Gniew ludu

Weekendowe serwisy przyniosły informację o grupie turystów, którzy w górach wezwali śmigłowiec TOPR w charakterze taksówki. Nie trzeba być wybitnym znawcą polskiego internetu, aby wiedzieć, jak mogą wyglądać komentarze pod tekstem.

Lud zawrzał słusznym gniewem i domaga się głów. Obciążenia kosztami – i to jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Oczywiście po dokładnym rozpoznaniu całej sprawy – czyli czy faktycznie turyści owi mieli zamiar wezwać sobie tylko podniebną taksówkę, czy może podejrzewali, że musi interweniować pogotowie. Życzę powodzenia w dochodzeniu do prawdy.

Ale dalej żądania ludu są ciekawe. Przede wszystkim – publikacja danych. Nie wiem, co to ma na celu? Przecież twarze (i nazwiska) wzywających zamażą się w pamięci ludowej w ciągu tygodnia, przykryte twarzami kolejnej matki zabijającej swoje dziecko albo bankiera, przyłapanego na budowie piramidy finansowej. Co ludowi da publikacja wizerunku? Ręki lud nie poda? Biznesu lud ze sprawcą nie zrobi? A jeśli sprawca jest jedynym piekarzem w swojej wiosce – to lud solidarnie zacznie głodować? Tylko dlatego, że – skądinąd świetny – piekarz spanikował w górach i okazał się bucem? I jeszcze ukarze wszystkich pomocników piekarskich, których ów buc zatrudnia…

Dziw bierze, że nie zażądał lud krwi, jak to ma w zwyczaju, gdy jakiś pies padnie uwiązany w lesie. W takich wypadkach lud domaga się rozszarpania sprawcy końmi na rynku… Gdzie tam końmi! Lud sam, własnoręcznie, rozerwie dręczyciela na strzępy, a resztki spali i rozsypie na wietrze. I nikogo nie zastanawia, że tak zachowując się, przestaje być człowiekiem, a zbliża się nawet nie do owego dręczyciela, ale właśnie do zwierzęcia, które ów dręczyciel zamęczył.

Oczywiście, to są internety – tu każdy jest w gębie mocny. Katów mamy na pęczki, ale roboty nie ma komu wykonać. Każdy zakrzyknie “dajcie go nam”, ale co potem? Dlatego dobrze może, że lud chce tylko pokrycia kosztów i publikacji danych. Oczywiście lud będzie się od tej pory sam zachowywał przykładnie – przestanie przekraczać prędkość, jeździć na gapę, zacznie regularnie płacić rachunki. Jak tak sobie pomyślę, to może to być dobrze, że owi turyści wezwali bezzasadnie ten śmigłowiec – tyle ludzi zacznie przez to żyć porządnie! Nie wezwą śmigłowca, bo może ktoś go potrzebuje. Nie będą pędzić na złamanie karku, bo może ktoś im wejdzie na kolizyjny. Nie będą zwlekać z zapłatą, bo przecież może z tej zapłaty pracownik firmy, której płacimy, wykupi lekarstwa…

Spotkałem się jednak z kilkoma ostrymi wypowiedziami, w stylu “aby do tego cwaniaczka nie przyjechała karetka, gdy będzie jej potrzebował”. No cóż, drogi przedstawicielu ludu – życzę Ci zatem, abyś w tej konkretnej sytuacji to Ty musiał ową karetkę wzywać.

  • weronkaka

    ty jak już pojedziesz z komciami i wnioskami… 😉
    dodam, że ja nie jeżdżę na gapę od zawsze.
    i niestety nie mam litości ani sympatii dla gapowiczów, uważam, że to poniżej wszelkiej krytyki jest.

    i choć nie ogarniam potrzeby ujawniania danych- to uważam, że jeśli faktycznie wezwali topr bezzasadnie- to powinni za to zapłacić.

    • Oczywiście, że powinni zapłacić za akcję i koszty ustalenia powodów wezwania (o ile są winni bezzasadnego wezwania, podkreślam). Cała reszta to żądza krwi i sensacji, charakterystyczna dla ludzi bez własnego życia.

      Aczkolwiek znalazłem też dość przewrotne opinie, broniące nawet bezzasadnego wezwania. Otóż jeżeli państwo turystwo podejrzewało tylko, że coś jest nie halo z jednym z nich, to mieli pełne prawo wezwać karetkę powietrzną. A skoro karetka przyleciała i chciała wziąć turystę z podejrzeniem choroby, to nie powinna zostawiać reszty na stoku – bo jakże to, babcia może zejdzie w szpitalu, a rodziny nie będzie u jej boku, bo się do helikoptera nie zmieściła? Ciekawy punkt widzenia, przyznaję… Po takiej wolcie umysłowej jedynym rozwiązaniem jest wariograf dla całej rodzinki.

      A wniosek podstawowy jest jeden – góry nie są dla wszystkich. I im wcześniej to do wszystkich dotrze, tym lepiej.

      • weronkaka

        morze też nie jest dla wszystkich. i jeziora też nie 😉
        napatrzyłam się na różne sytuacje na mazurach w wykonaniu hanysów jako żeglarzy- i to raczej nie jest im pisane 😉