Podsumowanie tygodnia VII – tego z wszechobecnym obłędem

Źródło: WikimediaW minionym tygodniu nie było pełni, o ile dobrze kojarzę. Nie słyszałem o akcji dosypywania niczego do wody. Owszem, jak to zwykle przy okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie rozpylono coś w powietrzu, aby uroczystej defilady nie zakłóciła żadna chmurka – ale to niemożliwe, aby to świństwo doleciało aż tutaj. Chociaż z drugiej strony to może być niezły trop – nie od dziś wiemy, że Rosjanie mają niebywały talent w rozpylaniu tego i owego. Udało się im z helem / sztuczną mgłą (w zależności od obowiązującej wersji*), mogło im się udać i tym razem.

Myślałem, że w tym tygodniu oddam się refleksjom nad kwitnącymi kasztanami. Że powspominam moją własną maturę (to już dziesięć lat). Ale nie będzie mi dane. Ten tydzień to był festiwal szaleństwa. Zaryzykuję nawet, że pod względem obłędu był to któryś krąg piekła (tę notką mogą czytać tegoroczni maturzyści, nie warto więc im zaśmiecać głów informacjami o co chodzi z tym całym Dantem).

Żródło: FlickrPierwsze oznaki szaleństwa napłynęły jednak ze Wschodu. Nie inaczej – z Moskwy. Reporter jednego z dużych tygodników napisał i opublikował w tymże tygodniku krążącą pokątnie teorię o zatopieniu “Kurska”. Nieuświadomionym przypominam – w 2000 roku okręt podwodny “Kursk” poszedł na dno, a razem z nim 118 żołnierzy. Przez dwanaście lat wierzyliśmy, że to zwykłe rosyjskie niedbalstwo doprowadziło do tragicznego wypadku. Teraz zaś mamy wierzyć, że to Amerykanie celowo zatopili okręt. Amerykanie! Najbardziej miłujący pokój naród na świecie! A więc okazuje się, że dwanaście lat temu staliśmy na krawędzi kolejnej wojny. I tylko dzielny Putin nie dopuścił do eskalacji agresji. Zuch.

Wspomnienie tragedii “Kurska” zbiegło się z inną katastrofą, która dotknęła w minionym tygodniu Rosjan. W Indonezji rozbił się pokazowy samolot rosyjski, Suchoj Superjet. 44 osoby na pokładzie. Wypadek jak każdy inny, ale po polskiej stronie internetu ta wiadomość obudziła kilku szaleńców z ich Schadenfreude. Okazuje się, że rosyjskie samoloty też spadają. Czy teraz już zawsze, gdy Rosjanom przydarzy się jakaś tragedia, w Polsce będą odzywać się świry z hasłem “to za brzozę smoleńską”?

Szaleństwo z zagranicy nie jest nam potrzebne, mamy sporo własnego. Sądziłem, że w tym tygodniu tytuł “Wesołego gaduły” trafi ponownie do Jacka Żakowskiego z jego potępieniem gigantycznych sum wydawanych na promocję mistrzostw piłkarskich. Otóż niezawodny Jacek stwierdził, że za te pieniądze można spokojnie wybudować i rozdać kilkaset mieszkań potrzebujących. Cel zbożny, podpisałbym się pod nim, różni mnie tylko z redaktorem Żakowskim jeden drobiazg. On chce, aby każdy miał mieszkanie. Ja wolałbym, aby każdego było stać na mieszkanie. Nie to jest jednak perełką wypowiedzi. Oto – jak rozumiem, w ramach protestu – zorganizowana grupka wandali zerwała bratki z warszawskiego klombu reklamującego Euro i wręczała je przechodniom. I tu przytoczę słowo w słowo artykuł (z gazeta.pl – więc ten sam właściciel, co Tok FM, gdzie wypowiadał się pan redaktor). Uwaga, cytuję: “Żakowski nie ma wątpliwości, że czasem warto coś zniszczyć, po to, żeby przypominać” – koniec cytatu. OK, o czym mogę chcieć przypominać, co będzie wymagało zniszczenia samochodu pana redaktora?

Rozpisałem się o panu Żakowskim, a skoro to nie on zabłysnął najjaśniej w minionym tygodniu, to kto? Zaszczytne miano człowieka, który od dziś nawet piwo powinien na migi zamawiać, otrzymuje… werble… Jan Tomaszewski! Legenda, która zatrzymała Anglię, tym razem zatrzymała własne procesy myślowe. Człowiek, który po ogłoszeniu składu kadry narodowej na mistrzostwa rzucił wdzięcznym hasłem o prawdziwych Polakach. Potem płynnie przeszedł do kwestii narodowości Smudy. A zakończył zgrabnym stwierdzeniem o profanowaniu koszulki z godłem – co przekłada się na jego osobisty wstyd z powodu występów w kadrze, z Białym Orłem na piersi. Widać pan poseł (tak, ten człowiek stanowi w Polsce prawo) nie do końca ogarnia, za co powinno być mu wstyd. Bo granie z godłem na piersi to największy zaszczyt, jaki może spotkać sportowca – a jak Tomaszewski tego nie docenia, to raczej nam wszystkim winno być wstyd, że kogoś takiego powołano kiedyś do kadry. Dla pana Jana proszę przygotować koszulkę z falangą.

Ale i tak największym szaleństwem pozostaje “debata” o podniesieniu wieku emerytalnego. Docierały do mnie tylko strzępki informacji, ale byłem nimi tak zażenowany, że nawet teraz nie wiem, co napisać. Ktoś z posłów radził Jarosławowi Kaczyńskiemu zadzwonić do brata. On sam (Jarosław, nie brat) powiedział, że poziom chamstwa, jaki mamy dzięki PO, wpisuje się w plany Hitlera. Dorn przywołał Mussoliniego. Palikot, z wrodzonym sobie wdziękiem, oskarżył Jarosława o wysłanie brata na śmierć. A dokoła tego cyrku stali związkowcy i bawili się w robienie bramy przed budynkiem. Niestety, nie wypuszczali posłów za flaszkę, a jedynie za zgodne z ich pragnieniami głosowanie. Poziom obłędu tego dnia sięgnął zenitu i nic nie wskazuje, aby miał spaść. A mówimy przecież o reprezentantach narodu – czyli to szaleństwo można odnieść do każdego z nas?

The horror… The horror…

* Z tą wersją z helem i sztuczną mgłą to tylko taki żart. Nie traktujcie tego poważnie. Wszyscy przecież wiemy, że to była bomba paliwowa.

Zdjęcia:

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!