Notowanie pomysłów – jak robić to dobrze?

Po trzech latach od własnoręcznego stworzenia notatnika zapełniłem moim niewprawnym pismem ponad 150 stron. W związku z tym zacząłem się rozglądać za nowym notesem.

Wybór padł na dostępny w Empiku czarny notes marki Brunnen, format pomiędzy A6 a A7 (B7?) – kartki w kratkę, gumka do zamykania, uchwyt na długopis, zakładka i – dla mnie nowość – kieszonka z tyłu.

A przy okazji postanowiłem podzielić się moim doświadczeniem i dobrymi radami na temat korzystania z notatników.

Zacznijmy od podstaw – narzędzia. W czym notować? Polecam papierowe notatniki, najlepiej niewielkich rozmiarów:

· można je mieć zawsze przy sobie,

· w porównaniu do aplikacji na telefonach / tabletach notes uruchamia się błyskawicznie,

· pisanie jest szybkie, można też bez problemu rysować,

· długi czas działania bez ładowania baterii,

· format zapisu – ponadczasowy.

Jeśli nie możesz znaleźć w sklepach odpowiedniego notatnika, to znaczy, że źle szukasz. Sklepy papiernicze, Allegro – z pewnością znajdziesz coś dla siebie. Warto wydać nieco więcej na porządny produkt, który wytrzyma tortury w kieszeni czy plecaku. A do tego będzie estetycznie wyglądał. W ostateczności – można pokusić się o własnoręczne stworzenie notatnika.

Oczywiście, jeśli ktoś jest niesamowitym fanem elektroniki, może korzystać z niezliczonych aplikacji na smartfony. Dla mnie to nie jest najwygodniejsze, bo szybciej pisze długopisem niż na wyświetlonej, małej klawiaturze. Przechowywanie elektroniczne ma tylko jedną zaletę – wyszukiwanie. Ale i z tym na papierze można sobie poradzić.

Pamiętaj – gdy tylko wybierzesz lub zrobisz notatnik, podpisz go na pierwszej stronie i zostaw dane kontaktowe na wypadek zgubienia (wystarczy mail, ew. komórka). Nie chcesz chyba stracić swoich notatek bezpowrotnie?

Skoro już wiemy w czym notować, warto zastanowić się: jak notować? Jak zorganizować sobie notatnik, aby korzystanie z niego nie było sztuką dla sztuki ani męczarnią? Proponuję stary wynalazek, zwany spisem treści.

Najpierw ponumeruj strony – wystarczy, że ponumerujesz tylko nieparzyste. Spis treści umieść z tyłu – zaczynając od ostatniej strony. W ten sposób nie ograniczysz sobie z góry ilości wpisów. Każdy pomysł, jaki zapiszesz, odnotowuj w spisie treści. Jeżeli po jakimś czasie zechcesz rozbudować wpis, po prostu na końcu poprzedniego napisz, na której stronie jest ciąg dalszy, a rozwinięcie zacznij od odesłania do poprzedniej części. Dzięki temu wystarczy umieszczać w spisie treści tylko pierwszy wpis na dany temat, a dalej wyszukiwanie będzie proste.

Ale co zrobić, gdy masz kilkadziesiąt wpisów i samo przebijanie się przez spis treści jest czasochłonne? Ja stosuję kategorie. Każdy z zapisanych pomysłów przyporządkowuję do jednej z kilku kategorii (lub do paru równocześnie) – takich jak „pisanie”, „biznes” itp. W spisie treści, poza kolumną z nazwą wpisu i numerem strony, mam odpowiednią ilość kolumn dla każdej kategorii. Wystarczy tylko zaznaczyć w danej kolumnie kategorie wpisu i potem wyszukiwanie jest o wiele szybsze. Można też stosować kolory, ale to wymaga noszenie ze sobą zawsze pudełka kredek (albo przyporządkowywanie dopiero wieczorem, w domu).

Wiadomo już w czym i jak – pora odpowiedzieć na pytanie: co notować i po co?

Wszystko. Żeby nie uciekło.

Jako przykład podam historię pewnego pomysłu na biznes, którego nie zapisałem w notatniku, a jedynie nagrałem na komórkowy dyktafon. Przez co nie miałem go w moim spójnym systemie przechowywania idei. Był to niezwykle prosty pomysł na wyszukiwarkę przepisów kulinarnych, bazującą na składnikach – wpadłem na niego jakieś trzy, cztery lata temu. Gdy po jakimś czasie AntyWeb ogłosił konkurs na pomysł startupa, otworzyłem mój magiczny notatnik i wpisałem pierwszy, który wydał mi się odpowiednim – aplikacja dla kolekcjonerów. Pomysł spodobał się, przeszedł pierwsze sito eliminacji, ale odpadł w głosowaniu internautów. Natomiast wygrał pomysł kogoś innego… wyszukiwarka przepisów bazująca na podanych składnikach. Do dziś nie wiem, czy – gdybym miał ten pomysł w notatniku – wpisałbym go do konkursu, a tym samym wygrał go i był dziś współwłaścicielem świetnego serwisu.

Warto się zastanowić, czy w notatniku będą tylko te świetne, błyskotliwe pomysły na nowy scenariusz i zbawienie świata, czy tez może zwykłe listy zakupów i zadania do zrobienia. To już zależy od tego, jak notes będzie używany, jak często przeglądany. Dobrze jest bowiem w miarę często wracać do zapisanych pomysłów. Dzięki temu odświeżają się w pamięci, można je ocenić z perspektywy czasu. Może wpis sprzed roku zainspiruje do działania. A może podsunie nowy pomysł. Grunt, aby nie zapisywać tylko dla samego zapisywania.

Notatnik (papierowy czy elektroniczny, bez znaczenia) powinien być jedynym, w pełni spójnym i sprawnie działającym systemem przechowywania pomysłów. Dlatego wszelkie notatki na serwetkach, nagrania na dyktafonach i supełki na chusteczkach do nosa należy jak najszybciej przenosić na papier. Bo im dłużej z tym się zwleka, tym bardziej pomysł ucieka. Serwetki trafią do kosza, nagranie skasuje się w magiczny sposób, ludzka pamięć też zawodzi.

A notatnik jest niezawodny.

A Wy – korzystacie z notatników? Macie jakieś dobre rady dotyczące wyboru notatnika bądź robienia wpisów? Podzielcie się nimi w komentarzach!

FotoŁ Jacob Gube / CC BY 2.0

  • Joanna

    Zdecydowanie podpiszę się pod gumką do zamykania 🙂 I notesik wtedy pełni też funkcję przechowywania drobnych bieżących dokumentów (świeżo otrzymana wizytówka, RMUA, kupon totolotka, „świstek” do odbioru tego, czy tamtego). Polecam zdecydowanie okresową weryfikację zawartości! 🙂

    • To po to w moim notesie jest kieszonka z tyłu! I wszystko jasne:) A przechowywać luzem chyba bym nie chciał – przy każdym otwarciu te wszystkie papiery wysypywałyby się na podłogę:)

  • weronkaka

    to chyba oczywiste, że w tym miejscu pochwalę moleskine’a. właśnie za gumkę, kieszonkę, i ogólną kieszonkowość 😀

    wcześniej – był notesik kubusia puchatka, ale musiałam do niego dorobić okładkę, oczywiście z gumką. 😉

    a całe lata świetlne wcześniej był kalendarz akademicki, jaki dostawaliśmy na studiach, i zyskiwał na objętości, przez niezliczoną ilość karteczek- wtedy odkryłam patent gumkowy 😉

    • Czekałem na Twoją pochwałę moleskine’a. Nadal nie wiem, co jest w nim takiego fajnego, co uzasadniałoby cenę? Wygląda na gadżet dla hipstera… Ewentualnie przyjąłbym w prezencie wersję z klockiem Lego.

      • weronkaka

        brunneny nie są też najtańsze. mnie się podoba uniwersalność moleskine’a, różnorodność- są nawet moleskiny do zapisków muzyzcznych z 5 linią.
        imho- moleskine to taka klasyka gatunku. tak jak w jogobelli są najlepsze jagody z naturalnych 😉

  • Dzisiaj tu trafiłem z wywiadu w wyborczej, no i blog naprawdę ciekawy!
    Sporo trafnych komentarzy do rzeczywistości no i ten fragment o pomyśle na wyszukiwarkę przepisów mnie kupił totalnie…Właśnie podobny zapisałem w swoim notesie dokładnie miesiąc temu! Ciekawe jak temu gościowi poszło, co wygrał ten grant 🙂 Nie mogę nic dobrego znaleźć w necie, więc może szansa wciąż przed nami? 😉

    Pozdrawiam
    Fabian

    • Witam:)
      Takich pomysłów było kilka i jeśli nie wypaliły, to musi być po temu ważny powód. Mam nawet kilka teorii, ale zostawię je dla siebie. Niemniej sytuacja z tą wyszukiwarką nauczyła mnie, że lepiej zapisać kompletną bzdurę, niż nie zapisać genialnego pomysłu.

  • Pingback: Wpół do weekendu #22 – bo czasem weny brak… – MrCichy()