Analiza hymnu na Euro 2012

Od kiedy z początkiem tego miesiąca szlagier girlsbandu Jarzębina został wybrany hymnem polskiej reprezentacji i kibiców na nadchodzące mistrzostwa, w kraju nie milkną głosy oburzenia. Inteligencja wykupująca masowo płyty Staszka Sojki i klasa średnia podskakująca radośnie przy najnowszej balladzie Comy przecierają oczy ze zdumienia, że taki zaścianek mógł się przebić w demokratycznych wyborach. Zespół Feel postanowił ogolić się na łyso i nagrać największe hity Fasolek w aranżacji śpiewanych mantr buddyjskich mnichów. Z kolei Maryla Rodowicz zdecydowała powrócić do repertuaru z pierwszych lat swojej kariery i planuje reedycję płyty „Bogurodzica Live at Grunwald”.

Szok jest porównywalny z tym, jaki przytrafił się w 2005 roku – do kompletu brakuje tylko, aby siostry bliźniaczki Jarzębiny wygrały festiwal w Opolu. Nikt nie dostrzega, że – pomijając samą piosenkę – sylwetka zwycięskiego zespołu powinna być dla nas wzorem. Oto grupa starszych pań, zamiast pasożytować na zdrowej i pracującej tkance społecznej, trwoniąc swoje świadczenia z ZUS na hulaszczy tryb życia emerytów, zakasały rękawy i przebiły się do showbizu. Nie tylko odciąża to spore grupy harujących całymi dniami w korporacjach młodych wilczków, ale też jest pięknym przykładem aktywizowania grup oznaczanych obecnie jako „wpisz-dowolnie-wysoką-liczbę plus”.

Tymczasem dla zachwycenia się tym utworem słowno – muzycznym konieczne jest jego pełne zrozumienie. Nie będę się odwoływał do uzytej w „Koko Euro spoko” melodii, ponieważ ta skoczna, ludowa nuta z łatwością odnajduje miejsce w słowiańskim sercu. Skupię się na warstwie tekstowej i przybliżę Wam w dużym skrócie, o co tu właściwie chodzi.

Zaczynamy!

Cieszą się Polacy, cieszy Ukraina,

Wszyscy się cieszą, pełna radość. Kwiatki kwitną, ptaki ćwierkają. Jest tu jakaś pełna jedność między narodami. A właściwie – na co chciałbym zwrócić Waszą uwagę – między Polakami, a mityczną Ukrainą. Tam nie cieszą się tylko Ukraińcy, tam cieszy się każdy ruczaj, każde źdźbło trawy. Swoją drogą – choć to polska pieśń, odniesienie do Ukrainy być musiało. Ale to nie dziwi w kraju, gdzie jeden z zapasowych hymnów narodowych mówi wprost o żalu za „zieloną Ukrainą”.

Że tu dla nas wszystkich Euro się zaczyna.

Podmiot liryczny uświadamia odbiorcy, że Euro jest dla nas wszystkich. Dla kibiców piłki nożnej i dla tych, którzy pasjonują się tylko pływaniem synchronicznym. Dla napakowanych testosteronem kiboli i delikatnych, troszczących się o niszowe teatry podwórkowe feministek. Dla ojców i matek. Dla synów i córek. Dla wszystkich. Dla nas – Polaków. I całej Ukrainy. Widać też tu nutę optymizmu – przecież to nadal nic pewnego. UEFA może mistrzostwa odebrać, przesunąć, odwołać – a panie z Jarzębiny wiedzą, że turniej już się zaczyna.

Hej!

Kokokoko Euro Spoko, Piłka leci hen wysoko,

wszyscy razem zaśpiewajmy, naszym doping dajmy.

Refren naszego hymnu to czysta poezja, skondensowana w tych krótkich wersach. Zacznijmy od tajemniczego „kokokoko”. Podczas ostatnich mistrzostw w RPA królowała piosenka o wielce mówiącym tytule „Waka waka” (wym. „łaka łaka”) – w jednym z afrykańskich języków jest to okrzyk, oznaczający radość i zachwyt. Stąd pojawiło się swego czasu podejrzenie, że nasz hymn będzie zatytułowany „Kurwa kurwa”. Panie z Jarzębiny, zważając na familijny charakter mistrzostw („dla nas wszystkich”!), postanowiły to ułagodzić. Wpierw skupiły się tylko na kluczowej sylabie „ku”, a następnie, aby nie budzić niepotrzebnych skojarzeń, podmieniły „u” na „o”. Majstersztyk! Z takim nastawieniem wiadomo, że kibice będą kulturalni, na stadion będzie można pójść nie tylko z dzieckiem, ale i z zaprzyjaźnionym zakonem żeńskim. Jednym słowem – będzie spoko.

Nie trzeba być znawcą futbolu, aby wiedzieć, że wykopywanie piłki wysoko nie jest dobre dla dynamicznej rozgrywki. Panie sugerują w ten sposób, że mecze będą rozgrywane niespiesznie, w promieniach palącego, czerwcowego słońca. Będzie więc czas na radosne, gromadne bujanie się na trybunach i śpiewanie radosnych przyśpiewek. Będzie też sporo okazji na podawanie dopingu naszym graczom. Wprawdzie Jarzębina nie precyzuje, jaki to ma być doping – prawdopodobnie prawa autorskie uniemożliwiły podanie pełnej nazwy specyfiku – ale stawiam na erytropoetynę. Jakoś tak mi nazwa pasuje..

Nasi dzielni chłopcy to biało-czerwoni,

Nikt tak nie zrozumie kobiety, jak druga kobieta. Czas turnieju to okres swoistego „pokoju bożego”. Nie można pozwolić, aby zakłóciła go jakakolwiek przemoc – nawet, a może zwłaszcza domowa. A cóż by ją pewniej sprowokowało, jak nie naiwne pytanie oderwanej od kuchni małżonki „a którzy to są nasi”? Teraz nie będzie już tego problemu – piosenka pomoże utrwalić odpowiedni obraz. Jest przy tym tak skoczna i łatwa do zapamiętania, że można ją spokojnie nucić przy zlewozmywaku. Twórcy hymnu planowali też wpleść w słowa wyjaśnienie, co to jest ten cały karny, ale piosenka musiałaby wtedy długością zbliżać się do „IX Symfonii”.

Wygrać im się uda

Jak mogłoby być inaczej, skoro kibice będą wspierać pieśnią i środkami farmaceutycznymi, a przeciwnik będzie wyraźnie rozleniwiony oczekiwaniem na spadającą z wysoka piłkę.

Ucieszy się Smuda

Tu – jak w każdym dobrym utworze lirycznym – mamy lekkie złamanie nastroju. Ogólną radość i harmonię piosenki mąci wspomnienie selekcjonera reprezentacji. A konkretnie – ucieszonego selekcjonera. Widzieliście kiedyś (na zdjęciu albo w telewizji, przecież nie na żywo) uśmiechniętego Smudę? To teraz wyobraźcie go sobie, jak się cieszy. Trzeba przyznać – tu nasze mile Jarzębinki pojechały po bandzie.

Bardzo

Orzełki biegajcie żwawo po murawie,

Kolejny wers, w którym można znaleźć więcej ukrytych elementów niż w wędlinach z Biedronki. Zacznijmy od delikatnego przytyku do rządzących. Panie z Jarzębiny nie są w ciemię bite i wiedzą, że mniejsza wersja orła to orzełek, a nie orlik. Dodatkowo znają się na tyle na polskich piłkarzach, że – niby to czule zdrabniając – uświadamiają im wprost: orłami to oni nie są. Dodatkowym smaczkiem jest owo „bieganie”. Orzeł, nawet mały, jest ptakiem. Naturalną formą ruchu dla każdego ptaka jest lot (wyjątkiem jest struś wypchnięty z balonu atmosferycznego, co udowodnili amerykańscy naukowcy podczas niedawnych badań). Nasze orzełki nie mają jednak latać, fruwać czy szybować – mają biegać. Biegający ptak jest powolny, łatwo go zaatakować, czuje się nieswojo. Takie właśnie podejrzenia wobec naszej kadry ma podmiot liryczny. Ale ten wers to przede wszystkim zachęta do korzystania z cudownych muraw na naszych pięknych stadionach. Faktycznie, jest się czym cieszyć – na poznańskim obiekcie to już chyba dziesiąta trawa, która im urosła. Szkoda, aby się zmarnowała.

Zdobywajcie gole i będzie po sprawie

Czapki z głów. Dwanaście sylab wyraża całą taktykę piłkarską. Orzełki! Zapomnijcie o oskrzydlaniu, o stałych elementach gry, o celnych podaniach i kiwaniu przeciwnika. Wystarczy strzelać gole. PZPN wyraził chęć nagrania tylko tego wersu i odtwarzania go w zapętleniu naszym piłkarzom podczas snu. Ma to ich zmotywować do jeszcze lepszej gry. Obecnie nasza piłkarska federacja rozważa wybór doradcy dla rozpisania przetargu na najlepszy system odtwarzający muzykę. Prezes Lato wspominał coś o płytach gramofonowych, ale młodsi działacze (w nich cała nadzieja polskiej piłki) odwiedli go od ego pomysłu, pokazując najnowszy wynalazek przemysłu fonograficznego, na punkcie którego oszalał cały świat. Prezes docenił zwłaszcza fakt, że kasetę magnetofonową można przewijać przy pomocy ołówka.

Nie myśl sobie bracie, że rady nie damy

Nie kłopocz się siostro

I znowu górę bierze optymizm – a do tego autor pokazuje przywiązanie do wartości rodzinnych. Te zwroty – bracie, siostro – pokazują, że wszyscy jesteśmy jedną, wielką rodziną. My wszyscy – Polacy i Ukraina. Na bok więc frasunki, bo jesteśmy wszak razem. Na dodatek słuszne wydaje Wam się skojarzenie z życiem zakonnym – jesteśmy bowiem rodziną zakorzenioną w wartościach chrześcijańskich…

My Euro wygramy

…a zatem wierzącą w cuda.

I co, teraz piosenka wydaje się naprawdę świetna? No to posłuchajmy razem:

Zdjęcie jarzębiny: Joanna Boj.

  • Vero!

    cichy, co jak co, ale ja smudę lubię.
    lubię z czasów, kiedy dzięki właśnie smudze emitowało się decybele pod hasłem: widzew pany,
    a łks to uje.
    o.

    po prostu nie każdy umie wyrażać uczucia twarzą. 😉

    • Też mogę go lubić (ale tego nie wiem, bo nie interesuję się piłką…), ale oglądać go zadowolonego chyba bym nie chciał.