Dobre gry – Gurk (Android)

Wyobraźnia to potęga. I to jej potrzeba – w dużych ilościach – podczas zabawy z grą, którą Wam dziś polecę. Dobrej zabawy, warto dodać. Aby frajda była jeszcze większa, autorzy zadbali, aby wystrzałowa grafika i realistyczne udźwiękowienie nie odrywały Was od przeżywania przygody. Powiedzieć, że oprawa jest minimalistyczna, to zdecydowana przesada – niewykluczone, że kółko i krzyżyk albo „Tysiąc panoramicznych” ma lepszą oprawę wizualna – o dźwiękowej nie wspominając.

Niemniej polecam Wam grę „Gurk”, bo niej mowa, bo mnie wciągnęła na dobre. I Was też wciągnie.

O co chodzi? Z fabułą tej gry jest jak z programem politycznym dowolnej polskiej partii – pewnie jest, ale nieznajomość całej historii nie przeszkadza w dobrej zabawie. Jedno, co wiadomo z pewnością, to istnienie drużyny – składającej się z rycerza, maga i łucznika. Ten ostatni – ani chybi – musi być elfem, a więc do kompletu brakuje jedynie krasnoluda, czterech hobbitów i jednego wyrobu jubilerskiego. Członkowie naszej drużyny zapewne wykrzykują hardo „masz mój łuk, masz mój topór, masz mój miecz” („to weź jeszcze moją starą!”) i potulnie pozwalają kierować sobą po dość rozległym świecie.

SnapPea screenshot20140526235820

A świat ten nie jest najbezpieczniejszym z możliwych. Co rusz nasi bohaterowie napotykają się na rozmaite paskudztwa – orki, trolle czy szkielety. To jest – grupki pikseli, które mają za zadanie symbolizować niebezpieczeństwo. Nasza trójka zaś walczy z nimi, dzięki czemu ma możliwość robić to, co w grach RPG najważniejsze – zdobywać kolejne poziomy, nowe bronie i możliwości ataku.

SnapPea screenshot20140526235813

I to wszystko. Serio. Nie ma żadnych dalszych poziomów, nie ma nowych światów do odkrycia, nie ma nowych stworów. Rozległe równiny, nieco lasu, niedostępne góry – rzeczywiście niedostępne, po tym terenie nasza trójka nie może chodzić. Jedno miasto, jedna wioska, jakieś podziemia, czyli charakterystyczny krajobraz fantasy. I jeszcze woda, równie niedostępna jak góry (w tym świecie nie słyszano o łódkach).

O tym, jak wygląda grafika, mogliście już wywnioskować, ale dla pewności podkreślę – młodzież mówi o tym „oldskul”. Windowsowy Saper oddaje więcej szczegółów na planszy. Ale te pokraczne piksele mają swój urok. Wiadomo, czego się spodziewać, a co bardziej sentymentalni przypomną sobie stare dzieje, gdy na swoim Atari odkrywali nowe światy. Brak wyraźnych linii gra nadrabia ubogą, ale użytą ze smakiem, paletą kolorów. Dość powiedzieć, że mag różni się rycerza, a góra od lasu. I – co najważniejsze – wraży ork od podłogi. To wystarczy, aby poruszać się po rozległych przestrzeniach, niszcząc wszelkie zło.

SnapPea screenshot20140526235905

Gdybym miał jednoznacznie ocenić udźwiękowienie gry, odpowiedziałbym dyplomatycznie – to zależy. Cykanie świerszczy, szum liści, szemranie strumyka – to wszystko możecie usłyszeć podczas rozgrywki. Podobnie jak silnik samochodu, młot pneumatyczny czy szum spłuczki. To zależy, gdzie będziecie grali. Niemniej spodziewać się dźwięku po grze mającej mniej niż 1MB to optymizm równoznaczny z opieraniem swojego planu emerytalnego o zdrapki z „Super Expressu”.

Dajcie „Gurk” szansę – nie mówię, że uznacie to za najlepszą grę, jaka zagościła na Waszym Androidzie. Nie twierdzę, że będziecie do niej wracać regularnie. Ale trochę czasu spędzicie zwiedzając krainę bez nazwy i szukając potworów, przedmiotów czy ukrytych lokalizacji (spoiler – nie ma żadnych).

Oczywiście – link do gry. A ja już kupiłem część drugą i będę grał, zabijał, wchodził na wyższe levele…