Podsumowanie tygodnia VIII – tego z jeżem

Poprzedni tydzień był na tyle wstrząsający, że minione siedem dni nadal odczuwaliśmy wstrząsy wtórne. Fale głupoty, rozchodzące się w społeczeństwie, nie wywracały może domów ani nie zwoływały związkowców pod budynki publiczne, ale kilka klepek poprzestawiały. Na szczęście w zestawieniu z obłędem poprzedniego zestawienia trudno wskazać coś, co przykuwałoby uwagę na dłużej

Zacznę od przykładu z własnego podwórka. Hasło „Lenin wiecznie żywy” w Gdańsku potraktowano dosłownie i nazwisko wodza rewolucji wróciło na bramę stoczniową. W rzeczywistości zaś Włodzimierz wrócił na dwie bramy, ale ta druga to tylko dekoracja dla nowego filmu Andrzeja Wajdy. Pierwsza natomiast ma być symbolem, pamiątka, pomnikiem wręcz. Niestety, podobnie jak w przypadku budowanego obok bramy Europejskiego Centrum Solidarności, zabrakło dobrej komunikacji i odpowiedniego PR. O ile jednak na ECS mieszkańcy tylko kręcą nosem (i to tylko ci, którzy najchętniej wszędzie zrobiliby ulice), o tyle do Lenina pofatygowała się spora grupka zorganizowanej chuliganerii. Uzbrojeni w jajka i farbę bojownicy obrzucili napis, przyniesiony przez nich portret Lenina, a przy okazji portrety prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, Stefana Niesiołowskiego i Lecha Wałęsy. Ot, taka rozrywka. Rzekłbym – jajcarze.

Dlaczego dostali Lenin i Adamowicz – to chyba oczywiste. Niesiołowskiemu oberwało się za incydent z poprzedniego tygodnia, gdy nie mogąc wyrwać się z oblężenia Sejmu, postanowił nieco poprzepychać się z jedną dziennikarką. Albo ona postanowiła poprzepychać się z nim. Że pan profesor entomologii zachował się niegodnie, ale sama dziennikarka też poszła na łatwiznę – sprowokować Niesiołowskiego jest równie łatwo, co odebrać dziecku lizaka. I do obu tych czynności trzeba być na podobnym poziomie.

Dlaczego jednak ci mordercy kur nienarodzonych upatrzyli sobie za cel Wałęsę? Znowu o motorówkę im poszło?

W minionym tygodniu Lech Wałęsa postanowił ostro zagrać o nieoficjalne wyróżnienie „Wesołego gaduły”. Oto komentując wydarzenia minionego tygodnia i związkową zabawę w kółko graniaste wystrzelił, że on, na miejscu Tuska, kazałby spałować całą tę bandę. Z Dudą (niezorientowanym tłumaczę – obecny szef „Solidarności”) na czele. To ci dopiero dictum! Zapomniał wół, jak cielęciem był – i gdzie stał Wałęsa, a gdzie stało ZOMO. Widać pan prezydent musi poważnie odpocząć – wypadek syna, szokująca książka małżonki, to może nadszarpnąć nerwy każdego. Z drugiej strony – mógł zabić. Podobało mi się też w tej wypowiedzi stwierdzenie “władzę trzeba szanować”. Miło usłyszeć to z ust człowieka, który kiedyś krzyknął, że “durnia mamy za prezydenta”, a na swojego demokratycznie wybranego następcę obraził się na dziesięć lat.

Ale sam Duda postanowił nie dawać tak łatwo zwyciężyć swojemu wielkiemu poprzednikowi. Przewodniczący był wyraźnie zniesmaczony pojękiwaniem niektórych posłów na blokadę, którzy – miast niczym Augustyn Kordecki trwać za murami – postanowili opuścić Sejm w poprzedni piątek. Oczywiście próba przedarcia się zakończyła się klęską (bo jak głupi szli górą, zamiast starą, warszawską metodą wybrać kanały), a jeden z nich nawet oberwał od związkowców kijem. I tu do mikrofonu dobiera się sam pan Duda, który prostuje – że i owszem, poseł dostał, ale nie kijem, a listewką do mocowania pomidorów (widać papryki nie są już w modzie). A gdyby ktoś nie wiedział, że cios taką listewką można wręcz zaliczyć do pieszczot, przewodniczący Duda dodaje, że to wstyd zgłaszać coś takiego władzom. Ha! Logika, jaką w poprzednim podsumowaniu zaprezentował redaktor Żakowski, na dobre przyjęła się wśród ludu medialnego. To już wiecie, co robić – zaopatrzyć się w stosowne listewki i przewodniczącego Dudę, gdy tylko wejdzie w pole rażenia, smagajcie ku uciesze gawiedzi. Nie zgłosi pobicia, ma chyba choć trochę wstydu.

Tak więc wyróżnienie „Wesołego gaduły” trafia ex aequo do obu przewodniczących „S” – pierwszego i (póki co) ostatniego. Za to, że ich wypowiedzi niczym most łączą dwa brzegi tej samej rwącej rzeki.

Nagroda pocieszenia trafia do śledczego Antoniego – za odkrycie, że to jednak był dynamit. A konkretnie: dwa ładunki dynamitu. Które – niczym królik w kapeluszu prestidigitatora – pojawiły się na pokładzie samolotu, choć przy starcie ich nie było. Tadaaam! To dopiero zwrot akcji. Śledczemu Antoniemu możemy tylko zasugerować, aby ekspertów od wypadków lotniczych nie szukał na Gumtree, a analiz nie kupował na Allegro.

OK, porzućmy politykę, bo poza nią też się dzieje. Fale obłędu rozchodzą się i sprawiają, że niektórzy kompletnie gubią się, niczym dzieci we mgle. Dwa przykłady z brzegu:

  • Jedna maturzystka, która zapragnęła zdawać egzamin z WOS, otrzymała arkusz z fizyki. Nie przelękła się jednak, ale zaczęła spokojnie rozwiązywać zadania – nie zgłaszając tego nikomu z komisji. Oczywiście oblała, ale należy docenić wysoki poziom samodzielności i umiejętność radzenia sobie w stresującej sytuacji. Rynek pracy tego szuka
  • Jeden zakonnik, dyrektor popularnej w pewnych kręgach rozgłośni radiowej, zapomniał o swoim dotychczasowym eurosceptycyzmie. Dla obrony własnej telewizji gotów jest pertraktować z brukselskim diabłem i rozpisać ogólnoeuropejskie referendum. Czyli jakiś portugalski chłop ma się wypowiedzieć w temacie tego, co ma u nas w telewizji lecieć…

W sumie ów zakonnik niepotrzebnie pcha się na platformę cyfrową. Powinien raczej zainteresować się pozostałymi częstotliwościami analogowymi. Mądrzy ludzie na świecie już wiedzą, że można owe porzucone pasma wykorzystać do komunikacji pomiędzy maszynami. I to jest wielka szansa dla toruńskiego ojca – owszem, jest to początek Skynetu. Ale czy nie mógłby się on nazywać Skynet Maryja?

Fale obłędu dotarły nawet poza granice naszej ojczyzny – na Sycylii zatrudniono 30 (słownie: trzydziestu) urzędników do przenoszenia dokumentów. Pomiędzy pokojami. Parterowego budynku. Przy dominującej komunikacji internetowej. Narzekającym na rozrost biurokracji w Polsce ową wiadomość podrzucam ku przestrodze – może być gorzej.

I na koniec nasz ulubiony kącik chrononauty. Tym razem pochylmy się nad przypadkiem mieszkańców małej wioski, którzy postanowili obronić przybyłego z przeszłości obywatela. Człowiek ów, widocznie posługując się logiką swoich czasów, nie przywykł do obecności Cygana Roma w miasteczku. Dlatego postanowił przywrócić normalność. Za pomocą kuszy. Jeden bełt w romskiej głowie później przybysz z przeszłości mógł już rozkoszować się pięknem dnia. Na dodatek wszystko to jest zgodne z postanowieniami Soboru Laterańskiego II, który zakazał używania kuszy tylko przeciwko praworządnym chrześcijanom. A Rom to z pewnością Saracen.

A, zapomniałbym – przecież w tytule wpisu wspomniałem o jeżu. O jakiego jeża chodzi? Chyba nie o mięsnego? Otóż uspokajam – chodzi o jeża komunijnego. Konkretnie – jeża pigmejskiego, który jest ponoć hitem tegorocznych Pierwszych Komunii. I to nie w formie pieczonej podczas tego mini-wesela, ale jako żywy prezent. Na bok rowery, precz zegarki, dzieciaki ciskają w kąt laptopy i plejstejszony, bo oto nadeszła era jeża.

Ciekawe tylko, co będzie, gdy takie dziecko nie będzie mogło na jeżu zainstalować żadnej gry?

Zdjęcia jeży:

  • Vero!

    słyszałam o tym jeżu komunijnym. w sumie szkoda zwierzątka.
    ale z drugiej zaś strony- znaleźć obecnie prezent komunijny, dodam jeszcze, że gustowny, to nie hop siup.
    bo jak wiadomo, ipoda przynosi ubogi krewny.

    ale jak to szło- że takie będą losy rzeczypospolitej, jakie młodzieży chowanie.
    po ostatnim pogrążeniu się w czeluściach jutuba jeszcze się nie podniosłam.
    los przykłados numeros unos: http://www.youtube.com/watch?v=MZ9D0jBRIiI
    albo: http://www.youtube.com/watch?v=ED9ehkrCS6E
    kurtyna.

    • Ajpod – srajpod, jak mawiają internety. Jeż rządzi. Sam bym sobie kupił, ale sama rozumiesz – dwie świnie w domu…

      Ale filmikami mnie zastrzeliłaś. Dziś każdy chce być Kasią Tusk czy jak?

      • Veró

        i po co były ci świnie?

        jeż jest bomba i #chcęto.
        chociaż na poważnie ciągle się przymierzam do powtórki z zeberek.

        • Bo świnie są czadowe. I – co odkrywam z każdym dniem – piekielnie inteligentne, jak na swoje małe, futrzane główki:)

  • MG

    A tak zeby bylo ze nie tylko u nas w unii sie marnuje pieniadze to dodam ze hitem ostatniego miesiaca jest info ze jedna szanowna jakze wielka korpo-kracja z warszawy zatrudnia stazystow aby… teraz tu uwaga… numerowali tabelki i rysunki 🙂 ot co, a wystarczyloby kupic za 50zl ksiazke „biblia worda” 😛

    • Vero!

      ale to przecież UM Warszawy zatrudnił ludzi – co prawda jest to kasa na umowę zlecenie czy dzieło- do sprawdzania czy są literówki w tekstach. i na takie coś- idzie co miesiąc 16 tysięcy nowych złotych polskich.

      • Urzędy to specyficzne środowisko. Nie śmiejmy się. Nie starajmy zrozumieć. Po prostu zaakceptujmy.

    • Cwaniaczku, powiedz mi, gdzie można dostać „Biblię Worda” za 50 zł… No nic, jak się oszczędza (na książkach), to się ma (na stażystów).

  • no właśnie takie dziecko jeża wyrzuci w kąt:(
    Tak, tydzień był ciekawy;)

    • Witam – chyba tu pierwszy raz?

      Jeżem ciężko rzucić w kąt, bo ma kolce, nie można wygodnie chwycić. A dla rodziców, na których spadnie obowiązek karmienia jeża, to może być nauczka…

      • Pierwszy:) Oczywiście pisząc ‚rzucić w kont’ miałam na myśli w ogóle porzucenie zwierzęcia, bo rzucanie nawet do głowy by mi nie przyszło.

  • Pingback: Wpół do weekendu #33 – jeże | MrCichy()