Jak zmniejszyć liczbę artykułów do przeczytania?

To, ze żyjemy w erze informacji, to truizm. To, że ilość informacji nas przytłacza, to smutny fakt. Podobno jeden numer gazety zawiera więcej informacji i faktów, niż przeciętny średniowieczny chłop otrzymywał w ciągu całego życia. Kilkadziesiąt postów na blogach, oznaczonych w Czytniku Google gwiazdką albo zachomikowane w serwisie typu Diigo czy Instapaper, stos gazet piętrzący się koło łóżka i książka, leżąca gdzieś na stole. Brzmi znajomo? Też tak miałem – ale udało mi się znacznie zmniejszyć zaległości. Jak tego dokonałem? Oto mój sposób.

Przede wszystkim – co może wydać się oczywiste – przyda się umiejętność szybkiego czytania. Nie jest to czas ani miejsce na przedstawianie technik szybkiego czytania, na rynku jest sporo książek i szkoleń o tej tematyce. Niemniej warto zainwestować nieco czasu i pieniędzy (ale przede wszystkim czasu), aby wyrobić sobie umiejętność szybkiego prześlizgiwania się wzrokiem po tekście, bez strat dla jego zrozumienia. Ale nawet jeżeli nie masz czasu na nauczenie się tej jakże przydatnej sztuki, i tak są sposoby na to, aby z czystym sumieniem zmniejszyć ilość artykułów oznaczonych „to read”. Na początek skupmy się bowiem na zalegających postach z blogów, artykułach z serwisów i innych elektronicznych publikacjach. O artykułach papierowych napiszę w drugiej części wpisu.

Artykuły on-line

Od czego zacząć? Od poświęcenia czasu na porządki i wyborze odpowiedniego narzędzia. Osobiście polecam Instapaper, choć wiem, że równie popularny jest ReadItLater. Dlaczego Instapaper? Przede wszystkim Instapaper wygrywa ilością możliwości odczytywania tego, co sobie odłożyliśmy. Możemy czytać na smartfonie (dzięki licznym aplikacjom) czy czytniku e-booków (możliwość ściągnięcia treści w formacie epub i mobi). Ja korzystam z dobrej, polskiej aplikacji InstaFetch – synchronizuje się z Instapaper, pobiera treść artykułów na telefon i można je czytać offline: w każdym miejscu. Ale ściągnąłem też jeden folder (o folderach już za chwilę) na mojego Kindle – wtedy poszczególne artykuły tworzą rozdziały, a całość czyta się po prostu znakomicie. Ci, którzy wolą czytać na komputerze, oczywiście też mogą korzystać z Instapaper – chodzi jednak o to, aby czytać wtedy, gdy nie jest się on-line. Dlatego dalej będę opisywał sytuację, w której korzysta się z Instapaper we współpracy z InstaFetch – zapewniam jednak, że te metody można stosować z wykorzystaniem innych narzędzi (o których wspomnę pod koniec).

Kolejnym krokiem jest porządkowanie – poukładanie wszystkiego w folderach. W Instapaper mamy możliwość założenia dowolnej liczby folderów, a nawet pobrania dla nich osobnych skryptozakładek (co ułatwia dodawanie później artykułów do Instapaper). Najlepiej utworzyć foldery według tematów, które nas interesują (biznes, humor, medycyna) i przenieść do nich odpowiednie artykuły. Jeżeli masz je zgromadzone w zakładkach przeglądarki, Diigo, Delicious czy ReadItLater, po prostu otwieraj je po kolei i zapisuj w Instapaper. System jest tak sprytny, że jeżeli artykuł jest na kilku stronach (co jest częste np. na gazeta.pl), to i tak zostanie ściągnięta cała treść. Porządkowanie zajmuje trochę czasu, ale potem będzie niesamowitą pomocą w zmniejszaniu liczby artykułów. Kiedy uporządkujesz całość, najtrudniejsze masz już za sobą. Teraz istotne jest, aby każdy nowy artykuł, który masz przeczytać, trafiał do właściwego folderu. A Ty możesz zająć się czytaniem. Zsynchronizuj InstaFetch na swoim telefonie i gotowe. Teraz możesz czytać zawsze i wszędzie – w pociągu, autobusie, stojąc w korku, w poczekalni u dentysty… Istotne jest też to jak czytać – ale o tym za kilka chwil.

Artykuły papierowe

Może masz tak samo, jak ja – zainteresuje Cię jeden, dwa artykuły w piśmie lub gazecie, odkładasz na stolik z myślą „przeczytam wkrótce”, a potem sterta rośnie, rośnie… Mam w domu wiele numerów „Dużego Formatu”, „Plus Minus” czy „Business Class” – a w każdym po jednym, dwa artykuły, które muszę przeczytać. Jak sobie z tym poradzić?

Na początek… schowaj gdzieś te gazety. Da to dwie korzyści. Po pierwsze – stosik gazet nie będzie działał jak wyrzut sumienia. Po drugie – takie walające się luzem gazety są mało estetyczne. Użyj stojaka na gazety, szafki, szuflady – czegokolwiek, gdzie te gazety będą leżeć razem (i gdzie można dokładać kolejne). Kiedy już zbierzesz wszystkie gazety w jednym miejscu – daj sobie trochę czasu. Miesiąc, dwa miesiące – jeżeli zebrał Ci się spory stosik, oznacza to, że wiele z tych gazet leży tam od dawna. Więc jeszcze kilka tygodni różnicy nie zrobi. U mnie to było ponad pół roku.

Po tym czasie proponuję ostrą selekcję materiału – te kilka (kilkanaście) tygodni było niezbędnych dla nabrania odpowiedniego dystansu. Teraz niektóre artykuły z pewnością nie będą się wydawały tak interesujące, niektóre nie będą juz aktualne (a jednak można żyć bez ich przeczytania), z całą pewnością nie będziesz zatrzymywać całej gazety. Wycinaj tylko to, co rzeczywiście chcesz przeczytać, a reszta – do kosza. Może okazać się, że z grubej sterty gazet zostało Ci kilkanaście stron. Coś takiego dużo łatwiej wziąć ze sobą do torby, przeczytać w autobusie i wyrzucić do śmietnika, prawda? A liczba gazet będzie stopniowo maleć. Możesz wprowadzić zasadę selekcji i wyrzucania artykułów np. co miesiąc – może się okazać, ze w tych, które zostały po poprzednich porządkach, też jest coś, co już Cię nie kręci.

Dobrym pomysłem jest też posegregowanie wyciętych artykułów, podobnie jak folderów w Instapaper. Da Ci to porządek, dzięki któremu łatwiej będzie wprowadzić pewne zasady czytania. I o tych zasadach chciałbym teraz napisać kilka słów.

Jak czytać, żeby artykułów ubywało?

Masz już posegregowane artykuły. Masz odpowiednie narzędzia. Co teraz? Jak czytać, żeby przeczytać całość jak najszybciej? Przecież nadal możesz mieć kilkaset artykułów. Na szczęście, dzięki dobremu przygotowaniu, wszystko powinno pójść gładko.

Przede wszystkim zasada ostrej selekcji obowiązuje nadal. Jeżeli zaczynasz czytać artykuł i w żadnym wypadku jego treść Cię nie porywa – wyrzuć go natychmiast. Jeżeli dany temat przestał Cię interesować, zanim dojdziesz do odłożonego artykułu – usuń go. Czytanie ma Ci sprawiać przyjemność – nic na siłę.

Od czego zacząć? Proponuję czytać na początek artykuły z tego folderu, gdzie jest ich najwięcej. Jest po temu kilka powodów:

  • w dużej ilości artykułów pewne tematy mogą się powtarzać, jest też szansa na coś, co już Cię nie interesuje – usuwaj natychmiast,
  • nie będziesz mieć psychicznego wrażenia, że największe jeszcze przed tobą – właśnie idziesz przez duży folder, a na deser zostają Ci jakieś maluchy,
  • jeżeli najpierw zejdziesz do zera w małych folderach, zostaną Ci jeden, dwa duże, z artykułami na ten sam temat – a brak różnorodności to najszybsza droga do odrzucenia czytania.

Dobrym pomysłem jest też monitorowanie swojego postępu czytelniczego. Zrób prostą tabelkę (na kartce lub – najlepiej – w Excelu), gdzie będziesz zapisywać po każdej sesji czytania ile zostało jeszcze artykułów w poszczególnych folderach. To dopiero jest miłe wrażenie, gdy widzisz, jak te liczby się zmniejszają!

No i najważniejsze – wyrób sobie nawyk czytania w każdej wolnej chwili. KAŻDEJ. Jak już wspominałem – korek, przerwa, autobus, poczekalnia, pociąg, kolejka do kasy… Skojarz te miejsca z czytaniem – niech każda wolna chwila będzie dla Ciebie okazją na przeczytanie choć kilku akapitów. Poza postępem w zmniejszaniu liczby artykułów, uchronisz się też przed nudnym i bezproduktywnym czekaniem.

To są moje rady – sam się do nich zastosowałem. I jakie miałem wyniki? Gdy przeniosłem wszystkie stare artykuły do Instapaper, było ich ponad 200. I ta liczba nadal rosła. Obecnie mam ich mniej niż 10. I w ciągu tygodnia zmniejszam tę liczbę do zera. Poniżej prosty wykres z mojego pliku Excelowego, w którym monitoruje swoje postępy. Różne kolory to poszczególne foldery. Widzisz – w pół roku zniwelowałem liczbę artykułów z blisko dwustu pięćdziesięciu do dziesięciu.

Co mi to daje? Po pierwsze – pozbywam się głupiego, ale jednak męczącego wrażenia, że mam coś do zrobienia. Po drugie – nie wiem już, co to nuda. Gdy tylko mam chwilę, pogrążam się w lekturze. Poszerzam swoją wiedzę o tematach, które mnie interesują. Poszerzam też zasób słownictwa i odnoszę wszelkie inne korzyści wynikające z czytania (nie będę ich wymieniać, są nagłaśniane przy każdej akcji typu „Cała Polska czyta”). A w przypadku artykułów anglojęzycznych uczę się takich słów, jakich normalnie bym nie poznał. No i do tego świetnie się bawię – bo sporo mam artykułów humorystycznych.

A co jeśli nie mam smartfona?

To też nie jest tragedia. Po pierwsze – zawsze możesz sobie wydrukować dany artykuł. Aby mieć daną stronę w formacie przyjaznym do druku, zalecam skorzystać z takich narzędzi jak Readability czy Printliminator. Dzięki wygodnym skryptozakładkom (lub rozszerzeniu przeglądarki, w przypadku tego pierwszego) można usunąć wszelkie niepożądane elementy strony, zostawiając czysty tekst, a następnie tak przygotowany artykuł wydrukować i nosić ze sobą. Polecam też Joliprint – stronę (i skryptozakładkę również), dzięki której artykuł od ręki pobierzesz jako pdf, w wygodnej, dwukolumnowej formie. Joliprint polecam nawet tym, którzy mają smartfony czy tablety – pdf jest niezastąpiony, gdy w artykule są jakieś ważne zdjęcia bądź grafiki.

Jeżeli nie uśmiecha Ci się drukowanie stert papieru i zabijanie lasów deszczowych, mam dla Ciebie jeszcze jedno rozwiązanie. Wymaga niewiele wysiłku, a warto spróbować. Chyba niezbyt ryzykownie zakładam, że masz zwykły telefon, na który można wgrać jakiś plik i który pozwala grać w gry Java – a to już coś. Zachęcam Cię więc do odkładania artykułów w Instapaper, w odpowiednich folderach. Gdy uzbiera się ich kilka, ściągnij dla danego folderu plik epub lub mobi (formaty e-książek). Taki plik zawiera treść wszystkich artykułów, które były w danym folderze – oczywiście bez grafik. Teraz należy przerobić taki plik na format txt. Można tego łatwo dokonać za pomocą Calibre – programu do zarządzania e-książkami.

Teraz plik txt należy zamienić w e-książkę do przeczytania na Twoim telefonie (mam nadzieję, że informacja o możliwości wykorzystania Twojego zwykłego telefonu do czytania książek nie jest dla Ciebie zaskoczeniem). W tym celu należy użyć programu Tequila Cat. Pozwala on na wygenerowanie pliku jar – czyli małej aplikacji, którą musisz tylko wgrać na swój telefon i już możesz oddać się lekturze.

Wiem, że opisany powyżej sposób może być nieco czasochłonny, ale warto – jeżeli tylko chcesz czytać. A jak mówił pewien bohater komiksowy „chcieć to móc, człowieku, chcieć  to móc”.

  • MG

    No to żeś mnie zainspirował… możesz być ze mnie dumny, w tym roku już 4 książki, co od czasu studiów jest świetnym wynikiem, chociaż z małą różnicą bo teraz to dla przyjemności… )) btw. jutro bede testowal instafetch na swoim pierwszym androidzie

  • @MG: pierwszy „Andek”? No to brawo! Co do InstaFetch – warto wybulić dyszkę i kupić wersję pro (nie pamiętam, czemu warto, ale warto…) – IF to jeden z trzech programów, które kupiłem na telefon (pozostałe dwa to Sleep-as-Droid, rewelacja, oraz Crush the Castle, totalna pomyłka). BTW: jaki masz telefon?

    Gratuluję czterech książek. Ja w tym roku wybitnie zwolniłem (w porównaniu z poprzednim, ale co to był za rok…), ale i tak alleluja i do przodu. Chociaż „O wojnie” i „McMafia” nadal leżą… Ale na Kundelku książki wręcz połykam.

  • o, sprawdziłam, w tym roku jak na razie mam za sobą 71 książek…
    gdy rok temu o tej porze było 95, znaczy się skiepściło troszku…

    cichy, a ja zupełnie z innej mańki:
    nie mam problemu z NIE przeczytanymi artykułami.
    mam problem z przeczytanymi- a dokładnie z tymi, które mnie zachwyciły, i stały się jakąś inspiracją.
    na razie trzymam część z nich w delicjach, ale nie jest to rozwiązanie idealne.
    z drugiej zaś strony- chyba nie za bardzo mam ochotę je drukować, i robić papierowe archiwum….

  • Vero, szpanujesz tymi książkami, kłujesz w oczy…:)

    Co do artykułów przeczytanych, ale inspirujacych – nie idź tą drogą. Zobacz, że to chyba nie jest zbyt minimalistyczne, co?;) Chomikujesz, zamiast przełożyć je na działanie. Mam w głowie post na ten temat – jak pozbyć się takich złych nawyków. Ale muszę go przelać z głowy do WriteMonkey, a potem tutaj:) Anyway – przejrzyj te arty teraz, po jakimś czasie: nadal chcesz je trzymać? Wykorzystasz je w swoim życiu w ciągu najbliższego półrocza tak, że nie będziesz ich już potrzebowac, lub będziesz do nich zaglądać codziennie? Jeśli tak – niech leżą. Jeśli nie- adios!

  • cichy, gdzie kłuję w oczy, jak się skiepściło z książkami? :-p

    no właśnie JESZCZE nie wiem co zrobić z artykułami.
    tylko- co innego inspiruje ciebie, co innego mnie.
    moje artykuły to nie poradniki GTD w 10 krokach, ale zachowane teksty- pod hasłem: bo to piękny kawałek prozy był, albo piękna historia.

    fakt, co jakiś czas robię przesiew w delicjach- ale baza kilkunastu-dzesięciu tekstów, które w owych delicjach mam lat kilka.

    może faktycznie to jest rozwiązanie- jak z twoim wycinaniem- że druknąć je, wrzucić w jakieś pudełko, niech odleżą swoje.
    a co jakiś czas robić ich przesiew.

  • Vero, w życiu spotkasz wiele kawałków pięknej prozy… Wtedy lepiej trzymać je w Delicjach (albo Diigo). Wiesz, ja facet jestem i może nie rozumiem takiego zachwytu nad piękną prozą?