Murale na Zaspie – jedyna taka galeria

W sobotę, 3 grudnia, dzięki informacjom z rewelacyjnego bloga iBedeker.pl, udało nam się wybrać na spacer po największej galerii w Gdańsku. I nie, nie mam ty na myśli Galerii Bałtyckiej. Chodzi o gdańską Zaspę. Tak, to – jak zapewne wiele osób uważa – ponure, szare blokowisko, gdzie budynki dla zabawy ustawiono w plaster miodu, aby wiatr mógł hulać jeszcze bardziej.

I faktycznie, hulał nieziemsko, nawet jak na Gdańsk. Ale nie odstraszyło to nas od zobaczenia murali stworzonych w ramach Gdańskiej Szkoły Muralu i festiwalu Monumental Art. Przewodnikiem była miła pani z Plamy, dzięki czemu nie gapiliśmy się jak wół na malowane wrota, ale mogliśmy dowiedzieć się czegoś o każdym z dzieł.

A zapewniam Was, że warto poznać historię tych obrazów. Kto je stworzył, kiedy i dlaczego. I co autor miał na myśli – choć tu akurat, jak to w sztuce, warto pokusić się o własną interpretację. Jak choćby przy tym dziele, stworzonym z okazji okrągłej rocznicy wybuchu wojny.

Kilka charakterystycznych kadrów, kojarzących się z II WŚ – z lewej wyraźnych, z prawej już zmienionych, rozmazanych. Tak jak powoli rozmazuje się pamięć o wojnie. Dobrze to, czy źle?

Albo kolejny mural, z okazji rocznicy pierwszego koncertu rockowego w Polsce – w bliskim sąsiedztwie kościoła. Smok trzyma w ręku dwie pałeczki, czy krzyż?

Ale murale na Zaspie to także trzy wizerunki Lecha Wałęsy. Poczynając od tego najstarszego, gdzie legendarny przywódca “S” wygląda niczym William Wallace wg. Gibsona…

… poprzez ten z okazji rocznicy otrzymania Nagrody Nobla, który ma pokazywać niejednoznaczność postaci Wałęsy…

…po ten najnowszy, z Wałęsą i Miłoszem, oraz kosynierami i zupełnie niespodziewanym pistoletem, przekazywanym niczym na mafijnym zebraniu.

Warto byłoby kiedyś wyruszyć w dość długi spacer śladami Wałęsy w Gdańsku. Poczynając od stoczni, poprzez Zaspę, Polanki, a kończąc na opisywanym już przeze mnie kościelnym witrażu z Wałęsą w roli apostoła.

Zapraszam Was do obejrzenia galerii, pokazującej prawie wszystkie murale. Celowo nie opisuję ich twórców, znaczeń czy tytułów – zachęcam Was do samodzielnego wybrania się na Zaspę i zobaczenia tego osobiście. Każde ze zdjęć jest zaznaczone na mapie.

A przejść się warto – po pierwsze, to niezły spacer, ponad 6 km. Kto nie wierzy, może sprawdzić wskazania GPS na mapie (a przy okazji odczytać, że niezły czas miał nasz spacer na takim dystansie).


Pokaż Spacer na większej mapie

Po drugie – tylko będąc na Zaspie “osobą własną” można pokusić się o rozszyfrowanie tego zakodowanego cytatu z Witkacego. I sprawdzenia, czy faktycznie jest tam literówka.

Spokojnie, nie trzeba być mistrzem kryptografii. Kod jest objaśniony na tabliczce umocowanej na dole.

I jeszcze jedna refleksja na koniec. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie taki czas, że Polacy nauczą się robić dobre, widowiskowe filmu o swojej historii z pozycji “nie na kolanach”, to ktoś pokusi się o nakręcenie pełnokrwistego filmu o Dywizjonie 303. Że polscy piloci w Anglii to byli prawdziwi twardziele (także po wojnie), można wyczytać choćby z bloga Biszopa. Dlatego uważam, że do ich postaci, jak i do porządnego filmu, pasowałaby właśnie taka scena:

Taki kadr, zwolnione tempo, rockowa muzyka jako podkład… Już to widzicie?