Bajka o owcach

Od rana w stadzie owiec panowało niezwykłe poruszenie. Oto dziś był ten dzień, gdy mogły wybrać swojego pasterza! Wszystkie przestępowały niecierpliwie z nogi na nogę i nerwowo skubały trawę w swojej zagrodzie. Pasterza nie wybiera się przecież codziennie, więc jest to ważny dzień dla każdej owcy.

Najbardziej niecierpliwa była mała, biała owieczka, która przyszła na świat już po ostatnich wyborach. Nie miała więc pojęcia, jak takie glosowanie wygląda – ale już się cieszyła na możliwość uczestniczenia w tak ważnym wydarzeniu. Biegała więc z jednego końca zagrody, oczekując niecierpliwie na rozwój wydarzeń. Wreszcie odważyła się przerwać najstarszej owcy skubanie trawy i zapytała:

– A jak wygląda to całe wybieranie pasterza?

Stara owca powoli podniosła łeb i zapatrzyła się w dal, dostojnie kręcąc mordką. Gdy skończyła przeżuwać trawę, spojrzała na małą owieczkę i mruknęła:

– Więc chcesz wiedzieć, jak wybieramy pasterza?

Na dźwięk głosu najstarszej z owiec pozostałe tez na chwilę przestały skubać trawę i spojrzały w kierunku nestorki. Wiedziały, że po staruszce można się spodziewać jakiejś ciekawej opowieści. Nawet duży baran, pasący się na uboczu, zastrzygł uchem i przysunął się w stronę stada.

– No więc – zameczała najstarsza owca – zbieramy się pośrodku zagrody i czekamy na przybycie pasterzy. Krótko po śniadaniu przychodzą tu dwóch mężczyzn i każdy staje w jednym z narożników zagrody. A wtedy my podchodzimy do tego, który nam się podoba. I tak to zawsze działa. To najprostszy i najlepszy sposób na wybór pasterza.

– Ale przecież – drążyła mała owieczka – może się zdarzyć, że cześć stada podejdzie jednego z pasterzy, a druga część do innego. Co wtedy?

– To nie jest żadnym problemem, od dawna mamy na to rozwiązanie – w glosie najstarszej z owiec słychać było mądrość wielu lat, ale instynkt przeważył i stara owca pochyliła głowę nad kępką trawy.

Pozostałe owce słusznie odczytały ten sygnał jako chwilową przerwę w opowieści i również sięgnęły pyskami ku ziemi. Wiedziały, że gdy ugryzą kęs lub dwa, najstarsza z nich podejmie przerwany wątek. Ale najmłodsza owieczka ani na moment nie spuszczała wzroku ze starej owcy, czekając na ciąg dalszy. Wreszcie, gdy już miała niegrzecznie ponaglić starą owcę do kontynuowania opowieści, ta przełknęła soczystą trawę i zwróciła głowę ku niecierpliwemu malcowi.

– To całkiem proste – rzekła flegmatycznie. – Zawsze patrzymy, przy którym z pasterzy zebrało się więcej owiec i to do niego dochodzą te, które wybrały początkowo inaczej. Zresztą pasterz, który zebrał mniej naszych głosów zachowuje się przyzwoicie, bo rozkłada ręce i odgania te z nas, które nie chcą iść do zwycięzcy.

– A skąd wiecie, którego pasterza wybrać? – młoda owieczka koniecznie chciała dowiedzieć się wszystkiego. Tym razem nie musiała długo czekać na odpowiedź.

– Ależ zawsze są to ci sami pasterze – w beknięciu starej owcy słychać było zdziwienie, jak można pytać o sprawy tak oczywiste – więc dobrze wiemy, na co się decydujemy! Nawet jeśli stoją w innych narożnikach zagrody albo inaczej się ubiorą, to i tak wiemy, który jest którym.

– Skoro to zawsze ci sami pasterze, to gdzie tu wybór? Przecież po takim czasie to powinien być już zawsze jeden i ten sam pasterz.

Na takie słowa najmłodszej z owieczek przez stado przeszedł szmer oburzenia.

– Jak to jeden? – zabeczała głośno owca od najbielszej wełnie w stadzie. – Przecież każdy członek stada chce czegoś innego i dlatego idzie do wybranego pasterza. A nuż okaże się, że inni podzielają jego pogląd?

– Nie, nie zrozumieliśmy się – mała owieczka pospiesznie pokręciła głową – nie o to mi chodziło. Raczej sądziłam, że po takim czasie udało się już sprawdzić jednego i drugiego pasterza, a następnie wybrać tego najlepszego…

– A co jest najlepsze? – beknęła szybko najbielsza z owiec – Każdy uważa inaczej. Pasterze różnią się dość znacznie i trudno ich porównać.

– A czym się różnią?

– Jeden z nich – tym razem głos zabrała owca z najbardziej kędzierzawą wełną – strzyże nas bardzo dokładnie, nie zostawi ani kępki wełny. Ale robi to tak delikatnie, że prawie nic nie czuć. Z kolei drugi, ten wyższy – tu pogardliwie prychnęła, a z nią kilka jej towarzyszek – szarpie i drapie. Strzyżenie w jego wykonaniu to po prostu ból!

– Ale zostawia nieco wełny na brzuchu, zadku i głowie – wtrąciła szybko najbielsza – dzięki czemu jest trochę cieplej. A po tym niskim to można się tylko trząść z zimna…

– No dobrze – najmłodsza z owiec wtrąciła się szybko, widząc że najbardziej kędzierzawa już szykuje się do riposty – to tyle jeśli chodzi o strzyżenie. A karmienie? Wypas? Pojenie? Tu nie ma żadnych różnic? Obaj prowadzą nas na tak samo zielone łąki z soczystą trawą i strumienie z chłodną woda?

Owce spojrzały po sobie zdezorientowane. Tylko najstarsza z nich spokojnie przeżuwala kolejny kęs tawy, patrząc prosto w oczy owieczki. Wreszcie beknęła:

– Przecież pasterz jest tylko od strzyżenia. Trawę masz w zagrodzie, siano i wodę dostarcza ten mały, rudy chłopak. Pasterz nas tylko strzyże. Ale, jak widzisz, dla wszystkich owiec bardzo ważne jest kto i jak nas strzyże.

Mała owieczka pokiwała ze zrozumieniem głową, po czym – stwierdzając, że jej ciekawość została zaspokojona – zaczęła skubać trawę. Inne owce też powoli wracały do przerwanego śniadania. Tu i ówdzie trwały jeszcze ciche rozmowy o wyższości pasterza wysokiego nad niskim albo na odwót, wedle preferencji. Stara owca kręciła pyszczkiem, świdrując wzrokiem malucha, po czym wypaliła:

– Ty też będziesz musiała się opowiedzieć – gdyby miała dłoń, zapewne wskazałaby na najmłodszą owce palcem. – Którego pasterza poprzesz?

Część z owiec odwróciło głowy słysząc, że to jeszcze nie koniec.

– Och nie – mała owieczka podniosła głowę z uśmiechem – ja nie planuję poprzeć żadnego z nich. Jeśli to wszystko dotyczy tylko strzyżenia, to mi jest wszystko jedno. Poczekam, jak wybierze stado i pójdę za większością.

Teraz już wszystkie owce oderwały się od jedzenia trawy i spojrzały na najmłodszą.

– Czyli nie obchodzi cię – zabeczała najbielsza – że przez Ciebie może nam być zimno?

– Przecież jeśli nie wybierzemy niższego, będzie nas bolało – prawie rozpłakała się najbardziej kędzierzawa.

– Dlaczego mam wybierać między tym, co mi się nie podoba – zaczęła się bronić mała owieczka – a tym, co też mi się nie podoba? Wybrałabym prawdziwego pasterza, który zaprowadziłby mnie na słoneczną łąkę. A tak to nie mam żadnej przyjemności z wybierania.

– To chodź z nami, byle tylko nie trafił nam się niższy – stwierdziła owca z najbielszą wełną. – Przynajmniej będzie nam ciepło.

– Nie podoba mi się, że strzyżenie będzie bolesne. Nie podoba mi się też marznięcie – najmłodsza z owieczek spojrzała na najbielszą i na najbardziej kędzierzawą.

– Ale przecież musisz kogoś wybrać – prawie zakrzyknęły chórem obie owce.

– Tylko że ja nie chcę wybierać między zimnem i bólem – beknęła cicho owieczka. – Poza tym i tak reszta stada wybierze jakiegoś pasterza i nie sądzę, że mój głos będzie decydujący.

Wydawało się, że kłótnia między owcami nigdy się nie skończy, gdy głos zabrała najstarsza z owiec.

– Młoda jesteś i głupia – powiedziała z wyrzutem do małej owieczki – to i nie rozumiesz, że podjęcie decyzji jest twoim stadnym obowiązkiem. Nawet jeśli żaden z pasterzy ci się nie podoba, to i tak musisz dokonać wyboru.

– Zostanę pośrodku zagrody – hardo rzekła najmłodsza.

– Tylko potem nie narzekaj, że jest ci zimno – parsknęła najbielsza z owiec.

– Ani nie becz z bólu podczas strzyżenia – wycedziła przez zęby jej najbardziej kędzierzawa koleżanka – bo sama będziesz sobie winna.

Nagle jakiś szmer przeszedł przez stado owiec. Wszystkie zbiły się w grupę na środku zagrody i zaczęły patrzeć w stronę domu. Po zboczu, w stronę stada, szły dwie postacie.

***

– To co – zaczął jeden z pasterzy, gdy tylko wyszli z domu w stronę zagrody z owcami – tak jak zwykle? Jeden staje z nożycami, a drugi zagania?

– Oczywiście. Nawet wziąłem już nożyce – odparł jego kolega.

– A jeżeli owce znowu podejdą stadem do mnie? Nie lepiej, żebym ja je strzygł?

– To wtedy zagonię do ciebie tę resztkę – uspokoił go drugi pasterz – i nawet oddam ci nożyce. Widocznie ciebie bardziej lubią.

– Jasne – rzekł pierwszy. – Szkoda tylko, że nie mamy nożyc dla każdego z nas. O ile lepiej szło by nam to strzyżenie…