Jak wychowujesz swoje dziecko?

Gdy umiera dziecko, raczej nie słyszy się słów „i dobrze, i tak nic by z niego dobrego nie wyrosło”. Nawet jeśli jest to dzieciak z patologicznej rodziny, zatłuczony w pijackim szale przez rodziców, gdzie statystycznie była mała szansa na wyrwanie się ze złych kręgów – zawsze jest smutek. Po prostu żal dziecka.

Tak więc żal był wielki i powszechny, gdy dotarła do nas wiadomość o śmierci Dawida, najbardziej znanego niepełnosprawnego kibica ostatnich mistrzostw. Obejrzyjcie materiał poniżej.

Nie wiem, jak Wy, ale ja zwróciłem uwagę na jedno. Jak ten leżący chłopiec spytał „czy ja mam na czole napisane piknik?”, to nieco się zasmuciłem.

Niezorientowanym tłumaczę – „pikniki” to pogardliwe określenie kibiców niedzielnych. Przychodzących na mecz do sektora bez wielkiej oprawy. Cieszących się ze zwycięstwa, ale nie rzucających mięsem po przegranej. A w razie niepogody – kibicujących przed telewizorem. „Pikniki” nie noszą na co dzień barw klubowych, a czasem nawet na mecz przychodzą „w cywilu”. Wiem co mówię, sam byłem „piknikiem” w minionym sezonie.

Dawid, choć żył tylko czternaście lat, zdążył nauczyć się jakiejś formy pogardy dla drugiego człowieka. Nawet, jeśli robił to nieświadomie – może podłapał to podczas spotkań z kibicami, może przeczytał w jakimś piśmie. Wiedział tylko, że bycie piknikiem to coś złego.

Roztrząsanie, kto doprowadził do takiej sytuacji, jest teraz bezcelowe. Wiadomo, że matka była przy Dawidzie cały czas i robiła dla niego wszystko. Chciała, aby odszedł szczęśliwy i patrząc na jej heroizm nie można nie odczuwać do niej szacunku. Wiadomo, że chłopak był zapatrzony w piłkarzy środowisko kibiców jak w obraz – stąd prośba o race na pogrzebie. To mogło przyjść samo. A przy śmiertelnej chorobie są ważniejsze kwestie, niż zwracanie uwagi na jedno słowo.

Niemniej często takie przeoczenia widać u w pełni zdrowych dzieci. „Żyd”, „wieśniak”, „pedał” – wszystko rzucane jako obelga można usłyszeć z ust dzieci na podwórku. Wystarczy, że jedno z nich wie, że pewnej grupie należy się pogarda, a inne to podchwycą. Nie jestem ojcem, ale mam świadomość, jak wielką odpowiedzialnością jest wychowywanie dziecka. Ile trzeba włożyć pracy i jak ostrożnym trzeba być, aby wychować dobrego człowieka. Rozmawianie z dzieckiem, podsuwanie mu odpowiednich zabawek i lektur, a nawet zwykłe przebywanie razem – to wszystko przekłada się na późniejszy charakter i zasady. Gdy tak się nad tym zastanowić, wychowanie to olbrzymi projekt, który w innych warunkach przerósłby niejednego. Zastanawiam się, ilu rodziców ma tego świadomość?

Sprawa Dawida budzi mój żal. Żal, bo z taką wolą walki mógł osiągnąć wiele, gdyby nie choroba. Ten nastolatek (do spółki z trwająca u jego boku matką) może być przykładem nie tylko dla innych dzieciaków, ale też dla dorosłych. Wytrwałość, pogoda ducha, dojrzałość – to są cechy warte naśladowania. Szkoda, że dla wielu pozostanie jedynie wzruszającym, chorym nie-piknikiem.

Ale z drugiej może on chciał być zapamiętany jako wielki kibic? I może ucieszyłoby go, że jeden z sektorów na PGE Arenie może być nazwany jego imieniem. W każdym razie trzymam kciuki za powodzenie tego planu.

  • A moim zdaniem niepotrzebnie czepiasz się jednego słowa.
    Mało znam cała sprawę. Ale możliwe, że mówienie sprawiało mu kłopot i starał się w miarę możliwości używać skrótów myślowych.
    Zamiast wyjaśniać przez 5-10 minut swoje podejście, w odpowiedzi na głupie pytanie (banalne to za delikatne słowo) spłycił swoją wypowiedź do jednego słowa – piknik.

    Ja się cieszę, że chłopak miał cel w życiu. Bo multum dorosłych, starych ludzi nie mieli nawet jednego….

    • Niby tak – może chciał szybko przekazać swoje myśli. I użył pogardliwego określenia. Jasne, możemy to tak wytłumaczyć. Bardziej chodzi mi o to, że jest wiele zdrowych dzieci, bez problemów z mówieniem. I one też używają takich uproszczeń – bo tak szybciej, łatwiej.

      No i faktem jest, że skądś znał to słowo, wiedział, że jest ono negatywne i zastosował je w rozmowie jak najbardziej poprawnie.

      A za to, że udało mu się ów cel zrealizować – czapki z głów. Tak jak piszesz, wielu dorosłych nadal nie wie, o co im chodzi. Dawid wiedział.

      • ja tam staram się widzieć zawsze pozytywy.
        Dla Ciebie to słowo ma wydźwięk negatywny, pogardliwy… Dla mnie jest neutralne, tak jak niedzielni kierowcy… Mało ktoś praktykuje to trudno, ma przypinkę 😉

        • Jak to było w „Misiu” – chodzi o to, aby te plusy nie przesłoniły nam minusów:)

          A na poważnie – historia Dawida to jeden wielki plus. Sektor na PGE mu się po prostu należy, a jakby obok powstawała jakaś mała ulica, to czemu nie nazwać jej jego imieniem? Siła, upór, dojrzałość – wzór do naśladowania.

          Tylko to słowo uświadomiło mi, że skoro pogarda jakoś się do niego zakradła, pomimo matki czuwajacej obok 24/7, to wychowanie dziecka jest ogromnym zadaniem. Będę kiedyś ojcem i już ciężko mi sobie to wyobrazić – a co dopiero, jak będę musiał zakasać rękawy i wziąć się za wychowywanie?

          I jeszcze co do samego słowa „piknik”. Nie chodzi o to, jaki wydźwięk ma dla mnie to słowo, ale w jakim kontekście zostało użyte. To tak jak ze słowem „żyd”. Dla mnie zwykłe słowo. Ale wiem, kiedy ktoś używa go jako obelgi.