Co jest dobrego w ACTA?

Przyznacie, że medialne doniesienia o ACTA są nietypowe. Tysiące ludzi protestują, ale nikt nie pali opon. Obok siebie stoją ci, którzy niedawno warczeli na siebie przy każdej okazji – nieszczęśliwe podziały przebiegają dziś w zupełnie inny sposób. Nawet na Pudelku trafiają się poważne, długie teksty. Widać, że coś się zmieniło, ale media mainstreamowe nadal starają się ogarnąć sytuację.

Do dobrego tonu należy wręcz być przecie ACTA, bo za jest tylko Hołdys i wielkie, złe wytwórnie. Niemniej jestem przekonany, że można znaleźć kilka pozytywów w całej tej sytuacji. Jak na przykład:

ACTA jest przeciwko podróbkom

Poza walką z piractwem, ACTA ma też za zadanie walczyć z podróbkami – tak w każdym razie jest to przedstawione w mediach. Co w tym dobrego?

Piractwo jest często przedstawiane jako jedyny sposób, aby osoby mniej zamożne mogły skorzystać z kultury. Może kultura nie jest dobrem pierwszej potrzeby, ale widocznie niektórzy nie mogą bez niej żyć. To się chwali. Natomiast nie do końca rozumiem ludzi, którzy muszą mieć torebkę LV albo buty Nike. Za wszelką cenę. Markowe produkty są dla nich równoznaczne z wysokim statusem społecznym i pełnią rolę podobną do koralików u dzikich plemion. Im kto ma ich więcej, tym jest ważniejszy. Jest to działanie kompletnie bezmyślne.

Może po wyeliminowaniu podróbek ludzie zrozumieją, że nie jest istotne to, co mają na sobie, ale to, kim są? Że nałożenie “markowego” ubrania nie sprawi, że będą lepsi, szczęśliwsi czy bogatsi? Prawda jest taka, że dres z mniejszą liczbą pasków pozwala ćwiczyć tak samo, a zegarek inny niż Rolex pokazuje taki sam czas.

Oczywiście, wiadomo, że walka z podróbkami może przerodzić się w groteskę (co pokazuje zamieszanie z ptasim mleczkiem), ale co do zasady nie widzę przeszkód, aby pozbyć się podróbek.

ACTA pokazuje, jak jest tworzone prawo

Pamiętacie tzw. “aferę Rywina”? Polacy dowiedzieli się wtedy nie tylko o korytarzach pionowych i poziomych, ale przede wszystkim poznali mechanizmy tworzenia ustaw. Dowiedzieliśmy się, że dopisanie słów “lub czasopisma” może wypaczyć zamysł, przyświecający twórcom prawa. Że są lobbyści, a ustawy są tworzone przez urzędników, w zaciszu gabinetów, nie przez posłów i ministrów.

Przy ACTA można prześledzić, jak jest w Polsce wprowadzane prawo – i to międzynarodowe. Rząd został zmuszony do pokazania, na jakim szczeblu zapadały kolejne decyzje. Wiemy, co było jawne, a co nie. No i moim zdaniem najważniejsze, to pokazanie, że goście na świeczniku to tylko figuranci. Tak jak przy ustawie medialnej prawo pisali urzędnicy, a politycy ich tylko wspierali, tak tu zostali sprowadzeni do roli maszynki do głosowania. I to maszynki nieświadomej niczego. Wystarczy wspomnieć błyskotliwe tłumaczenie eurodeputowanego Migalskiego.

Swoją drogą – piękny przykład politycznego samobójstwa. Przy wyborach z pewnością zostanie wykorzystane.

ACTA jednoczy ludzi

To chyba najpiękniejszy przejaw całego tego zamieszania. Ludzie się jednoczą. Zwołują się poprzez sieć i spotykają na ulicach, aby zaprotestować przeciwko złemu prawu. Dziesiątki tysięcy ludzi, ramię w ramię. To nie jest pojednanie dla papieża, to nie jest wspomnienie ofiar katastrofy, to jest gniew. Najprostsze i najsilniejsze – po strachu – uczucie, które pcha ludzi do działania.

Zobaczcie, że wśród protestujących nie pojawiły się jeszcze frakcje. Nie ma tych, którzy są bardziej lub mniej przeciw ACTA. Wystarczy się sprzeciwić, to wszystko. Jeśli krytykujesz ACTA, jesteś swój. Nie jest istotne, jakie masz poglądy ani co sądzisz o najważniejszych kwestiach światopoglądowych, które od dwudziestu z górą lat rozpalają dyskusję publiczną w Polsce. Jesteś z nami, na tej ulicy.

Zauważcie, że to zjednoczenie to coś nowego, idącego w poprzek dotychczasowych podziałów i spoiw. Najlepszym przykładem jest to, że niektórzy politycy próbowali ugrać polityczny kapitał na tych protestach. I szybko zrozumieli, że nic nie wskórają. Bo ci ludzie na ulicy nie są przeciwko rządowi jako takiemu. Oni są przeciwko rządowi próbującemu im zabrać sieć. Jak rząd im sieć odda i przyrzeknie jej więcej nie ruszać, to i zapewne protesty się skończą.

ACTA jest też dość trwałym spoiwem. Byłem przekonany, że tydzień po podpisaniu umowy w Japonii o sprawie wszyscy zapomną, a mróz zapędzi protestujących najwyżej na Facebooka. Tymczasem protesty trwają i ciągle są zapowiadane nowe.

ACTA wymusza kreatywność – po obu stronach

Duch w narodzie nie ginie – i aż miło na to patrzeć. Setki, jeśli nie tysiące żartów, rysunków, komentarzy na temat ACTA. Poczynając od tych niewybrednych, a kończąc na naprawdę wysublimowanych. Różne formy protestu. Nawet taki wandalizm w najczystszej postaci, jak ataki na strony rządowe, też wymusza pewną koordynację i pomysłowość. Jest wśród ludzi potencjał i dzięki ACTA został on w jakiejś części wyzwolony.

A z drugiej strony? Rząd ma do czynienia z najpoważniejszym kryzysem zaufania od początku swojej pierwszej kadencji. Co gorsza, ma przeciwko sobie tych, którzy do tej pory stali za nim murem. Stąd szybkie kombinowanie, jak ugasić ten pożar. Przeprosiny? Debata? Ujawnienie dokumentów? Widać, że ktoś się mocno poci, aby wyjść z tego zamieszania z twarzą. A że jest przyciśnięty do muru, to musi myśleć szybko.

Trochę szkoda, że jak zazwyczaj nasze zjednoczenie i kreatywność dają o sobie znać przeciw czemuś, a nie za czymś. Ale widać tak musi być.

ACTA wyeliminowała Hołdysa

Być może to tylko moje prywatne zdanie, ale dobrze, że ktoś utarł Hołdysowi nosa. Jego zadufanie w sobie, buta i podejście “znam się na wszystkim” działały mi na nerwy. Na dodatek znalezienie pirackiego oprogramowania w jego firmie nie dawało mi spokoju – to wręcz zakrawało na rozdwojenie jaźni (inna sprawa, że Hołdys nosił wtedy dwukolorową brodę – może te dwa fakty jakoś się łączą).

Tym razem stary muzyk też chciał uchodzić za wyrocznię, ale nie potrafił dotrzeć ze swoim słowem objawionym do nowych wyznawców. A potem nie zrozumiał sytuacji i nie wiedział, z kim zadarł. Jest nadzieja, że teraz nie będzie tak często pojawiał się w mediach.

Pamiętam, jak jakiś czas temu w telewizji była dyskusja o Smoleńsku, gdzie było zaproszonych tylko dwóch gości – Hołdys i Kukiz. Nie wiem, co lider Piersi ma do powiedzenia o ACTA, ale wydaje mi się, że przykład Zbigniewa Hołdysa nauczył różnej maści celebryckich mędrców, że nie zawsze chcemy ich słuchać.

A może inne akty prawne wyeliminowałyby pozostałe gadające głowy? Jeśli tak, to proponuję podpisywać je hurtowo. A potem na nowo czerpać radość z kontaktu z mediami.

  • taktyczny

    Troszkę mylący tytuł, aż się zmartwiłem, że może Ty nie z tych co skaczą, kiedy trzeba 😉 Ale wszystko ok, jak widzę, chodzi Ci o to, co dobrego wynikło w związku ze sprawą akta! Więc poskaczemy razem i wespół z resztą internetu…
    Ruch przeciwko ACTA jest dla mnie wzorem, jak powinien wyglądać opór przeciwko korporacjokracji. Mamy ruch jednomyślny i zdolny do działania, a przy tym obywający się bez przedstawicieli, z którymi ktoś mógłby prowadzić „poważne” rozmowy i zawrzeć „rozsądne” kompromisy. Zwłaszcza to ostatnie jest przyczyną nieskrywanej frustracji Onych. Nawet nie ma gdzie podłączyć niezbędnych doradców dla „strony społecznej”, i proszę, taki super patent jak „autorytety” nie może wypalić. A lud sam z siebie nie chce słyszeć rozmowach i kompromisach. I co teraz? Do tego jeszcze najbardziej wypróbowani harcownicy są sparaliżowani tym, że nie tylko oni mogą bluzgać obciachowego szefa opozycji, ale każdy z opozycji może zbluzgać dyspozycyjnego grajka, co to już do końca swych dni będzie chołdysem złamanym.

    • Chołdys złamany… dobre:) Zapamiętam.

      Nie zauważyłeś, że pierwszy punkt był faktycznie pochwałą ACTA, a nie zamieszania wokół ratyfikacji. Widzisz, jak można sprytnie przemycić takie detale? Niemniej nie obawiaj się, skaczę, jak trzeba.

      Jeśli protesty utrzymają się do lata, to będzie ciekawie. To chyba w tym tekście na Pudelku było spostrzeżenie, że ludzie zbierają się mimo mrozów – a gdyby to wypadło w sierpniu, to akcja z krzyżem przy ACTA wyglądałaby jak zbiórka harcerska.

      A władza / celebryci / korporacje niech kombinują…

      • taktyczny

        Nie odebrałem tego jak pochwałę ACTA, ale jako dyskusję z pewnym naiwnym stylem życia, ale niech tam. Grunt, że po całości jest niemainstreamowo 🙂
        Chołdys niestety nie mój, ale wiem gdzie go widziałem, też zapamiętałem i wykorzystuję. To na przestrogę tym, co łatwo rzucają w kogoś ch.jem, a potem płaczą, jak to boli, kiedy dotyczy ich samych.

        • Kurczę, to dobrze odebrałeś, nie da Ci się nic wkręcić, uważny Czytelnik…

          Dwulicowość Hołdysa z rzucaniem „ch…” pod adresem jednego polityka, a potem obrażaniem się na odpowiedź, to nic. Mi podpadł wiele lat temu, gdy w jego firmie odkryto lewe oprogramowanie. Wtedy stwierdziłem, że ten pan jest niewiarygodny i lepiej mieć go w głębokim poważaniu. I cieszę się, że na moje wyszło:)

          • verónica

            ooo, na kogo hołdys tak wyrazami rzucał?

          • Na Jarka…

          • verónica

            o, to jakoś przegapiłam tę akcję….. z wyrazami hołdysa na cha.

  • verónica

    no więc to jest tak…
    nie mam parcia na nike, czy lv 😉
    jeśli bardzo bardzo chcę coś mieć- to potrafię odłożyć sobie na to kasę, i nie płakać 😉

    myślę, że bardziej chcę mieć konkretne rzeczy, a nie konkretne marki.
    – w stylu – kupiłam sobie w końcu słownik do hiszpańskiego, i dla mnie nie ma znaczenia kto go wydał.
    podobnie – szukałam pewnego rodzaju kiecki, w sensie kroju, a nie marki.
    metka ma drugorzędne znaczenie.

    co do piracenia filmów, muzyki, programów.
    u mnie od lat- jest legalnie.
    po prostu – deklarując takie a nie inne wartości, czy wyznanie wiary- do czegoś się zobowiązuję.

    fakt- zdarza mi się ściągnąć płytę do przesłuchania- i jeśli jest ok- to idę ją kupić, jeśli nie- leci do śmieci.

    myślę, że część protestujących – protestuje też przeciwko temu- że acta w jakiś sposób wykluczy tę opcję- że pozostanie im/nam/mi kupować w ciemno.

    a w dzisiejszych czasach to raczej nie halo- kupować coś, czego nie możemy dotknąć, czy odsłuchać.

    oraz- jako przykład znowu podam leslie feist- gdyby nie jakaś strona internetowa,
    pewnie nieprędko bym o tej pani usłyszała. a nie znając jej- raczej bym nie kupiła żadnej jej płyty.
    podobnie mam np. z sojką- staszka sojkę lubię, i mam większość jego płyt
    – choć co najmniej 2 z nich kupione tylko i wyłącznie dla jego nazwiska.
    gdybym przesłuchała płytę wcześniej- osiecką według soyki- pewnie bym jej nie kupiła.

    ale fakt, uważam, że nie musimy mieć wszystkiego, nie musimy wszystkiego obejrzeć, czy usłyszeć.
    chociaż równie fajnie jest mieć szerokie horyzonty, słuchać różnej muzyki, czy oglądać różne filmy.

    jak dla mnie- największym problemem jest chyba właśnie to- że ludzie się przyzwyczaili mieć wszystko tu i teraz- i taka opcja, że mają na coś poczekać, odłożyć kasę- to dla nich coś zupełnie nie halo.

    a ja np.- wybieram się jutro na żelazną damę.
    listy do m przegapiłam, na idy marcowe- choć chciałam, to też już nie zdążę.
    – wybrałam właśnie meryl streep zamiast id marcowych.
    i nie mam zupełnie parcia- na teraz już. obejrzę idy jak będą na płycie.
    – albo z gazetki, albo po prostu z mediateki. tak też można 😉

    • Dla mnie uświadomienie sobie, że nie muszę mieć wszystkiego (bo nie mam tyle czasu) to najlepszy lek na chęć ściągnięcia tego i owego.

      A wiesz, że hasło „ściągnę, żeby przesłuchać/obejrzeć, a jak mi się spodoba, to kupię” to jest klasyczny argument wszystkich ściągających?:)

      • verónica

        o, nie wiedziałam.
        u mnie to tak działa- że jak jest ok- to lecę kupić.
        dzięki temu zaoszczędziłam, i nie kupiłam nowej płyty brodki.
        za to- po odsłuchaniu- wiem, które płyty eels’ów przy okazji nabędę drogą kupna.

        chociaż rzadko ściągam- bo nie muszę mieć wszystkiego, a na niektóre rzeczy szkoda mi czasu.

        • verónica

          jak pisałam wcześniej- leslie fesit- po poznaniu w sieci- kupiłam.
          sojkę kupuję czasami przez niego samego- bo np. osiecka wg sojki mi się nie spodobała.
          moniki brodki podobało mi się kilka piosenek- potem przesłuchałam najnowszą płytę- i najnowsza płyta mi się nie spodobała- stąd i nie kupię jej, i dawno z dysku poleciała do śmieci.

          szanuję czyjąś pracę- także twórczą.
          odsłuchanie płyty przed zakupieniem- to dla mnie działanie takie z pogranicza- w stylu- pójścia do biblioteki.
          idąc do biblioteki – wypożyczając książkę- przecież za nią nie płacę.
          jak mi się spodoba- i wiem, że będę chciała do niej wrócić, to idę kupić.
          równie dobrze mogę płyty/filmy wypożyczać z mediateki- i sprawdzać je- też bez kosztowo.

          gdybyś miał okazję zajrzeć w moje płyty – zobaczyłbyś jakieś 98% oryginałów.
          rzeczy ściągnięte i zachowane- policzy się na palcach jednej ręki.

  • Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;)
    Na szczęście udało się ten bubel prawny zablokować, a w konsekwencji faktycznie wynikło sporo dobrego;]
    Polskie społeczeństwo pozytywnie mnie zaskoczyło. Tak trzymać, może polityce zaczną się przejmować dobre obywateli

    • Społeczeństwo potrafi się zmobilizować, fakt. Ale na to, że politycy zaczną na nas patrzeć, to nie liczę.