Podsumowanie roku 2011

Słońce obiegło Ziemię 365 razy, pora więc spojrzeć za siebie… Hmmm, ściana pokoju. O czym to ja miałem…? A tak, pora na podsumowanie minionego roku.

Nie wiem, czy pamiętacie moje cudowne, piękne i konkretne podsumowanie roku sprzed dwóch lat. Cały wpis podzielony na sekcje, w każdej podsumowanie tego, co było i plany na to, co nadejdzie. Ech, to były czasy… Moje ubiegłoroczne podsumowanie pojawiło się na ówczesnym blogu osobistym i miało w sobie rys chaosu, który powoli ogarniał moje internety. Rosnąca entropia przekładająca się na powstanie wielu blogów, odejście Wesołego Terrorysty, miłość do Google Buzz – z tym wszedłem w rok 2011.

Dwanaście miesięcy później wszystko się odwróciło. Ale po kolei, jak powiedziała babcia do żołnierzy Budionnego.

Bez kozery mógłbym nazwać 2011 rokiem tego, co pierwsze. I nie chodzi tu nawet o to, że świętowałem pierwszą rocznicę ślubu. Wiele rzeczy zrobiłem po raz pierwszy w życiu. Po raz pierwszy nurkowałem z butlą (w basenie, ale się liczy). Po raz pierwszy jeździłem gokartem. Po raz pierwszy bawiłem się w paintball i po raz pierwszy strzelałem ostrą amunicją. Dostałem mój pierwszy czytnik e-booków. Oswoiłem się w pełni (i z końcem roku oddałem do naprawy) mój pierwszy telefon z Androidem.

Trochę tych premier było, fakt.

Co do pozostałych elementów życia prywatnego – nie podejmowałem już żadnych akcji typu 52 książki, bo czytanie to ma być przyjemność, a nie nabijanie statystyk. Zresztą – nadal czytam więcej, niż przewiduje średnia. Książek nie liczyłem, ale wreszcie zacząłem czytać “McMafię”! A do tego regularnie “Wiedza i Życie” oraz “Świat Nauki” – co mnie cieszy, bo to znaczy, że mogę wygospodarować czas. Sporo czasu, między nami mówiąc. Tyle, że Żona zagoniła mnie (chwała za to) znowu do hiszpańskiego. I dobrze, bo brakowało mi takich relaksujących ćwiczeń dla szarych komórek.

A skoro już o relaksie i wypoczynku mowa – odwiedziliśmy Izrael. Decyzja spontaniczna, ale z perspektywy czasu dobra. Mam już nawet od jakiegoś czasu napisane coś koło 80% podsumowania, ale zdjęcia nie przebrane, więc do publikacji droga daleka. Za to regularnie zamieszczam jakieś zdjęcia na Google Plus / Picasa, co też mnie cieszy, bo fotografować lubię. No i jeszcze po wielu latach przerwy relaksowałem się przy grze komputerowej! W tym temacie też mam zaległości.

Chrupka okazała się Chrupkiem. I pojawił się Sony. Który z miejsca porozstawiał Chrupka po kątach i przejął władzę nad klatką.

Jak zawsze wykazałem się obywatelskim nieposłuszeństwem. No i zabłysłem kreatywnością, tworząc nagłówek na pierwszą stronę poczytnego portalu informacyjnego.

W życiu zawodowym – zmiany. Kryzys sprawił, że zmieniłem pracę na lepszą. I – co ciekawe – spokojniejszą. W innej kwestii zawodowej – zdałem dwa kolejne egzaminy do zdobycia wiadomych uprawnień. I to nie byle jakie egzaminy, bo oba dotyczące podatków. Pozostały mi teraz tylko dwa – no i już teraz mogę ruszać z dwuletnią aplikacją. Ogółem – do przodu i na plus.

W życiu sieciowym – powolna walka z entropią. Liczne blogi zwiesiłem na kołku i uruchomiłem tego bloga. We własnej domenie, co cieszy mnie podwójnie – raz, że się zmobilizowałem, a dwa, że udało mi się wszystko samodzielnie ustawić. Google Buzz odszedł w zapomnienie, za to pojawił się Google Plus. Gdzie jest ten sam, przyjemny klimat i Angry Birds na dokładkę. Powoli też uczę się korzystać z Facebooka inaczej niż za pomocą automatycznie umieszczanych informacji, ale idzie mi to opornie.

Ot, to chyba tyle. W skrócie. Wydarzeń mijającego roku na świecie nie będę podsumowywał, bo inni zrobią to za mnie. Wielokrotnie. Choć wydaje mi się, że był to rok odejść. Osama, Villas, Kim, Jobs, Kadafi, Mubarak (wiem, że on jeszcze żyje, ale odszedł ze stanowiska)… Jak się zastanowić, to są to jakieś małe bądź większe, ale kamienie milowe nie tylko dla tych ludzi, ale i dla całej reszty, która tu pozostała.

Co na przyszłość? W 2011 nie miałem żadnych postanowień, więc nie miałem też wyrzutów, że ich nie dotrzymałem. Ale teraz postaram się – i ogłaszam to publicznie. Może to mnie zmobilizuje, a Wy mnie będziecie mogli rozliczyć.

Przede wszystkim planuję regularnie pisać tutaj. Na różne tematy. Ale chcę, aby było tu co czytać. Na dodatek już wkrótce planuję uruchomić jeszcze jeden blog, czy też produkt blogopodobny. Ale póki co – ani pary z ust na ten temat. Ogólnie chciałbym wrócić do pisania, bo mi nadal (pomimo bloga) tego brakuje. 2012 uznam za niezły, jeśli uda mi się napisać dwa, trzy dłuższe opowiadania.

Po drugie – skupienie się na rozwoju zawodowym. A więc aplikacja i ostatnie dwa egzaminy. Pogodzenie tego z obecną pracą będzie wymagało niezłej organizacji, ale to też jest wyzwanie. Pora wreszcie nauczyć się systemowo walczyć z bałaganem, nie tylko tym fizycznym ale przede wszystkim organizacyjny,

Po trzecie – pora wreszcie zadbać o szeroko rozumiany rozwój osobisty. A więc hiszpański, może dodatkowo jeszcze jeden język (powrót do japońskiego? coś nowego?). Ruch, bo w zdrowym ciele zdrowe cielę. W minionym roku kupiłem rower, chodziłem na basen, warto nie tylko z tego nie rezygnować, ale nawet coś dołożyć. Może pora wykorzystać to, o czym człowiek czytał i nauczyć się inwestowania na giełdzie? W tym roku połakomiłem się na prywatyzację i do dziś się cieszę, że uciekłem z JSW na poziomie 109 zł…

Tak chyba można w skrócie podsumować to, co było, oraz to, czego bym sobie życzył. A czego życzę Wam, moim Czytelnikom?

Niech 2012 rok będzie dla Was po prostu świetnym czasem. Okresem, który zakończycie będąc “trochę bardziej”, niż na jego początku. Rokiem zadowolenia z życia. A przede wszystkim – abyśmy mogli się tu spokojnie spotkać za rok i zastanowić, czego niesamowitego można będzie dokonać w 2013 roku.