Podsumowanie tygodnia V – gdy nic nie jest takie, jakie miało być

Witam!

Celowo rozpocząłem w tak prowokacyjny sposób dzisiejszy wpis – otóż miniony tydzień to kilka niezłych newsów, spomiędzy których przebija się jeden prawdziwie zabawny. Oto Michał Rusinek zadeklarował wszem i wobec, że nie będzie odpowiadał na maile, zaczynające się bezosobowym “witam”. Szok, nieprawdaż?

Niezorientowanym spieszę z wyjaśnieniami. Ów pan Michał to osobisty sekretarz Wisławy Szymborskiej. Człowiek z kulturalnego Krakowa. Którego tak rozeźliło jedno krótkie słowo, że postanowił ukarać każdego, kto rozpocznie z nim w ten sposób korespondencję elektroniczną. Początkowo pan Michał był tylko taki srogi dla własnych studentów, ale bycie lokalnym celebrytą kulturalnego miasta Krakowa zobowiązuje. Pan Michał postanowił zatem podzielić się swoimi przemyśleniami z całym światem – przy okazji obsobaczając w niezwykle kulturalny sposób (się wie, Kraków!) używających słów “witam”, “panie Michale” czy “pozdrawiam”. Trend podłapali inni kulturalni ludzie i zaczęli leczyć swoje kompleksy, doszukując się ich u innych. Wszyscy zgodnie napiętnowali używanie trefnych słów, ale niekoniecznie zaproponowali coś w zamian.

Cóż mogę powiedzieć? Chyba tylko to, że mam w głębokim poważaniu to, na jakie maile pan Rusinek odpisuje, a na jakie nie. Owszem, słowo “witam” może faktycznie wypada ze swojej historycznej roli, ale czy nie jest to cechą języków żyjących? Gdyby tak nie było, nie moglibyśmy witać się z najbliższymi pospolitym słowem “cześć” – bo jak cześć, to i chwała.

A “witam” na początku maili w firmach ma się dobrze i pewnie nie wyleci z tej wygodnej posadki przez długi czas.

A co, jeśli nie chcemy użyć słowa “witam”? A wtedy możemy pozdrowić przybywających na przykład twarzą pewnego posła, stylizowaną na Araba. Tak, jak to zrobił niezawodny Tomasz Lis, umieszczając na okładce “Newsweeka” śledczego Antoniego w turbanie. Sam Lis tłumaczył potem, że to taki żart, do śmichu i pisku, bo wicie – rozumicie, trzeba jakoś te bzdury o mgle i wybuchu wyszydzić. Bo przecież są drogi i stadiony, a tu grupka fanatyków psuje atmosferę, więc wsadźmy jej turban na głowę, wskażmy palcem i – ha, ha, jacy oni śmieszni – oddajmy się naszym wyszukanym zabawom.

Śledczy Antoni zareagował słusznie – grożąc pozwem redaktorowi Tomaszowi. Swoją drogą – zobaczcie, jak pięknie można tu każdego oskarżyć o mowę nienawiści. Antoni i jego koledzy z PiS burzą się, że śledczy został przedstawiony jako terrorysta. A gdzie tu takie sugestie? Toż to zwykły, pobożny muzułmanin, nawet nie Talib, bo ci mieli chyba turbany czarne (choć niektórym się kojarzy). A więc co – jak w turbanie, to od razu terrorysta? A i sam redaktor Lis – dlaczego wybrał właśnie turban? Czyżby nie mógł się wzbić ponad prymitywny stereotyp Araba – fundamentalisty? Hejtspicz jak nic!

Redaktora Lisa zaczął bronić redaktor Kuźniar – że takie piętnowanie słuszne jest, że fanatyk, że z czym na salony, że ostracyzm go dotknąć powinien. Panowie redaktorzy najwyraźniej nie dopuszczają do siebie myśli, że ta okładka to było zwykłe przegięcie. Jak kiedyś okładka “Wprost” z Lepperem stylizowanym na Hitlera. Po prostu pewnych rzeczy nie wypada robić ludziom na tzw. poziomie. Nie rysuje się penisów na czołach śpiących kolegów, nie pisze na murach “Wisła pany, Legia cioty” – oraz nie wypuszcza takich okładek. A redaktor Kuźniar, choć sprawia wrażenie osobnika inteligentnego, sympatycznego i dowcipnego, takimi wypowiedziami przesuwa się w stronę redaktora Żakowskiego, który musi się wypowiedzieć, choć się nie zna. Pierwszym tego objawem było jego szczere zdziwienie, że zebrał się tysiąc internautów, chcących go zwolnić…

Na marginesie ciekawostka – śledczego Antoniego zaczęła bronić zaś Monika Olejnik. I wrzuciła do sieci zdjęcie w ręczniku na głowie. Może to teraz tak będzie? Wszyscy jesteśmy w turbanach? Żadne tam “moherowe berety”, ale najprawdziwsze turbany?

Pozostajemy w kręgu telenowel medialnych. Opuszczamy jednak historię Smoleńską i zanim wpadniemy w sidła opowieści o matce Małej Madzi z Sosnowca (MMS), pora na wznowienie starego, ale niezwykle popularnego serialu pt. “Kto zabił Papałę?”. Najwyraźniej osoby odpowiedzialne za tę produkcję pozazdrościły śledczemu Antoniemu i matce MMS popularności i postanowiły odświeżyć nieco pamięć widzów. W takiej sytuacji nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas dowiem się, że Olewnik nadal nie żyje.

Oto po wielu, wielu latach okazało się, że generała Papałę nie zastrzeliła mafia, politycy, służby specjalne i “oni”, ale zwykły złodziej samochodów. Konsekwencje tej wiadomości są porażające. Tyle karier zbudowanych wokół tego śledztwa okazuje się stać na piasku. Tyle spiskowych teorii dziejów można wyrzucić do kosza. Tylu świadków niepotrzebnie popełniło samobójstwo w celi. A wszystko to przez jednego, małego złodzieja. Który niejako przypadkiem zabił generała policji.A w każdym razie oni chcą, abyśmy w to wierzyli.

Przy takiej skuteczności działań policji nie zdziwię się, jeśli Olewnik jednak ożyje. A MMS… No właśnie. W minionym tygodniu tylko pozornie nic się w tej sprawie nie działo. W rzeczywistości bowiem nasz etatowy Brudny Harry, człowiek od spraw niewyjaśnionych, wiecznie poważny Krzysztof Rutkowski ogłosił, że planuje wyprodukować film. Dobrze się domyślacie – o matce MMS. On sam zagrałby w nim siebie, bo nie ma aktora w Polsce, ani na świecie, który mógłby tak rewelacyjnie oddać paletę emocji rysujących się na marsowym obliczu naszego Sherlocka. Z kolei matkę MMS miałaby zagrać Katarzyna Cichopek. Prawdopodobnie film będzie w ten sposób bardziej familijny, a w kluczowej scenie MMS upadnie na ziemię z rąk tańczącej matki.

Co tu dużo mówić – nie tylko my mamy wciąż te same seriale. Również za granicą, po pięciu latach od zaginięcia małej Madeleine, tamtejsza policja rozbudza nadzieję, że dziewczynka wciąż żyje. Ja chciałem tylko zauważyć, Madeleine to po polsku Magdalena, a jej matka ma na imię Kate, czyli Katarzyna. Dziś nawet tragedia musi być na licencji.

Pozdrawiam!

  • Verónica

    naszło mnie tak, że w sumie krzysztof r. chce film z rozmachem- to JEGO rolę powinien zagrać nie kto inny a chuck norris. o! 🙂

    • Chuck może najwyżej kredyty sprzedawać. Krzysztofa R. może zagrać tylko Krzysztof R.

      • Vero!

        nie, kredyty to sprzedawał zią z monty pythona. obawiam się, że krzysztof r. nie potrafi tak z wykopem i przytupem jak chuck norris!

        • Chuck nie zagra takiej palety emocji. Odpada.

          A Krzysztof już po Ciebie jedzie…

        • Chuck nie zagra tak emocji:)

  • świetnie się czytało 🙂
    ale momentami trudno wyczuć, czy to jeszcze sarkazm, czy Ci się obraz świata zachwiał 😉

    • Sarkazm? U mnie? Nie wiem, co to jest. A „ironia” to te małe, czarne kuleczki, dobre na powidła.

      Mateuszu, ja niezmiennie wierzę w ten świat i te wszystkie wydarzenia po prostu dogłębnie przeżywam. Ot, statystyczny konsument mediów, miotający się pomiędzy Smoleńskiem, MMS a zbliżającym się Euro.

      PS: fajnie znów Cię widzieć, dawno tu nie gościłeś:)

      • Vero!

        to tak się otarło o starego dobrego terrorystę 😉 #wzrusz #wspomnieńczar

        • A wiesz, Vero, że mi to też nieco WT zapachniało? I na dodatek polityka tu wkracza coraz śmielej… Jeszcze troszkę, a wejdę w jakiś flamewar z feministkami. Albo „prawicową” ekstremą.

  • Pingback: Podsumowanie tygodnia XII – tego, w którym wszystko się skończyło » MrCichy()