Uśmiechnij się, do cholery!

Rozerwałbym na strzępy człowieka upierającego się przy zmianie czasu na zimowy. Wszystkie te oszczędności energii i temu podobne bzdury blakną przy podstawowym zastrzeżeniu – wcześniej robi się ciemno. Co mi po tym, że słońce oświetla moją drogę do pracy? Chciałbym się nacieszyć jego światłem także wracając do domu. No, ale w XXI wieku nadal myślimy kategoriami XX – wiecznymi, więc co roku trzeba znosić niewygody przejścia na czas zimowy. Pomijam już mordęgę, jaką jest wstawanie o trzeciej w nocy, aby przestawić wszystkie zegary w domu na drugą.

smile-191626_1920

Dołóżmy do tego wszechobecną jesień. Te spadające na dół liście. Te pikujące kursy giełdowe. Szarugę, deszcz i huragany w USA. Taka atmosfera to szczyty depresji. Dziś nawet zastanawianie się, co przygotować na obiad, może być zakwalifikowane jako myśli samobójcze. Bo też nie ma się z czego cieszyć. Jeszcze ostatnie dni dobitnie przypominają nam o nieuchronności końca, pokazując tysiące wesołych płomyków, naigrawających się z nas w swoich pląsach po płytach nagrobnych.

W tej chwili znakomicie rozumiem ludzi na ulicach. Idą przed siebie, powłócząc powoli nogami. Nosy zwieszone na kwintę, wzrok wbity w chodnik, idą przed siebie i nawet nie starają się omijać linii między płytkami chodnikowymi. Kiedy ich spojrzenia się spotkają, nie ma w nich nic optymistycznego. Zmęczenie, nieufność, czasem gniew. I tak przez cały tydzień, dzień po dniu.

Moja koleżanka ostatnio wróciła z wypoczynku w Berlinie. Jedna rzecz z jej opowieści zapadła mi w pamięć – tam podobno wszyscy się do siebie uśmiechają. Tak po prostu, na ulicy! Koleżanka mówi, że jak próbuje się uśmiechnąć do kogoś w Polsce, to nie ma żadnej reakcji z drugiej strony. Ja też to zauważyłem – uśmiecham się do ludzi na ulicy i nic! Najczęstszą reakcją jest malujące się na twarzy zdziwienie – ale o co chodzi? Czemu ktoś się do mnie uśmiecha? Chce czegoś? Dziwny jakiś…

Wczoraj można było zobaczyć, jak odmiennie świętują polską niepodległość „stolyca” oraz reszta kraju. W Warszawie, poza nieśmiałym spacerkiem z prezydentem, były tradycyjne już pochody czy też marsze. Z tradycyjnymi okrzykami, wyrywaniem płyt chodnikowych, ewentualnie szlakiem rasizmu polskiego. Tymczasem u nas, w Trójmieście – nie było marszów. Nie było pochodów. Były parady Dostrzegacie różnice? Parady pełne radości, uśmiechniętych ludzi i przebierańców. A w Gdyni dodatkowo bieg na 10 km, bo w sumie – czemu nie? Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, wymachujący flagami bez zadęcia. Ci biegnący dodatkowo dobrze zmęczeni, z potężnym zastrzykiem endorfin.

Myślę sobie, że to jest właśnie patriotyzm przyszłości. Nie smutne maszerowanie ze smętnie zwisającą flagą. Nie składanie wieńców, apele poległych czy rzucanie kostką brukową w siły prewencji. Nawet nie okrzyki „Polska dla Polaków” czy „Faszyzm nie przejdzie”. Ale właśnie uśmiech, życzliwość. Najprostszy dobry PR dla Polski i Polaków. Uśmiechanie się do ludzi na ulicy. Miłe siłowo dla sąsiada. Zagajenie rozmowy z pasażerem w tramwaju (ale nie o Smoleńsku, Tusku, Kaczyńskim czy aborcji). To właśnie uśmiechający się ludzie są dziś patriotami. Oraz ci, którzy, jak powiedział to Władysław Frasyniuk, zapierdalają w pracy. A nie ci, co chcą maszerować – nieważne, czy w rytm stukotu podkutych glanów czy szmeru Conversów.

Dlatego dajmy sobie wszyscy prace domową na najbliższy miesiąc – uśmiechamy się. Do ludzi na ulicy. Do ludzi w sklepie. Do ludzi w tramwaju. A nawet do zaczepiających nas świadków jehowy i panów „kierowniku-poratuj-złotóweczką-na-winko”. Choć za oknem jesień będzie bardziej jesienna, a politycy będą orbitować coraz wyżej.

A kto się nie uśmiecha, ten niech sobie maszeruje. Jak najdalej stąd.

  • jak możesz wątpić w to, że ja się uśmiecham! 🙂

  • Ha, jeszcze parę lat temu też testowałam ludzi uśmiechając się przez całą Długą – nieliczne starsze panie odpowiadały tym samym, czasem jakis chłopak, młodzi z reguły jednak patrzyli jak na wariatkę, jakbym się nie uśmiechała, a śmiała z nich. Ot, ludzka mentalność…

    Pozdrowienie dla tej kolezanki! 🙂

    • Koleżanka mam nadzieję zajrzy tu i sama zobaczy pozdrowienia. A Tobie życzę, aby Cię tacy przypadkowi ludzie na ulicy nie zniechęcali. Uśmiechaj się dalej do wszystkich po kolei. Jak wszyscy będziemy się uśmiechać, to może coś się zmieni?

  • ja nie wiem, ja tam się uśmiecham baardzo często, i jakoś mnie ludzie nie wytykają palcami 😉
    może na was krzywo patrzą, bo uśmiechacie się za rzadko? ;D

  • Pingback: Wywiń orła i puść pawia | Blog do czytania()