Podsumowanie Tygodnia – wehikuł czasu, górale i aborcja

Świat pędzi przed siebie – to truizm, ale coraz trudniej jest przeciętnemu człowiekowi zmierzyć się z natłokiem informacji. Aby pomóc Wam, moim Czytelnikom, w ogarnięciu tej całej kuwety, postanowiłem wybierać każdego tygodnia garść istotnych informacji, abyście nie musieli przekopywać się przez wszystkie serwisy informacyjne. A zatem – zaczynamy.

A na początek – rewolucja w Sejmie. Posłowie mieli już dosyć przypadkowego rozmieszczenia w ławach czy spotkań na korytarzach. Problemem był różny poziom poszczególnych reprezentantów narodu. Aby uniknąć w przyszłości niezręcznych sytuacji, Kancelaria Sejmu postanowiła wykorzystać zalegające w warszawskich magazynach kamizelki dla bezrobotnych, przeprowadzających dzieci przez jezdnię. Na tych kamizelkach wydrukowano iloraz inteligencji każdego z posłów. W ten sposób reprezentanci narodu mogą spokojnie spotykać się i rozmawiać bez obaw, że trafią na kogoś mniej inteligentnego od siebie.

Jak widać na powyższym zdjęciu, oprócz wyniku testów na inteligencję, kamizelki są ozdabiane grafiką, zrozumiałą dla wszystkich, również niepiśmiennych. Dość powiedzieć, że ciężka kula to zakres od 60 do 75, poniżej 60 widnieje rysunek paprotki, powyżej 75 – zająca, a przekroczenie 90 to dumny orzeł. Pierwotnie planowano też kilka rysunków dla wyników powyżej 110, ale stwierdzono, że w czasach kryzysu nie warto wydawać pieniędzy na coś, z czego i tak nie będzie się korzystać.

Oczywiście nowy system może sprawić, że powstaną zupełnie nowe ugrupowania, a linia podziału nie będzie biec pomiędzy partiami, ale pomiędzy poziomami intelektualnymi. Obecnie rozważane jest zamówienie tego typu kamizelek dla członków rządu. Trwa przeliczanie wpływu ewentualnego ujawnienia na spadek popularności.

Niewątpliwie najważniejszą wiadomością mijającego tygodnia jest ta o działającym wehikule czasu. Póki co jego zasięg jest ograniczony, ale próby zakończyły się pełnym sukcesem. W Rzeszowie udało się sprowadzić z nasze czasy grupę ludzi z XIX wieku. W ramach przystosowania ich do nowej (dla nich) sytuacji, zaczęto im tłumaczyć, jakie zmiany zaszły na świecie. Poznali cud motoryzacji, ale stara mentalność wzięła górę. Gdy przybysze z przeszłości dowiedzieli się, że kierowcą autobusu z wycieczką szkolną ma być kobieta, ostro zaprotestowali. Szef lokalnego PKS ugiął się przed gniewem tłuszczy (niewykluczone, że mieli pochodnie i widły) i wymienił kobietę na mężczyznę. To uspokoiło prosty lud do tego stopnia, że odstąpił od oskarżenia nieszczęsnej kobiety o czary i poddania jej próbie wody.

Zastanawiające w pierwszej chwili jest zachowanie dyrektora PKS. Powinien stanąć murem za pracownikiem i w krótkich, żołnierskich słowach przekazać zatroskanym rodzicom, że albo kobieta prowadzi, albo ich dzieci mogą sobie na wycieczkę z plecaczkami z buta zasuwać. No, ale takie zachowanie jest możliwe w dużym mieście, gdzie klientów można liczyć na pęczki. W Rzeszowie widocznie klient to luksus i błogosławieństwo, którego nie odrzuca się lekką ręką.

Krótki news o tym, że w Opolu skazano ginekologa. Za dokonywanie aborcji. Fikcyjnych płodów. Zaiste, dobrze wiedzieć, że są na tym świecie jeszcze tak zdolni ludzie. Pan doktor wprowadzał pacjentki w błąd, mówiąc im, że są w ciąży. Następnie dokonywał zabiegu przerwania ciąży (podkreślam – nieistniejącej ciąży). Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że facet jest podwójnym agentem ruchów pro-life. Jego zadanie polegało na rozpracowaniu aborcyjnego podziemia – a jak inaczej przeniknąć w jego struktury, jeśli nie można od niechcenia rzucić “ja dokonuje aborcji średnio trzy razy w tygodniu”? A może pan doktor chciał namierzyć te z grzesznic, które za nic mając sobie prawa ludzkie i boskie, dopuszczają się przerywania ciąży?

Jedynym wyjściem dla faceta jest chyba udawanie świra. Niniejszym podsuwam mu linię obrony. Niech stwierdzi, że całość była początkiem większego wkrętu. Otóż po dokonaniu kilkudziesięciu udanych “zabiegów” facet chciał mieć opinię lekarza, który usunie wszystko. Następnie pragnął przeprowadzić tego typu udawaną aborcję kobiecie, która faktycznie była w ciąży. Gdy po jakimś czasie kobieta stwierdziłaby, że nic się nie stało i płód nadal się rozwija, pan doktor chciał z demonicznym uśmiechem zakrzyknąć “a więc nosi pani pod sercem antychrysta!” – po czym zacząć mamrotać jakieś łacińskie sentencje. Nawet jeśli sąd nie uwierzy w taką wersję, to przynajmniej będzie wesoło.

Na koniec – news medialny. Może nie do końca rozumiem niezdrową fascynację jednych mediów tym, co zobaczyły w innych mediach, ale widocznie tak wygląda ten świat. Pracownicy portalu, działającego pod egidą poczytnej gazety, tworzą artykuł o tym, co widzieli w telewizji. A widzieli jedną panią, która ponoć umie gotować, oraz pana, który gotować niezbyt umiał, ale za to pięknie gra na skrzypkach i skacze przez ognisko. Tymczasem niezawodna Magda Gessler odkryła, że pod tą cukierkową powłoką muszelek na kapeluszu kryje się żywy człowiek, mający czasem dość żony, zaglądający do kieliszka i łączący oba powyższe w staromodne lanie drugiej połowy.

Na taki wizerunek górala zaprotestowali górale ze Związku Podhalan. Podobno patologiczny góral to postać równie mityczna co yeti, pracownik Praktikera czy wyborca PSL. Wszyscy wiemy, że oni tylko pasą owce i strugają piszczałki z kory. A ten tutaj postanowił pokazać, że górale to nie tylko cepelia, ale ludzie z krwi, kości i etanolu. Oczywiście próba zamiecenia wszystkiego pod dywan skutkuje tylko coraz szybszym rozprzestrzenianiem się wiadomości o okrutnym góralu. Na szczęście zawsze można liczyć na Magdę Gessler, która nie tylko rzuci mięsem na ekranie, ale też wetknie swoje poplamione sosem i lukrem palce w każdą sprawę.

Do zobaczenia za tydzień!

  • taktyczny

    Czy jest szansa na w miarę regularny cykl? Byłoby świetnie 🙂

    • Zastanówmy się – nazywa się toto „podsumowanie tygodnia”, więc myślę, że jako dwumiesięcznik sprawdzi się znakomicie.

      Gdybyś był, Panie Kolego, na „fejsie”, to wiadomym by Ci było, że planuję to pisać co tydzień. I mam nadzieję, że będzie świetnie:)

      • taktyczny

        Ja na fejsie? Niedoczekanie jego.