Jesteś bogiem? Nie, nie jesteś…

Kiedy w liceum moi koledzy machali rękoma i nucili coś o byciu bogiem i uświadamianiu tego sobie sobie, ja zastanawiałem się, czy bardziej rusza mnie „Kashmir”, czy „In my time of dying”. Gdy wreszcie uświadomiłem sobie, że jest to ten pierwszy z kawałków Led Zeppelin, mogłem spokojnie przyjrzeć się, co to za szum z tym całym hip – hopem i kim zacz jest ów Magik. Niestety, spóźniłem się – raper postanowił podążyć drogą Cobaina.

Na szczęście powstał film, przybliżający tę postać. Na nieszczęście – film pokazuje faceta, którego raczej nie chciałbym poznać.

Ze względu na liczne kontrowersje, dotyczące rozbieżności pomiędzy scenariuszem a tym, jak to było naprawdę, daruję sobie zastanawianie się, czy tak być mogło. Na początku filmu widzę oświadczenie, że historię oparto na faktach, co nie mówi mi kompletnie nic. Będę się więc odnosił do rzeczywistości przedstawionej w filmie – bo to właśnie ją sprzedają mi twórcy.

Historia trzech kolegów, którzy z niczego budują poważny zespół i odnoszą sukces, ma może kilka luk – ale to ponoć świadomy zabieg ze względu na duży okres, jaki obejmuje opowieść. Najważniejsze punkty widzimy wyraźnie. Jest charyzmatyczny bohater – Magik, który opuszcza swój stary zespół. Jest dwóch ludzi znikąd, którzy dołączają do niego. Jest przebijanie się do świadomości fanów, utarczki z producentami, dramaty życia rodzinnego i wreszcie sukces. Zniszczony przez brak szczęśliwego zakończenia – bo wyjście przez okno na dziewiątym piętrze trudno nazwać pokrzepieniem serca.

Magik to człowiek kompletnie oderwany od rzeczywistości. Początkowo sprawia wrażenie wiecznie upalonego, ale przy bliższym poznaniu okazuje się, ze sprawa jest poważniejsza. Facet ma niesamowity problem z sobą samym, stany lękowe i deficyt uwagi. Amerykanie mówią o takich „mentally challenged” – i nie jest to opinia na wyrost. Z takim frontmanem Paktofonika mogła być zakładem pracy chronionej. Przykład? Magik wyjmuje dysk twardy z nagranymi utworami, twierdząc, że to wszystko, co ma na świecie. Kilka chwil później nie jest w stanie go odnaleźć w kieszeniach – nie wiadomo: zgubił go? Zapomniał, gdzie schował? Strach się bać, czy kiedykolwiek Magik zajmował się sam swoim dzieckiem.

Na dodatek trudno dostrzec, aby to był głupek o gołębim sercu. Magik jest przekonany o swojej wielkości, wszem i wobec określa się jako artysta. Gdyby posługiwał się nieco bardziej parlamentarnym językiem, można by go określić jako asertywnego. Odpycha bliskich mu ludzi, aby potem do nich wracać. I odpychać ponownie. Z takim podejściem do świata prędzej czy później ktoś by go przez to okno wypchnął.

Pozostali członkowie zespołu nieco solidniej stąpają po ziemi, ale i tak sprawiają wrażenie, że sytuacja ich przerosła. Muzyka jest może dla nich wszystkim, ale nie dostrzegają, że poza nią jest też inny świat. Najlepszym przykładem jest ich stosunek do własnego producenta, którego traktują na równi ze świętym Mikołajem. Facet jest zwykłym ciułaczem biznesowym, który stara się zrobić interes życia na trzech talentach. Ale ta utalentowana młodzież wykorzystuje go na każdym kroku – do przeprowadzki, aby dostać telefony komórkowe czy co jakiś czas wiercąc mu dziurę w brzuchu o pieniądze.

Historia historią, ale tym, co ponoć decyduje o sile tego filmu jest tło. Klimat tamtej Polski, sprzed 12 lat. Niestety, w tych realiach nie można się odnaleźć, przez co jeszcze trudniej utożsamić się z bohaterem. Może już nie pamiętam tamtych czasów, a może u mnie to wyglądało inaczej. Bowiem akcja toczy się na Śląsku, a nie trzeba być wybitnym filmoznawcą, aby wiedzieć, jaki obraz śląskiej ziemi jest malowany w polskim kinie. Brud, bieda i powietrze, które można kroić nożem. Tutaj do kompletu dorzucono smutne blokowiska i ciemne kluby, co sprawia, że Śląsk jawi mi się jako polski Bronx albo inny Harlem. A skoro tak, to ja czuję, że mieszkam w trójmiejskim Miami i zupełnie nie rozumiem tamtych problemów.

Swoją drogą – poszczególne miasta inwestują w kręcenie u nich seriali telewizyjnych. Może dobrze, aby Katowice też skorzystały z tego narzędzia budowania wizerunku? Bo obecnie nie mam najmniejszej ochoty jechać na Śląsk, nawet, jeśli mi dopłacą. A podobno jest tam całkiem fajnie i to nieprawda, że kopalnie stoją w centrum miasta. Znajomy mi tak kiedyś powiedział, ale to chyba był żart, w filmach to inaczej wygląda.

Do samego filmu mam jeszcze dwie uwagi. Po pierwsze – na początku jeden z bohaterów jest narratorem, ale potem twórcy rezygnują z tego środka. Ciekawi mnie, dlaczego tak jest? Druga kwestia – już słyszałem w tramwaju “Jesteś bogiem” jako dzwonek komórki. Mam nadzieję, że to był jednorazowy wybryk, ale warto zachować czujność.

„Jesteś bogiem” to film poprawny, ale mnie nie porwał. Nie utożsamiłem się z Magikiem, nie ruszyła mnie jego tragiczna historia. Nie żyłem tą muzyką wtedy, nie będę się nią zachwycał teraz tylko ze względu na jeden film. A może po prostu nie trawię biografii. Krótko – poczekajcie, aż będzie na DVD razem z „Galą”.

  • może rzecz w tym, że nie potupałeś nigdy nóżką w rytmy paktofoniki?

    ja na ten film czekałam – odkąd usłyszałam, że się kręci.
    i mnie- po wieloma względami zachwycił.

    wydaje mi się, że przeoczyłeś kilka ważnych scen-
    fakt- że może zaczynając- chłopaki byli nieco życiowo nieogarnięci.
    ale jak była pokazana ich praca nad płytą- to nie było skrzyknięcie się 3 dresów pod blokiem,
    to byli ludzie z pomysłem- na wyrażenie siebie w muzyce- i ciężka nad tym praca.

    to, jak traktowali gustawa- moim zdaniem wynika nie z jakiegoś cwaniactwa- ale ze zwykłej ówczesnej niedojrzałości osobistej.

    i jak dla mnie- ten filmowy śląsk jest taki bardzo prawdziwy.
    mniej więcej właśnie w tamtym okresie- spędziłam tam trochę więcej czasu,
    nie twierdzę, że trójmiasto wypacza punkt widzenia, ale pewnych rzeczy nie da się wyobrazić.
    jak zamkniętych kopalni, biedaszybów, i całej tej otoczki.

    co do magika- odpychania i wracania- wydaje mi się, że to jak w tej scenie w markecie,
    że justyna widzi „coś”- my zaś widzimy niefortunne jakieś zrządzenie.
    choć fakt- scena z wózkiem zakupów- świadczy o oderwaniu magika od rzeczywistości.

    hm, to nie jest tak, że film jest tylko dla fanów, i że jak ktoś nie lubi paktofoniki,
    to nie zrozumie opowiedzianej historii.
    po prostu- moim zdaniem jesteś zbyt surowy i pominąłeś w ocenie cenne wątki- jak ten z pracą zespołu nad płytą.

    • No nie potupałem. Tu mnie masz.

      Nie neguję pracy chłopaków – ba, nie twierdzę, że to trzech dresów spod bloku. W filmie wyraźnie pokazano, że Magik miał już renomę, którą zdobył z Kalibrem. A więc to też nie jest tak, że chłopaki znikąd odnoszą sukces, tylko facet, który coś już osiągnął, postanowił zacząć jeszcze raz, ze zdolnymi ludźmi. Oczywiście, łatwo nie mieli, ale nie mówmy też, że życie rzucało im same kłody pod nogi. Ciężka praca uwieńczona sukcesem. Norma. Pomimo tego, że chłopaki byli niedojrzali, a charyzmatyczny lider mocno odklejony od rzeczywistości. Bardzo mocno. Jakoś trudno mi zrozumieć gościa, który nagrywa płytę, mówi, że to jest to, po czym wychodzi oknem.

      Dlatego nie kupuję historii, jaką opowiada mi film. Nawet, jeśli to była prawda – nie wejdę w tę bajkę. Nie zacznę żyć tym światem. Nie będę miał katharsis. I nie pomijam żadnych wątków – doceniam ich pracę. Doceniam pasję. No ale c’mon – to miał być ich sposób na życie. I nie mieli tu trudności. To nie był film o gościu bez nóg, który wchodzi na Everest. To był film o raperze, który zakłada – niespodzianka – zespół rapowy. I jego życiu – popapranym nie bez jego winy. Bo co jak co, ale żony kantem z roztrzepania nie puścił…

      A co do Śląska – nie mówię, że nie jest prawdziwy. Mówię, że nie mam ochoty jechać w miejsce, gdzie w centrum miasta stoją trzy kopalnie, z czego dwie zamknięte. Gdzie jest szaro i brudno. A jeśli jest inaczej – to przykro mi, ale nikt mi tego nie chce pokazać. Wiesz, ja też mogę powiedzieć, że nie da się wyobrazić zamkniętych stoczni i całej tej otoczki. Ale świat za moim oknem od końca komuny jest coraz bardziej kolorowy. A na Śląsku, według filmów, coraz bardziej ponury. Chyba za stary jestem, aby dobite filmy oglądać.