Chomikowanie – pozbądź się nałogu

Ta śrubka ze starego budzika pewnie się kiedyś przyda. Np. jak mi się zgubi taka sama śrubka w nowym budziku. Te deski ze starej szafy mogą się przydac. Schowam je w piwnicy. Stara gazeta, magazyn – mogą leżeć na półce, bo jest tam ciekawy artykuł. Stare ubrania nie zabierają przecież miejsca w szafie, a może kiedyś będą znowu modne. Te hantle, które kupiłem kiedyś… Może za jakiś czas zacznę wreszcie ćwiczyć, niech sobie leżą na szafie. No i jeszcze kasztanowy ludzik, którego zrobiłem w trzeciej klasie podstawówki – trochę się rozpadł, ale leży na dnie szuflady, kiedyś go naprawię i będzie rodzinną pamiątką.

Znasz to? Czy przynajmniej jedno z tych zdań brzmi znajomo i może się jakos odnosić do Ciebie?

Jeżeli tak, mam dla Ciebie zlą wiadomość – możesz być chomikiem.

Choć raczej małe szanse, że czytasz ten tekst i wyglądasz tak.

Chomikowanie to jakaś forma nałogu. Nie potrafisz się rozstać z przedmiotami, które znosisz do domu. Ale spokojnie, przejdziemy przez to razem. Kilka nowych nawyków, pozytywne nastawienie – i nawyk gromadzenia wszystkiego odejdzie w niepamięć. Najpierw jednak kilka słów wyjaśnienia i uspokojenia. To, co zaproponuję, nie ma nic wspólnego z minimalizmem, listami stu rzeczy i tego typu sprawami. Wręcz przeciwnie – zachęcam Cię do otaczania się wieloma rzeczami, tylko że z rozsądkiem. Druga kwestia – nie namawiam Cię do rezygnacji ze wspomnień, pamiątek, dotychczasowego stylu życia itp.  Zamiast tego proponuję Ci spokojne, uporzadkowane i bezstresowe otoczenie.

Jeżeli nadal czytasz ten wpis, to zapewne zostawiasz sobie czasami jakąś rzecz w nadziei, że kiedyś ona się przyda. O takich przedmiotach moja mama zwykła mówić „przydasie”. Metoda wprowadzania „przydasiów” do swojego życia jest bardzo podstępna – jeden „przydaś” tu, drugi „przydaś” tam, w krótkim czasie zbierze się ich spora sterta. To nie na moją glowę, ale źródeł takiego zachowani mozna upatrywać w okupacji, komunie i wszystkich plagach, które na nas spadały – wtedy nic nie było dostępne, trzeba było sobie jakoś radzić. Wszystko można było wykorzystać jeszcze raz, zbierało się części zamienne i gromadziło zapasy na wszelki wypadek (bo nigdy nie wiadomo, czego zabraknie jutro).

Kiedy spod hałdy „przydasiów” nie możesz wydostać tego, co jest Ci naprawdę potrzebne, przychodzi silna motywacja do posprzątania. Poukładania wszystkiego na miejscu, a czasem może (choć ta myśl nie krystalizuje się zbyt wyraźnie) wyrzucenia tego i owego. I tu mamy dwa możliwe scenariusze:

  • ilość „przydasiów” będzie tak duża, że nie będziesz wiedzieć, z której strony zabrać się do porządków, poza tym nie będziesz mieć tyle czasu… i zostawisz to tak, jak jest,
  • zaczniesz porządkować wszystko, odkładać na miejsce, wkładać w teczki, kartony, szuflady, pudełka, znajdować nowe „swoje miejsce” dla tuzina zgromadzonych przedmiotów („a w tej teczce będę trzymac przepisy kulinarne z dodatków do „Wyborczej” z okresu letniego, ale tylko wegetariańskie”), ale z wyrzucaniem nieco gorzej, bo przecież „to się przyda”.

O ile pierwszy scenariusz jest złem wcielonym z oczywistych powodów i aby sobie z nim poradzić, porzeba osobnego podejścia, o tyle możesz zadać sobie pytanie, co złego jest w drugim? Przcież likwidujesz bałagan, wiesz dobrze, gdzie co jest… Nie o to chodzi. Chodzi o to, aby uświadomić sobie, że większość „przydasiów” po prostu nigdy Ci się nie przyda!

Znowu podeprę się złotą myslą mojej mamy – jesli czegoś nie używasz przez dwa lata, wyrzuć to. Oczywiście bezmyslne podejście do tej zasady zaowocowałoby wyrzuceniem np połowy narzędzi w domu, gdzie nic nie trzeba przybijać, przykręcać i naprawiać. Dlatego dobrze podejść do tej kwestii z głową. Kiedy zaczynasz robić porządki, podziel wszystkie „przydasie” na obszary tematyczne, albo na projekty, z którymi dane przedmioty były związane. Możesz wyodrębnic tyle podziałów, ile chcesz. Im więcej takich grup utworzysz, tym dokładniej i rozsądniej uporządkujesz otoczenie – ale im mniej, tym większa szansa na pozbycie się większej liczby „przydasiów”. Przedmioty, które przynależałyby do kilku kręgów odlóz osobno (ale postaraj się, aby było ich jak najmniej). Po podzieleniu wszystkiego nie zastanawiaj się nad tym, czy dany „przydaś” faktycznie będzie Ci potrzebny, ale spójrz z szerszej perspektywy – czy faktycznie podejmiesz ten projekt, z którym dana grupa jest związana. Czy faktycznie w najbliższym czasie zaczniesz ćwiczyć w domu, czy może od czasu do czasu będziesz wpadać na siłownię? A jesli planujesz ćwiczyć w domu – to czy faktycznie potrzebujesz skakanki, hantli, abgymnica i hula-hop? Czy faktycznie znajdziesz czas na majsterkowanie, gotowanie, fotografowanie, budowanie domków dla ptaków, jazdę konną – czy też może najblizszy wolny termin masz na emeryturze, a do tego czasu większość z tych rzeczy zniszczy rdza i kurz? Jeżeli widzisz, że podjęcie danej aktywności jest mało prawdopodobne (a po dwóch latach bezczynności w danym kierunku to prawdopodobieństwo zbliża się do zera), wyrzuć z czystym sumieniem wszystko to, co wiąże się z danym projektem. W przypadku „przydasiów” przynaleznych do kilku kręgów może zdarzyć się taka sytuacja, że wszystkie one będa przeznaczone do likwidacji – ale jeśli tak sie nie stanie, zastanów się, czy danego „przydasia” nie zastąpisz w przyszłości łatwo czymś nowym, lepszym. Jeżeli tak – wyrzuć go.

Podobnie jest z artykułami, które chcesz przeczytać czy wykorzystać wiedzę w nich zawartą. Zastanów się, czy nadal chcesz otworzyć ten biznes, zainspirowany artykułem w „Forbes” sprzed pięciu lat? Albo czy napiszesz wreszcie tę powieść o małym czarodzieju z blizną na czole (albo o wampiach, które świecą w świetle dnia, zamiast ginać) – i dlatego trzymasz stosy wycinków dotyczących magii, wierzeń i prywatnych szkół w Anglii? Może jednak nie? Może ten pomysł był fajny wtedy, a dziś już nie jest taki świeży – w takim wypadku przenieś wszystkie artykuły do okrągłego segregatora (jak w pracy nazywaliśmy kosz). Jeżeli czujesz, że jednak wykorzystasz dany artykuł – a takich artykułów jest masa – rozważ zeskanowanie ich i przechowywanie w chmurze bądź na płycie DVD. Zawsze to mniej zajętego miejsca w domu (w przypadku plików w chmurze – duzo mniej). Musisz tylko umieścić te artykuły w jakimś porządku, dzięki czemu łatwiej będzie Ci do nich dotrzeć (najlepiej poprzez skrzyżowanie systemu folderów i tagów).

A co z pamiątkami? Ten ludzik z kasztanów z podstawówki (pierwsza piątka w szkole), ten bukiet z liści (pierwsza randka), ten kamień z drogi (i wiesz, kto po nim stąpał)… Jak pozbyć się tego? Przecież to Twoje życie… Otóż nie. Życie to Twoje wspomnienia, to historie, które możesz opowiedzieć, a nie pokryte kurzem śmieci. Czy trzymasz i pokazujesz ludziom wszystkie zdjęcia, jakie robisz, czy może wyrzucasz te nieostre, a niewielką resztę katalogujesz, aby móc pokazywac je znajomym? Z pamiątkami jest identycznie. Zostaw sobie dla każdego wspomnienia (ale autentycznie ważnego) jedną, dwie. Jeżeli przywozisz sobie coś z wypraw w rózne zakątki świata, niech to będzie coś praktycznego, albo coś, co możesz wyeksponować w domu (a nie trzymać głęboko w szufladzie) – i już na etapie kupowania pamiątek ograniczaj ich ilość. Są inne sposoby na zachowanie wspomnień z podróży niż znoszenie do domu połowy roślinności z Amazonii. Zasuszony kwiatek z pierwszej randki jest sympatyczy, ale czy nie jest ważniejsze to, że jestescie razem? Dobra rada – jeśli juz musisz, trzymaj tylko zasuszone kwiatki z pierwszej randki z obecnym partnerem. Oczywiście, jesli oczyma wyobraźni juz po pierwszej randce widzisz, jak opowiadasz gromadce dzieci wpatrzonych z wysuszoną roślinkę „a tego kwiatka wasz tatuś dał mi na naszej pierwszej randce” – to ususz go (oraz porozmawiaj z kimś, bo możesz mieć problem emocjonalny). Ale nie zachowuj oprócz kwiatka także biletu z kina, rachunku z budki z hot-dogami, kamyczka, który wtedy wpadł Ci do buta i setki innych przedmiotów (zwłaszcza, jeśli na pierwszej randce poszliście nieco dalej niż trzymanie się za ręce). Ograniczaj liczbę pamiątek, ale pielęgnuj wspomnienia.

Mam nadzieję, ze powyższe rady – choć proste – pozwolą na oczyszczenie Twojego życia z wielu „przydasiów”. Ten wpis sponsorowały dobre rady mojej mamy oraz literki „K”, „O”, „S” i „Z”.

Ale jeśli nadal chcesz być chomikiem – pamiętaj, aby kupić sobie duże kółko do biegania!

  • i tak to zapachniało minimalizmem.

    (nadal nie widzę gdzie mogę sobie te komcie..)

    • Przez komórkę Ci nie pomogę,jak przeżyje dzisiejszy nocleg w Autonomii Palestyńskiej,to znaczymy…

      Co do zapachu minimalizmu,to jak dla mnie to dość dalekie jest jedno od drugiego. Ale co ją tam wiem…:)