Podsumowanie tygodnia XII – tego, w którym wszystko się skończyło

No i pozamiatane. Jeszcze przed tygodniem cieszyłem się z początku mistrzostw, ze świetnej formy naszych “orzełków”… Nie minął tydzień, a można swobodnie zaśpiewać jeden z naszych hymnów rezerwowych. Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało.

Ale – jak zwykle – warto przyjrzeć się całości po kolei. Tydzień rozpoczął się bitwą z Rosjanami. Pokojowo stojący na chodniku polscy patrioci zostali zdradziecko zaatakowani przez maszerujących kibiców rosyjskich. Oczywiście nieprzychylne media polskojęzyczne jak zwykle chciały zwalić winę na polskich patriotów – a źródeł agresji dopatrywały się choćby w okładce “Newsweeka”, gdzie Franciszka Smudę ustylizowano na Marszałka. Tak jak rzadko popieram słowa redaktora Lisa, tak tu muszę się z nim zgodzić. Zakładanie, że kibole czytają “Newsweeka” jest bardzo ryzykowne. Co nie zmienia faktu, że tabloidyzacja mediów postępuje i po okładce z Antonim – Arabem ta też była obliczona na tani efekt.

Ale wróćmy do bijatyki. Widać wielu osobom przypadła ona do gustu, bo doradca Putina, niejaki Fiedotow, zaproponował, aby reprezentacja Polski i Rosji co roku, 12 czerwca, rozgrywały mecz towarzyski. Ot, tak, dla upamiętnienia. Za sam pomysł pana doradcę należy pochwalić – oraz spytać, jak udało mu się podróżować pomiędzy światami równoległymi.

A po bitwie (którą niewątpliwie wygraliśmy, inaczej być nie mogło), zaczął się mecz. Na meczu objawiła się dziewoja niepośledniej urody, prezentując to, co miała pod koszulką. Czyli drugą koszulkę z napisem “Zamach w Smoleńsku”. Szybkie i wnikliwie śledztwo wykazało, że pannicą ową jest niejaka Ally, prawicowa blogerka. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam Wam – to, co w moim poprzednim życiu przezywałem z feministkami i “prawicowcami” z bloga, którego nazwy nie wymienię, to małe miki w porównaniu z tym, co wypisuje ta kobieta. Tak zwany LOLcontent płynie tu wartkim strumieniem i może kiedyś, jak czas pozwoli, a weny zabraknie, spiszę co smaczniejsze fragmenty z jej bloga – z moim komentarzem. Ot, takie pójście na łatwiznę.

Mecz oczywiście taktycznie zremisowaliśmy, ale było ciężko – bo pierwszą bramkę strzelili ONI. Nie wiadomo, czy coś zamgliło naszego bramkarza, czy może to był ładunek izowolumetryczny (trudne słowo) – grunt, że z gardeł milionów Polaków wyrwał się jęk zawodu. A z rąk pewnego pana w Sosnowcu wyrwał się telewizor i spadł na ulicę. Trzy piętra w dół. Oczywiście powstały teorie, jakoby pan cisnął odbiornikiem w złości, ale osobiście stawiam na to, że pan po prostu chciał się podzielić swoim obrazem Full HD z całym osiedlem. I tylko jakoś mu się telewizor wymsknął… Nie od dziś wiadomo, że ludziom w Sosnowcu po prostu wszystko może lecieć z rąk.

Tydzień zamknął się przegranym meczem z Czechami. O dziwo, zamiast w odwecie odebrać im nasze Zaolzie, zaczęliśmy być dla nich mili, kibicować im… Piłka zmienia ludzi. Zresztą – przegrana z Krecikiem i spółką nie boli tak bardzo. A dlaczego? Bo – najważniejsze – Rosjanie też odpadli z turnieju! To jest dopiero powód do świętowania, nieprawdaż?

Aby nie być monotematycznym, krótka zbiórka wiadomości niesportowych z tygodnia. Po pierwsze – PiS nadal działa. Co ciekawsze – niejaka Solidarna Polska też działa. Ci pierwsi wystąpili z odważnym ultimatum pod adresem tych drugich – “namawiając” do powrotu we własne szeregi. Ci drudzy zapewne coś zrobili w odpowiedzi, ale niezbyt wiadomo co, bo partią Zbigniewa nikt się nie interesuje. W swojej niszowości Solidarna Polska osiąga poziom politycznego hipsterstwa zastrzeżony do tej pory tylko dla UPR. A apele do SP mogą przynieść skutek porównywalny z apelowaniem do mężczyzn, aby siusiali na siedząco. Co, nawiasem mówiąc, ma miejsce w Szwecji. Ale to jest inny krąg kulturowy, więc nie oceniam.

Wiedzieliście, że Watykan miał swojego własnego hakera? Bo miał – ale haker wziął i zniknął. Wieści zza Spiżowej Bramy coraz bardziej przypominają urywki z Dana Browna.

Aresztowano Korę, bo do jej psa przyszła paczka z narkotykami. Tego nie ma jak komentować.

No i najważniejsza wiadomość spoza kręgu piłki kopanej. Sławomir Petelicki popełnił samobójstwo. Oczywiście prawicowa cześć sieci wie lepiej, co się stało.

  • Verónica

    przyznam się, że nie znam blogerki ally… ale i feministek unikam jak ognia 😉

    • Do czasu akcji z koszulką – też jej nie znałem. I chyba nie chcę poznać bliżej.