O tym jak stchórzyłem, nie głosowałem i jak to naprawić?

Polityki na tym blogu jeszcze nie było – i mam nadzieję, że nie będzie. Niemniej w sytuacji kolejnych dwóch tygodni nieustającego konkursu piękności postanowiłem dokonać małego comming out i przyznać się, że do wyborów nie poszedłem.

Dlaczego nie spełniłem swojego obywatelskiego obowiązku? Cóż – przyglądając się całej kampanii nie mogłem znaleźć nawet jednego kandydata, którego czystych intencji, nieskazitelnej prezencji i dobrych pomysłów na prezydenturę mógłbym być pewien. A nie wydaje mi się, aby głosowanie na kogoś, kto chce się dorwać do władzy dla samej władzy, będzie kompromitował mój kraj albo wprowadzi nam tu drugą Koreę (Północną, Północną – niestety…) było przejawem szczególnego patriotyzmu. Niemniej uważam głosowanie za ważny element demokracji, a prawo wyborcze za jedno z ważniejszych praw.

Niemniej prawo pozostaje prawem właśnie, a nie obowiązkiem. Nie mam zresztą zamiaru się nad tym rozwodzić, bo zbiór dobrych wyjaśnień, dla których można odpuścić sobie wizytę nad urną, podał Wesoły Terrorysta.

W międzyczasie, to jest pomiędzy uświadomieniem sobie, że do wyborów iść nie zamierzam, a dzisiejszą wygraną wszystkich kandydatów, byłem świadkiem ciekawej dyskusji o tym, komu prawo wyborcze przyznać należy. Rozmowę zapoczątkował Matriks, podjął ją Slawkas – i trzeba przyznać, że panowie doszli do ciekawych wniosków. W tymże samym międzyczasie pewna reklama telewizyjna ustami popularnego aktora nazwała mnie tchórzem.

Swoją drogą – biorąc pod uwagę fakt, że uprawnionych do głosowania jest 30 milionów obywateli, a frekwencja wyniosła coś koło 50% – słowo “tchórz” wypowiedziane pod adresem 15 milionów ludzi z ust osoby zarabiającej na swojej popularności brzmi ciekawie.

Rozumiem intencję, nawet popieram ją – ale nie uważam, aby obrażanie ludzi było najlepszym sposobem aktywizowania społeczeństwa. Takie coś może działać na małych chłopców (“co, nie skoczysz? wiedziałem, że się boisz i nie skoczysz…”), ale nie na mnie.

Niemniej zastanowiłem się, co takiego mogłoby się stać, abym do wyborów poszedł (bo uczyniłbym to z chęcią). Na zmianę kandydatów liczyć nie mogę, na ich lepsze przedstawienie głównym mediom najwyraźniej brak czasu (a przecież po to codziennie przeglądam gazetę i oglądam TV, abym widział, co mam myśleć). I nagle – olśnienie. A gdyby tak zmienić zasady wyborów?

Rzucam teraz luźnym pomysłem i chciałbym go poddać pod dyskusję w komentarzach. Otóż na karcie do głosowania znajdują się pola, w których mogę postawić krzyżyk i wskazać tego kandydata, który moim zdaniem powinien urzędować przy Krakowskim Przedmieściu. Ja dodałbym kolejny rząd z polami, gdzie mógłbym wskazać kandydata, który moim zdaniem z pewnością na prezydenta się nie nadaje (to byłoby o wiele łatwiejsze). Ogólna suma głosów kandydata byłaby różnicą pomiędzy głosami na “tak” i na “nie”. Szalone? Być może, ale mam wrażenie, że dziś wybory wygrywa się nie dzięki poparciu własnych zwolenników, ale dzięki szukaniu alternatywy przez przeciwników konkurencji. Pomyślcie, jak zmieniłoby to choćby ostatnią kampanię. Obaj zwycięzcy pierwszej tury mają z pewnością ogromny elektorat negatywny – i musieliby się nie tylko starać, aby przekonać do siebie jak najwięcej osób, ale też by nie zrazić zbyt wielu. Inaczej ich ostateczny wynik mógłby nie być taki imponujący, a do drugiej tury mogliby wejść kandydaci z dalszych miejsc.

Podobną zasadę można wprowadzić przy wyborach parlamentarnych czy samorządowych, choć tutaj proponowałbym jeszcze inne udogodnienie. Można wyjść z założenia, że osobom niegłosującym podoba się aktualny stan rzeczy. Tak więc głosy nieobecnych należałoby rozdzielić proporcjonalnie pomiędzy te partie, które obecnie zasiadają w budynku przy Wiejskiej. To także zmieniłoby podejście polityków do wyborców – choć akurat nie jestem przekonany czy tak samo, jak mój pierwszy pomysł.

Dlaczego o tym piszę? Bo a nuż ktoś zrealizuje taki plan – to będę mógł z dumą powiedzieć, że przewidziałem to i zaproponowałem z takim dużym wyprzedzeniem:)

A co Wy o tym myślicie? Macie jakieś inne pomysły jak zachęcić do głosowania i ulepszyć wybory?

Foto: Anna Woźniak

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!