Ty i ja żyjemy w przyszłości – lubisz to?

Wyobraźcie sobie, że aby dotrzeć do tego wpisu, nie musieliście nigdzie klikać – wystarczyło normalnie porozmawiać z komputerem. Wyobraźcie sobie, że na Waszych telefonach nie ma żadnych rys, bo wykonano je z samonaprawiającego się plastiku.

A teraz wyobraź sobie, że to wszystko przydarzy Ci się przed końcem tej dekady. Brzmi nieźle, prawda? A to dopiero początek.

Kilkanaście dni temu małym hitem sieci (czyli takim, o którym za kilka dni nikt nie będzie pamiętał – bo Plichta i Waśniewska) byłą ikonografika przedstawiająca, jak może wyglądać rozwój ludzkości. Przyznaję, że schemat jest dość obiecujący (kliknij, aby zobaczyć większy obrazek – z gazeta.pl).

Do następnych igrzysk olimpijskich (letnich, oczywiście) mamy żyć w zupełnie innym świecie. Cybernetyczne wojny będą się przetaczać po sieci 4G, komputery będą rozumiały naszą mowę, a my będziemy drukować tkanki i latać w kosmos dla frajdy. A potem będzie już tylko lepiej. Sztuczna krew, rządzenie pogodą, mięso z probówki czy ekrany wbudowane w siatkówkę oka – to wszystko jeszcze za naszego życia.

A potem, za jakieś 30 lat (taki zakres ma powyższa prognoza) nastąpi Osobliwość i nastanie raj. To własnie z myślą o nadchodzącym przełomie Ray Kurzweil odżywia się zdrowo, i to samo radzi innym w książce “Live long enough to live forever”. Piękne hasło, przyznacie? To właśnie my mamy możliwość być pierwszym nieśmiertelnym pokoleniem. Bogom będziemy równi.

OK, a teraz na poważnie.

Perspektywa 30 lat wydała mi się znajoma, dlatego rzuciłem się do szafy i na samym jej dnie, pomiędzy pamiątkami z Narnii, znalazłem to.

To strona numeru “Wiedzy i Życia” z 1993 roku. Dla dodania perspektywy – w 1993 premierę miały “Park jurajski”, “Lista Schindlera” i “Ścigany”. Kurczę, od 1993 do 2012 upłynęło więcej czasu niż od końca wojny w Wietnamie do 1993 roku…  Mówiąc krótko – ten skrawek papieru ma dość lat, aby nikt normalny nie pamiętał już o tym wszystkim. Ale ja zapamiętałem i zachowałem go – właśnie na taką okazję.

Dla tych z Was, którym nie chce się czytać ze zdjęcia – powyższa lista powstała na zlecenie japońskiego Ministerstwa Nauki. Japończycy twardo stąpają po ziemi (choć ich programy telewizyjne zdają się temu przeczyć) i ich zdaniem to wszystko było (i nadal jest) w naszym zasięgu. A więc:

  • od 11 lat powinniśmy mieć trójwymiarową telewizję bez specjalnych okularów (telewizory z okularami od kilku lat królują w sklepach),
  • od 9 lat magma miała być źródłem energii (brzmi super, trzeba przyznać),
  • 7 lat temu miała powstać sztuczna krew (wtedy ujawnią się wampiry czy jakoś tak),
  • od 6 lat mieliśmy mieć możliwość wyleczenia AIDS,
  • w minionym roku mieliśmy zacząć leczyć Alzheimera,
  • w tym roku powiążemy istoty żywe i komputery (które już od dwóch lat powinny móc samodzielnie produkować teksty… czytając komentarze w sieci zaczynam w to wierzyć),
  • za rok wyleczymy wszelkie nowotwory, za 6 lat pospacerujemy na marsie, za 7 lat dostaniemy sztuczne oczy…

Brzmi pięknie, prawda? Zestawiając to z najnowszą prognozą, widać drobne poprawki. Sztuczna krew dopiero w 2017, sztuczna siatkówka w 2034 – podobnie jak misja na Marsa. Widać też zmiany, jakie przyniosła przyszłość, w której żyjemy – 19 lat temu nikt nie rozważał wojen cybernetycznych czy sieci 4G. Wtedy ludzie wierzyli, że w XXI wieku dostaniemy latające auta, a za porno się płaciło. Serio.

Zestawiając stare wróżby z nowymi, dochodzę do dwóch wniosków, niekoniecznie wesołych. Po pierwsze – całe to prognozowanie opiera się prawdopodobnie na fusach z kawy i szklanej kuli. Nie należy się przywiązywać do tego typu zestawień, ani emocjonować nimi. Świat jutro może zaskoczyć nas czymś kompletnie nowym, co pchnie cały rozwój ludzkości w inną stronę, niżbyśmy sobie tego życzyli. Dlatego czytacie te słowa w sieci, może na telefonie komórkowym, a nie w gazecie na tylnym siedzeniu latającej taksówki.

Pod drugie – i znacznie ważniejsze – oba te zestawienia są niepełne. Nie mówią o tym, co dostaniemy w 2015.

Mattel, masz trzy lata.

  • weronkaka

    nie no, ja wiem, że wszyscy się emocjonują marsem i spacerami.
    ale- wystarczy popatrzeć- jak krok po kroku wszystko się zmienia- i jak zaczynamy naprawdę żyć w przyszłości.

    ja zawsze- w takich sytuacjach wspominam dziadka ejścika, który zaczynał od mieszkania na wsi, w chacie pod strzechą ( i to dosłownie), gdy nawet nauczył się w pewnym momencie odbierać komórkę, i korzystać z bankomatu.

    pomyśl, ile się zmieniło chociażby od naszego dzieciństwa (mówię ze swojej perspektywy, po starszeństwie ;-))) – i kolorowe telewizory, i telefony komórkowe.
    Gdy kiedyś szczytem wypasu bylo posiadania na kwadracie aparatu z tarczą do wykręcania numeru- a teraz są telefony przenośne. albo filmy na płytach dvd-a nie na kasetach video, itd, itd.

    pomijając kwestię marsa- my przecież naprawdę żyjemy w takiej przyszłości, która kiedyś była bardzo sajns fikszyn. z naciskiem na fikszyn.

    • Jak sobie czasem uświadomię, że żyję w przyszłości, to głowa mi pęka. A jest to przyszłość niesamowita – ja po prostu uwielbiam XXI wiek. Ostatnio musiałem trafić w jedno miejsce: wpisałem adres w telefonie, a on znalazł trasę, przemówił do mnie, poprowadził jak po sznurku, a na samym końcu pokazał zdjęcie bloku, do którego miałem trafić.

      Nie myśl sobie, że taki ze mnie młodziak – ja też zaczynałem z czarno – białym telewizorem. Bez telefonu. Kurczę, sieci chyba też wtedy nie było:)

      • weronkaka

        co nie zmienia faktu, że mnie się powinieneś słuchać po starszeństwie 😉

        • Bo starszych trzeba słuchać? Dobry punkt wyjścia do wpisu na blogu:)

  • Pingback: Pisanie na fejsie też wymaga myślenia | MrCichy()

  • Pingback: Z życia wzięte: przyszłość – MrCichy()