Gwiazda

Dziś będzie o dziewczynie. O młodej dziewczynie. Albo powinienem raczej napisać – niestety o młodej dziewczynie. Zresztą płeć i wiek nie są tu aż tak istotne… Choć dodają całej historii pewnego smutnego wydźwięku. Dziś na poważnie. I ostrzegam – w dalszej części występuje wulgarne słownictwo.

Nie wiem, ile dokładnie lat ma ta dziewczyna, ale raczej nie więcej niż osiemnaście. Taka drobna blondynka – rudno określić wiek. Dla potrzeb tego wpisu będę ją nazywał „Gwiazdą”, choć naprawdę nazywa się… powiedzmy, że Kasia. Nie imię jest jednak najważniejsze – równie dobrze mogłaby to być Zosia czy Marysia. Skąd pseudonim „Gwiazda”? To było tak…

Pewnego paskudnego, wiosennego poranka, podczas dojazdu do pracy autobusem, staraliśmy się z kolegami obudzić przed odbiciem karty w fabryce.  Po drugiej stronie przejścia siedziały dwie dziewczyny, w wieku i wyglądzie „późne gimnazjum – wczesna zawodówka”, wesoło szczebiocąc o swoich życiowych problemach. Jedna z nich szczebiotała wyraźnie głośniej, dzięki czemu mieliśmy okazję dowiedzieć się, z czym zmaga się współczesna młodzież. W pewnym momencie „Gwiazda” (która wtedy jeszcze „Gwiazdą” nie była), zaczęła się użalać na swoją rodzicielkę, która czyniła jej wyrzuty z powodu notorycznego spóźniania się do szkoły. Opisując swoje niezadowolenie z matczynego strofowania dziewczyna rzuciła tekstem, który miał nam się wryć w pamięć na dobre:

– Aż miałam jej ochotę powiedzieć „zamknij mordę, stara kurwo”! Tak miałam ochotę jej powiedzieć!

Od tego momentu wiedzieliśmy, że oto jedziemy obok osoby nietuzinkowej. Słuchanie opowieści tej dziewczyny może stać się większą pasją niż oglądanie „Klanu” skrzyżowanego z „Pierwszą Miłością”. Oto mieliśmy swoją własną, autobusową telenowelę – na żywo! A młode dziewczę, nieświadomie, zostało jej największą gwiazdą…

Potem jeszcze od czasu do czasu dane nam było oglądać „Gwiazdę” rano bądź po południu, gdy wracała do domu. Czasem coś mówiła, czasem nawet docierały do nas strzępki tych rozmów. Ogólnie jednak stwierdziliśmy, że po obiecującym pierwszym odcinku nasza telenowela wyraźnie zwolniła. Aż do pewnego przeuroczego jesiennego poranka, gdy dane nam było usłyszeć nieco dłuższy fragment rozmowy pomiędzy „Gwiazdą”, jej koleżanką i prawdopodobnie obiektem westchnień (nazwijmy go „Misiem”).

Choć lepiej było tego nie słyszeć.

Dziewczę rozmawiało ze swoim wybrankiem, ten zaś głośno, ze słownictwem charakterystycznym dla osób chodzących nieustannie w strojach do biegania, komentował zarówno słowa swej białogłowy, jak i otaczającą go rzeczywistość. Dla przykładu, gdy do autobusu wsiadł jego znajomy, ale ze względu na tłum nie mógł przedostać się w pobliże wesołej trójki, nasz bohater na cały autobus krzyknął „no, bydła w chuj” (wiele osób podróżuje i faktycznie jest tłok – przyp. tłum.) – i tak mijała nam podróż.

Sam nie wiem, jak to się stało, ale rozmowa zeszła na temat wierności „Gwiazdy” względem swojego poprzedniego partnera (dla uproszczenia nazwijmy go Alojzym). Wydaje mi się, że „Miś” zarzucał „Gwieździe” zdradzenie ongiś Alojzego z – dajmy na to – Eustachym. Heroina naszej opowieści była śmiertelnie oburzona takimi supozycjami. Postanowiła wreszcie uciąć podłe pomówienia raz, a dobrze. Dobitnie więc przekazała „Misiowi”:

– Nie zdradzałam Alojzego z Eustachym. Dopiero potem zdradziłam go z Maurycym.

Wyznanie godne wypowiedzenia go na głos rano. W zatłoczonym autobusie. Z dumnie podniesionym czołem. Była to jedna z tych sytuacji, gdy mózg staje, a reszta opada. Docierające do nas strzępki dalszej rozmowy wcale nie poprawiały obrazu. Dowiedzieliśmy się na przykład, że „Gwiazda” ma kobiecą niedyspozycję. Wydaje mi się też, że poruszono temat upodobań seksualnych jej i „Misia” (dodatkowo z używanego przez niego słownictwa wywnioskowałem, że cechuje się on nieznaczną homofobią).

Obserwacja „Gwiazdy” i „Misia” nasuwa szereg pytań. Jak wygląda ich dzień? Czym się martwią? Co planują robić w przyszłości. Oraz – moim zdaniem najważniejsze – gdzie ich rodzice popełnili błąd? Jak mało czasu trzeba poświęcać dziecku, aby wyrosło na tak wulgarną i zdemoralizowaną osobę? Osobną kwestią jest „Miś”, który swoim chamskim zachowaniem umie sterroryzować cały autobus (nikt mu nie zwróci uwagi, bo nikt nie ma ochoty na pyskówkę lub coś poważniejszego). Skąd się tacy biorą?

To tylko jeszcze raz uświadamia, jak ciężką pracą jest wychowywanie dzieci. Niestety, dziś nawet mówi się o tym, że rodzice „mają” dzieci – ani słowa o wychowywaniu. Wydaje mi się, że u wielu osób dziecko jest takim nieco większym Tamagochi. I droższym – ale nawet fortuna nie wystarczy do wychowania. W różnej maści statystykach podaje się, ile kosztuje wychowanie dziecka – ale nie określa się, ile czasu należy na to poświęcić.

A potem ze swych domów na żer wychodzą takie „Gwiazdy” i „Misie” – z niewielkimi perspektywami, bez umiejętności życia w społeczeństwie. Za to z hałaśliwym nastawieniem, bez zahamowani i postawą „mi się należy”. Co będą robić? Raczej małe szanse że przyczynią się do poprawy warunków życia na świecie. Nie wierzę też, że stworzą dzieło, które będzie zachwycać przez wiele pokoleń.

Ale zastanawiam się, czy będą w stanie tak po prostu żyć i podnosić swoją stopę życiową, czy też skupią się na egzystowaniu z dnia na dzień. Za kilka lat „Miś” i „Gwiazda” dostaną prawa wyborcze. Następnie będą pracować, zaciągać kredyty, kupować samochody, mieszkania, telefony… Raczej nie będą inwestować, bo i po co? Ale pewnego dnia, ponieważ stwierdzą, że w ich życiu do pełni szczęścia brakuje tylko jednego drobiazgu, ot – Tamagochi…

I tak na świecie pojawi się kolejna „Gwiazda” z „Misiem”.

  • dlatego ja już od dłuższego czasu wiem, że kariera pedagoga nie jest dla mnie. już nawet nie chodzi o same dzieciaki, ale przecież taką roszczeniową postawę wynoszą z domu.

    i poruszyłeś temat, którym można ubić piany- z tym „maniem” dziecka.
    no coś mnię się robi jak słyszę, że ktoś musi MIEĆ dziecko.
    i zapomina przy tym, że:
    a. dziecko jest darem
    b. jest istotą niezależną i nie posiada się jej na własność

    poza tym dla takich rodziców od „mania” dziecko staje się potem idealną wymówką na wszystko- no bo przecież mają dziecko.

    • Kariera pedagoga? Mógłbym uczyć, ale nie być wsparciem w wychowaniu. Moje poglądy chyba nie pasują do dzisiejszego świata, ja bym stawiał do kąta.

      Co do „mania” dziecka – ciekawe, czy byłaby refleksja u przyszłych rodziców, gdyby zamiast „chcesz mieć dziecko?” padło „chcesz wychować dziecko?”, może ktoś by się zastanowił?

  • no wiesz, kariera pedagoga wiąże się z byciem wychowawcą ( nie tylko w sensie wychowawcą klasy) ale i w ogóle z uczeniem ludzi.
    nie tylko przedmiotu, ale takze stanowienia swoją postawą.

    ja bym zdawała pytanie- na jakiego czlowieka chcesz wychować dziecko.