Dobre (?) gry – Snake Xenzia

Tuż przed zbliżającym się Blog Forum Gdańsk los pokarał mnie awarią mojego smartfona – a wiadomo, że bloger bez smartfona to dziś stare media. Kombinowałem, jak tu chociaż dzielić się wrażeniami na fejsie, a może na odkurzonym Twitterze, za pomocą „Kundelka”, ale brak smartfona to także bardziej prozaiczne problemy. Fejs fejsem, a dzwonić i esemesować trzeba.

Tu znowu los dał mi prztyczka w nos, wciskając mi do ręki sprzęt budowlany w postaci starej, małej Nokii. Dla uściślenia (jeśli jeszcze się tego nie domyśliliście) – nigdy nie miałem Nokii. A teraz mam. Z małym ekranem, bez możliwości czytania na niej czegokolwiek. Za to z latarką! I trzema starymi grami – jedną z nich jest kultowy „Wąż”.

Mój pierwszy kontakt z tą grą miałem w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, na Atari. Kuzyn napisał mi węża w BASIC-u i grało się w niego dżojstikiem. Ale kod nie przetrwał, nie zapisałem go na żadnej kasecie, więc atarynkowy „Snake” powoli odpłynął w mroki mojej niepamięci.

Aż do teraz.

Jak już mówiłem, telefon zastępczy nie ma możliwości sprawdzenia poczty czy fejsa, nie przeczytam na nim artykułu ani książki – a coś robić w chwilach nudy trzeba. Sięgnąłem więc po „Węża” – tu pod nazwą marketingową „Snake Xenzia”.

Kilka słów o nieistniejącej w tej grze fabule. Mamy po prostu jakiegoś węża, poruszającego się po planszy. Pole gry jest zapewne dwuwymiarowym odwzorowaniem kuli, bo dochodząc do którejkolwiek z krawędzi, wynurzamy się po przeciwnej stronie. Wąż pełza, pożera małe kółka, co sprawia, że wydłuża się – od małej kijanki do istnego pytona. Co jakiś czas na planszę wpada większe kółko, dzięki czemu można zdobyć więcej punktów. Cała sztuka polega na tym, aby nasz bohater nie skończył jak niejaki Uroboros i nie zaczął zjadać własnego ogona (ani żadnej innej części ciała). Porównując to z dzisiaj najpopularniejszą grą, czyli „Angry Birds”, widać zmianę w podejściu do takiej prostej rozrywki. Dziś trzeba wiedzieć, co takiego złego zrobiły świnie, że ptaki chcą je zniszczyć.

Grafika? Minimalistyczna, choć na czerwonym wężu są białe kropki, a jego ciało porusza się zygzakiem. Dźwięk? Dobre sobie. A jednak takie coś wciąga – i to nawet dziś, gdy grało się w bajecznie kolorowe gry z miłą muzyką. „Snake Xenzia” potrafi porwać równie dobrze, co wściekłe ptaszki czy „Doodle Jump”. Być może wynika to z faktu, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Ale raczej jest to kwestia dobrze zaprojektowanej i banalnie prostej rozgrywki.

Tu nie ma kolejnych leweli, poziom trudności rośnie stopniowo wraz z długością węża. Cały czas wykonuje się te same ruchy. Można bawić się w planowanie i strategię, ale na koniec i tak chodzi o szybkość skręcania przed własnym ciałem. Dla urozmaicenia można wybrać planszę z przeszkodami, ale po co się ograniczać? Lepiej śmigać po otwartym polu i łykać kulki. I się łyka. Lewo, prawo, ogon się wydłuża, punkty się nabijają. Bo wąż wciąga.

Może to kwestia taniego sentymentu. A może kiedyś faktycznie robiono lepsze gry?

Co nie zmienia faktu, że nokia poleciała w kąt, gdy tylko Android wrócil z naprawy gwarancyjnej…

Foto: Marco de Stabile