Podsumowanie tygodnia III – lód i brzoza

Ten tydzień był tygodniem niezwykle smutnym. Można wręcz powiedzieć, że spina go taka klamra tragedii ludzkich. Na szczęście polskie media nie są monotematyczne i potrafią poruszać kwestie inne niż matka Madzi z Sosnowca (temat ten obrzydł nawet człowiekowi, który się nie zna, ale się wypowiada – ale to tylko taki pusty performance). Aby jednak nie być kompletnie oderwanym od świata, kwestie smutne należy poruszyć.

W minionym tygodniu zmarł Jack Tramiel, twórca C64 i Atari ST. Jak sobie człowiek przypomni te wojenki między “atarowcami” a tymi drugim (chyba już wiecie, co miałem w dzieciństwie), to łza się w oku kręci. Pan Jack pasuje wszystkim, bo to i Polak (a więc powód do dumy stukrotnie większy od polskich nazwisk na dowolnej liście płac amerykańskiego filmu), i człowiek z Łodzi (a więc spiskowa teoria dziejów działa), a na dodatek legenda biznesu komputerowego.

Ale, jak to mawia prosty lud w sieci: legenda, sregenda – Smoleńsk, k…! Ten tydzień to kolejna, druga, okrągła rocznica sami wiecie czego. Ta tragedia (mówię tu zarówno o rocznicy, jak i o samym wypadku) doskonale podzieliła Polaków na trzy grupy:

  • tych, którzy są święcie przekonani, że to był zamach i Ruscy do spółki z Tuskiem zrzucili ładunek próżniowy, sztuczną mgłę i nieoznakowany śmigłowiec na tupolewa – i tylko oddanie wraku, pomnik w centrum i ukoronowanie Jarosława może ich ukoić,
  • tych, którzy nie spoczną, dopóki nie upewnią się, że pierwsza grupa nie dorwie się już nigdy do władzy, nawet w radzie osiedlowej; na szczęście ten cel pochłania ich do tego stopnia, że nie chcą już wykopywać Kaczyńskiego z Wawelu,
  • tych, którzy cały ten szum mają głęboko w dupie i dziesiątego kwietnia pewnie zmówili tylko “Wieczny odpoczynek”, a nie szlajali się po różnej maści demonstracjach (tu brawa dla “Przekroju” za wyważony numer).

No właśnie, demonstracje. Otworzyły nam wszystkim oczy, że zamach w Smoleńsku to dopiero pierwszy krok – dalej będzie ograniczanie historii w szkołach, drożyzna i podniesienie wieku emerytalnego. Zgromadzenia wspominkowe były na tyle żywiołowe, że nawet najbardziej zapatrzeni w PiS dziennikarze patrzyli zniesmaczeni. OK, zniesmaczył się tylko jeden, ale to Mazurek, a to już coś.

Oczywiście, jak to przy Smoleńsku, mamy do czynienia z różnej maści wybrykami artystycznymi. Mój prywatny ranking to:

  • Miejsce III: film z serii “Jak oni się pakują”, nakręcony, gdy wrak jeszcze nie dogasł do końca – ale trzeba było pokazać ten ból, tę rozpacz i to zło nadchodzącego Komorowskiego. Pomysł dla “Gazety Polskiej” – w każdym filmie dajcie ujęcie Komorowskiego kroczącego po korytarzach pałacu, a za podkład proponuję “Marsz imperatora”.
  • Miejsce II: wywiad Torańskiej z Bielanem, który nie był wywiadem, choć pokazywał prawdę o Kaczyńskim (Lechu), to nie pokazywał, więc Kaczyński (Jarosław) się oburzył, więc Torańska mu przypomniała, jak dobrze im się książkę pisało (a ponoć nawet już jakieś filmy z pisania wyciekły), więc kłótnia i z salomonowym rozwiązaniem wystąpił sam Lis (Tomasz). Kto jeszcze nadąża, ten ma za dużo wolnego czasu.
  • Miejsce I: Solidarna Polska apelująca do Kaczyńskiego (Jarosława), aby nie kandydował na prezydenta. To nie jest żart, oni tak serio. Nie zdają sobie sprawy, że będzie mieć to skutek porównywalny z moim apelem do nich – aby przestali się wygłupiać.

Ledwo przebrzmiały ostatnie okrzyki na Krakowskim Przedmieściu (głównie ‘Sto lat”), a już trzeba było pochylić się w zadumie nad kolejną bolesną rocznicą. Oto minęło sto lat od śmierci Leonardo da Vinci di Caprio na pokładzie takiego dużego statku. Bohatersko poległych w zderzeniu z okrutną górą lodową (pewnie też ruską) najlepiej uczcić ściągając od ludzi kasę za film 3D. Zastanawiam się, jaki film wejdzie do kin w stulecie katastrofy smoleńskiej? Pewnie jakaś komedia romantyczna z Karolakiem. Tymczasem wspomnijmy tych dzielnych ludzi z “Titanica”, elitę pasażerów transatlantyckich – zostali zdradzeni o 2:20. I idźmy do kina na film, może tym razem im się uda?

Dość już o Smoleńsku, pora zająć się tym, czym żył świat. A tu – niewypał. Nie tylko my rocznice mamy. Korea (jak powszechnie wiadomo – Korea jest tylko jedna, a ci na południu to zwykli buntownicy) świętowała setne urodziny Kima. Pewnie nikt im nie powiedział, że on już od jakiegoś czasu nie żyje, ale też patrząc na jego następców – można się pomylić. Na urodziny miały być fajerwerki, niestety rakieta spadła do morza i tyle było z zabawy. Niewypałem straszą też mądrzy analitycy, którzy nie rozumieją, jak Facebook mógł wydać miliard (jedynka z masą zer) dolarów na serwis Instagram. Na szczęście analityk to ktoś, kto dziś wytłumaczy nam, dlaczego jego wczorajsze prognozy się nie sprawdziły.

Śmieją się z Polski. W US&A. Z naszego dyngusa się śmieją. Niejaki Cooper z CNN (aha, akurat – czujni towarzysze zapewne dowodzą już, że prawdziwe nazwisko brzmi Kuperstein) nie potrafił powstrzymać piskliwego śmiechu, opowiadając o Polakach polewających się wodą, okładających gałązkami i pijących na umór z okazji dyngusa. A to wszystko gdzieś w Buffalo ,które dla przeciętnego Polaka jest miejscem równie abstrakcyjnym jak Radom. Z drugiej strony – gdzie mają pić? W szkole? Tam nie wolno, nawet na zorganizowanej imprezie. Na szczęście w ramach deregulacji już się myśli o zniesieniu nieżyciowego zakazu.

Ale… Śmianie się z dyngusa to jedno. A kolejne powody same pchają się w ręce wrogim jednostkom. Oto niejaki Igor Ostachowicz, doradca Tuska, napisał książkę. Tytuł tego dzieła brzmi – usiądźcie – “Noc żywych Żydów”. W odróżnieniu od Żydów martwych. Z opisu nie wynika, aby książka szerzyła tak potępianą przez nas wszystkich mowę nienawiści, ale jak kto tytuł zinterpretuje, to już jego sprawa. Tym bardziej, że wehikuły czasu działają nadal – tym razem sprowadzają Polaków z tej dawnej, dobrej Polski, gdzie wiadomo było, czemu czosnek i cebula śmierdzą. Przybysze z przeszłości są oburzeni faktem, że w porządnym, polskim domu, działa karczma z jadłem koszernym. A jeśli nawet prawdą jest, że nie przeszkadza im koszerność owej knajpy, ale po prostu smród i brak wyciągów, to co sugerują? Że właściciel wyciągu nie kupił, bo skąpy? Bo pieniądze tylko do siebie zagarnia? Oj, nieładnie.

A że kłamią, to wiadomo. Maca z krwi dzieci chrześcijańskich jest praktycznie bezwonna.

  • taktyczny

    Ee tam, najważniejsza w tym tygodniu była piętka Lewandowskiego! Bo igrzyska zawsze są najważniejsze. Przy okazji było widać, że mecze Polonii Dortmund o wiele lepsze, niż na siłę reklamowane u nas nieporadne rozgrywki niemieckiej T-Mobile. Górą nasi!

    • Zupełnie nie wiem, o czym mówisz. I jest mi z tym dobrze:)

      • Vero!

        ja się jakoś zgubiłam jeszcze wcześniej niż cichy! 😉