Marcin Ciszewski – polski Tom Clancy?

Kiedy ostatni raz widzieliście dobry, polski film sensacyjny? Ale taki porządnie zrealizowany, mogący iść w zawody z amerykańskimi produkcjami? Pod względem fabuły – owszem, może się coś trafić. Ale jeśli chodzi o realizację… Aktorzy są ok, zdjęcia czy reżyseria też, ale efekty specjalne albo ścieżka dźwiękowa pełna hitów – to już się często nie zdarza. Możemy mieć polską wersję „Siedem” albo nawet „Rezerwowych psów”, ale polska „Szklana pułapka” albo „Szeregowiec Ryan” raczej leżą poza zasięgiem polskiej kinematografii. Owszem, jest rewelacyjna (moim zdaniem) „Stawka większa niż śmierć”, ale jedna jaskółka i tak dalej.

Z książką jest inaczej. Tu nie potrzeba dużego budżetu i gigantycznej machiny promocyjnej. Tu wystarczy utalentowany pisarz, a nawet zręczny rzemieślnik, trochę czasu, sprawny wydawca – i mamy hit. Po przetłumaczeniu na języki powszechniej znane, można zdobywać świat. Przykład pierwszy z brzegu – „Wiedźmin”. Jako film był dość daleki od „Władcy pierścieni”, ale książka spokojnie zdobywa fanów poza granicami naszego kraju.

Dziś chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kolejnego autora, który – mówię to z pełną odpowiedzialnością – pisze książki tak, jak Hollywood kręci filmy. Moja nieumiejętność tworzenia enigmatycznych tytułów sprawia, że wiecie już, o kogo chodzi. Marcin Ciszewski – autor tetralogii o polskim oddziale wojskowym podróżującym w czasie (znających temat proszę o wybaczenie tego uproszczenia fabuły) oraz kryminału „Mróz”.

O czym pisze pan Ciszewski? Jego opus major to opowieść o doborowym oddziale (w sile wzmocnionego batalionu) Wojska Polskiego, który – z drobną pomocą najnowocześniejszej technologii made in USA – zamiast do Afganistanu, trafia na tyły Wehrmachtu, dokładnie pierwszego września 1939 (www.1939.com.pl). Jego dowódca, pułkownik Grobicki, postanawia włączyć się w działania wojenne – a na jego korzyść działa nie tylko dogodne położenie i element zaskoczenia, ale przede wszystkim przewaga kilkudziesięciu lat rozwoju prowadzenia wojen. Czołgi „Twardy”, nieznane w 1939 śmigłowce, baterie rakiet, pistolety maszynowe oraz współczesna taktyka (wsparta m.in. plutonem GROM) sprawiają, że Niemcy dostają tęgie lanie. Zarówno sprzęt, jak i ludzie, mają okazję sprawdzić się podczas kolejnego istotnego punktu naszej historii. Nie wdając się zbytnio w rozważania o fabule – pułkownik Grobicki i jego ludzie walczą ramię w ramię z AK w sierpniu 1944 na ulicach Warszawy (www.1944.waw.pl). Trzecia książka, o zupełnie nieprzystającym do reszty tytule „Major”, to cofnięcie się do 1943, gdzie oddział pod dowództwem majora Wojtyńskiego z jednostki GROM stara się pomóc powstańcom w getcie, jednocześnie zmagając się z zupełnie nowym przeciwnikiem. Zamykająca historię powieść „ru2012.com.pl” dzieje się na tylu płaszczyznach czasowych, a pułkownikowi Grobickiemu przychodzi walczyć z tyloma wrogami, że nawet słowo o tym mogłoby zdradzić istotne elementy fabuły. Dość powiedzieć, że początkiem jest największy zamach terrorystyczny w historii Polski, przeprowadzony na warszawskim Okęciu. A potem akcja nie zwalnia ani na minutę.

W odróżnieniu od powyższych książek, „Mróz” to rasowy kryminał. Oto policyjne dochodzenie w sprawie zamachów na najważniejsze osoby w państwie. Nad Polską wisi groźba przejęcia władzy przez potężne siły. W tle – zima tysiąclecia, spowodowana zmianami klimatycznymi. Historia ta może wydawać się pojedynczym wyskokiem, zupełnie niepasującym do pozostałych książek – dopóki nie uświadomimy sobie, że wszystkie te historie rozgrywają się w jednym świecie. Bohaterowie „Mrozu” pojawiają się w zakończeniu historii Grobickiego, a i ktoś z tetralogii plącze się po kartach zimowego kryminału.

A teraz do księgarń trafia kolejna powieść Ciszewskiego – „Upał” (widzicie pewien schemat nadawania tytułów?) i już wiem, że są tam bohaterowie „Mrozu”. Nie mogę się doczekać, aż po nią sięgnę. Bo powieści pana Marcina czyta się – nie, źle: połyka się hurtowo. Pierwszą z nich poznałem jako audiobooka i żałowałem, że mój stary odtwarzacz mp3 nie wytrzymałby pod prysznicem. Autor z łatwością buduje historię z powszechnie dostępnych elementów – jest bohater, jest jego pomocnik, są chwile triumfu i momenty zwątpienia, jest zdrada, zbrodnia i kara. Wszystko w idealnych proporcjach, zgodnie z regułami kręcenia widowiskowych filmów sensacyjnych. Podejrzewam, że prędzej czy później ktoś zechce zekranizować przynajmniej jedną z tych książek. W takim wypadku nie będzie musiał nawet zbytnio zmieniać fabuły, wystarczy przeredagowanie powieści na format scenariusza.

Marcin Ciszewski to nie kolejny z wybitnych twórców przed duże „TFU”, to nie artysta, który magią słowa kreśli ulotne linie baśniowego świata (czy jak to tam się określa). To niezwykle sprawny, jeśli nie najlepszy obecnie, rzemieślnik po tamtej stronie klawiatury. W tytule tego wpisu celowo zestawiłem go z Tomem Clancym, bo widzę tu sporo podobieństw. Pomijam nawet umieszczenie wszystkich książek w jednym świecie, dość zbieżnym z naszym. To są książki trzymające w napięciu. Pokazujące niezwykle wciągającą historię, która nie pozwala przestać czytać aż do końca. Marcin Ciszewski to autor, który wie, jak długie powinno być zdanie i jakie powinny być w nim słowa, aby po tekście prześlizgiwać się bez zbędnych postojów.

No i najważniejsze – zarówno książki Clancy’ego, jak i Ciszewskiego, niosą dużą dawkę optymizmu. Bo tu nie tylko dobro wygrywa, a zło zostaje pokonane. Tu zło kończy ze skopanym tyłkiem, a dobro odjeżdża w zachodzące słońce, zostawiając za sobą powiewający sztandar (odpowiednio: gwiaździsty u Clancy’ego i biało – czerwony u Ciszewskiego). Jeśli kiedyś wróci pomysł lekcji patriotyzmu, powieści Ciszewskiego można z powodzeniem uczynić lekturami obowiązkowymi.

Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po żadną z powieści Ciszewskiego, zachęcam do zapoznania się z „www.1939.com.pl” – a następnie czytać książki w kolejności wydawania. Nie zawiedziecie się. No, chyba że gustujecie w przesiąkniętych magią i przetykanych obrazami współczesnego człowieczeństwa tomikach lekkich erotyków autorstwa irańskich dysydentów na emigracji w Argentynie. W takim wypadku dodatkowe gratulacje za doczytanie aż do tego fragmentu.

A Wy? Możecie polecić coś dobrego do czytania? Podzielcie się tym w komentarzach.

  • Jakieś 2 lata temu sięgnąłem po pierwszą książkę Ciszewskiego. One są po prostu niesamowite 😉 Zdecydowanie polecam. 🙂

    • Jak wspomniałem – ostrzę sobie zęby na „Upał”. Póki co, poznałem tylko jakiś fragment w prasie. Jest moc, nadal jest moc.

  • Ale mnie uprzedziłeś 😉 Ja od 2 miesięcy staram się opublikować notkę właśnie o twórczości Ciszewskiego.
    Wszelkie książki – przesłuchane (w większości świetnie dobrani lektorzy, audioteka się kłania).
    Moim zdaniem ciut Major odstawał. Teraz mam początek Upału, i wstęp podobnie nudny 😉 ale się rozkręca…

  • Chyba najbardziej mi się podobała jego seria www. Jest tam zarówno akcja jak i przenoszenie się w czasie. Jego kryminały też nie są złe (ostatnio słuchałem Wiatr). Widać, że się zna na broni itp.

    • Ja czytałem tylko „Mróz” z kryminałów… fajny, ale www zdecydowanie lepsze. A pierwszy tom najlepszy.

      • Zachęciłeś mnie i ponownie przesłuchałem http://www.1939. To rzeczywiście dobra historia i mimo, że to debiut świetnie napisana. Słuchałem ostatnio Wolfa „Kryptonim Burza” i „Operacja Pętla” – książki podobnego typu. Wolff próbuje użyć podobnego schematu (np. bohatera), ale mu po prostu nie wychodzi. Gdy zabrałem się ponownie za Ciszewskiego po tamtych książkach jeszcze bardziej doceniam jego pisarstwo. Wolff przy Ciszewskim wypada po prostu słabo.

        • Wolffa nie znam, choć wydaje mi się, że mam jedną z jego książek jako ebooka. A 1939 to autentycznie kawał dobrej roboty…