Profi – bo bicie kobiet jest zabawne!

Niektórzy nie widzą różnicy pomiędzy facetem, który poślizgnął się na skórce od banana, a kobietą, która nadziała się na pięść męża. Osiem razy. Poziom szczegółów różniących te dwa obrazki jest tak duży, że niektórzy odpuszczają sobie takie niuanse jak kontekst. Skoro śmieszy ich jedno, śmieszy ich drugie. Gdzie spotkać takich ludzi? Pewnie w marketingu firmy Profi.

Nie wiem, od jak dawna trwa ta kampania, ale ja dostrzegłem ją kilka dni temu. Skojarzenia z pamiętną akcją „Bo zupa była za słona…” są jednoznaczne. Tam kobieta dostawała w twarz, bo ugotowała niestrawną zupę. Tu podaje (bo gotować już nie potrafi) zupę przepyszną, za co dostaje kwiatka. Prawda, że pięknie?

Ponieważ nie żyjemy w kraju socjopatów, na plakat zareagowano słusznym oburzeniem. Nie trzeba było długo czekać, aby Pan B. Śliwka, Wiceprezes Zarządu ds. Handlu i Marketingu z firmy Profi zabrał głos i wystosował Pismo. W Piśmie czytamy m.in.

Pragnę w imieniu swoim, Zarządu i wszystkich pracowników jednoznacznie podkreślić, że nasza kampania z żaden zamierzony sposób nie chciała i nie miała nawiązywać do kampanii Niebieskiej Linii. Dlatego przepraszamy Wszystkich, którzy poczuli się dotknięci lub zaniepokojeni.

Jasne. Patrząc na plakat czułem po prostu, że coś tu jest bardzo źle. Ale czytanie tego listu mnie obraża. Od ładnych paru lat slogan „Bo zupa..” kojarzy się chyba tylko z kampanią Błękitnej Linii. Jeśli pan wiceprezes oraz twórcy tego plakatu nie mają takich skojarzeń, to powinni zapoznać się nieco z tym, jak zmienił się świat podczas ich hibernacji.

Ale załóżmy czysto teoretycznie, że faktycznie – osoby odpowiedzialne za marketing Profi skutecznie odgrodziły się od rzeczywistości wałami usypanymi z kokainy i basztami z Red Bulla. Jakie wnioski mamy wysnuć z tej reklamy?

Kwiatek dla kobiety tylko za coś, nigdy bez powodu. Najlepiej, jeśli nie spieprzy swojego obowiązku i coś dobrze ugotuje. Zupa smaczna – kwiatek. Zupa niesmaczna – kwiatka brak. Zupa za słona – mój mroczny umysł podpowiada „w pysk”, ale jastrzębie z Profi zapewne poszłyby w coś w stylu „rzut kaktusem”. Kilka tygodni takiej zabawy w Pawłowa, a kobieta z pewnością nauczy się, jak sprawiać przyjemność swojemu mężowi. Bo wiadomo – zadowolony mąż największym szczęściem niewiasty.

O wiele gorszą ewentualnością jest, że ktoś faktycznie odwoływał się do kampanii przeciwko przemocy. Oznaczałoby to, że na jakimś szczeblu marketingu w Profi (a najprawdopodobniej na wszystkich) pracuje kretyn, uznający lanie kobiet za sprawę zabawną. Coś, z czego można pożartować – bo skoro za słoną zupę się leje (a się leje), to za dobrą… bo ja wiem? Może kwiatek? Albo tego dnia leje się krócej? Jeszcze baba podziękuje.

Subtelność spadającej cegły. Do następnych reklam utrzymanych w tym klimacie mogą zatrudnić Katarzynę Figurę.

A skoro już temat aktorki wypłynął, to jeszcze jedna krótka dygresja. I nie, nie chodzi o to, że tłum wydaje wyroki po poznaniu wersji tylko jednej ze stron, choć dopuszcza w swojej mądrości to, że aktorka po prostu sobie zasłużyła. Chodzi mi o pomysł kampanii społecznej, jakim rzucił ceniony przeze mnie bloger Maciej Budzich.

Wymyślił mianowicie kampanię bazującą niejako na historii Figury. Znana kobieta przyznaje się do bycia ofiarą przemocy domowej. Opowiada w mediach swoją historię, jest przykładem dla innych kobiet, Pokazuje sposoby wyrwania się z toksycznego związku. A na sam koniec okazuje się, ze całość była ustawką, mającą zwrócić uwagę na problem przemocy domowej.

Nie tędy droga.

Gdyby zrobić coś takiego, pękłaby pewna bariera zaufania – ze niektóre informacje w mediach są prawdziwe. Jak potem odnieślibyśmy się do wyznania, że ktoś znany był w dzieciństwie molestowany? Albo że go okradziono? Albo że ma chorobę? Już teraz w podobnych przypadkach lud w swojej mądrości mówi „na biednego nie trafiło”, „sam tego chciał”, „nie on jeden, niech się nie żali publicznie”. Gdyby zrobić taką akcję, zapewne odgłosy bicia kobiety za ścianą wzięlibyśmy za jakiś flashmob.

Zaprawdę, marketingowcy wchodzą do piekła zaraz po prawnikach…

  • iw

    Dobrze, że o tym napisałeś!
    Mnie też oburzyła ta kampania, ale najwyraźniej znalazło się paru kretynów w zarządzie, którzy uznali ją za dobry żart. Przerażające, na czym ludzie próbuję zbijać kasę!
    Co do Katarzyny Figury – nie wiem, czy zauważyłeś, ale nasila się kampania Anty-Figurowa.
    Już jej historia nie jest taka jednoznaczna, już się pojawiają pytania, czy aby nie chodziło tylko o sprzedaż książki.
    I oczywiście jej opowieść najbardziej szkodzi jej dzieciom.
    Bo odważyła się publicznie nazwać po imieniu przemoc domową i przedstawić kata szerszej publiczności.
    Czekam na kolejne artykuły w szmatławcach, w których napiszą, że właściwie to dobrze, że jej się oberwało, bo zasłużyła, skoro dziećmi gra pod publiczkę!
    pozdrowienia, cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga 🙂
    iw

    • Też cieszę się, że tu trafiłaś:)

      Kampania Profi jest poniżej wszelkiego poziomu. Szkoda, że jej nie ściągają i nadal z plakatów szczerzy się do mnie kobieta szczęśliwa, że nie dostała w zęby.

      Co do Figury – odczucia mam ambiwalentne. Oczywiście, przemoc należy tępić, ale czy faktycznie trzeba było to robić publicznie? Zwykłe doniesienie na policję i rozwód z pewnością by wystarczyły. No i nadal znamy wersję tylko jednej strony, choć nie wierzę, że różni się ona od prawdy. A kampania anty-Figurowa to podobny trend jak z Peszek czy Figurskim. Po prostu my tu w internetach nie jesteśmy zbyt empatyczni.

  • Pingback: O mieszaniu zupy penisem | Blog do czytania()