu niż przy dowolnej amerykańskiej produkcji, a zabawy będziecie mieć tyle samo, jeśli nie więcej.

  • dla house’a też ważne były owe zagadki 😉

    • Ale dr Dom wydawał się mieć uczucia. Holmes chyba ich nie ma.

      • hm, niektórzy chyba wlaśnie brak uczuć mu zarzucali. i to, że dla niego ważne są tylko zagadki.

        a obecnie zaczęłam oglądać polskiego glinę.
        #wszystko-jest-ciekawsze-od-pisania-pracy-magisterskiej.